I gra muzyka

Zwolennicy opozycji tak bardzo czekali na komentarz Micka Jaggera do bieżącej sytuacji w Polsce, że ostatecznie sami nie wiedzą, co właściwie usłyszeli. W sprawie słów: „Jestem zbyt stary, by być sędzią”, panuje jeszcze zgodność, ale już dalszą część zdania każdy usłyszał inaczej. „Ale nie jestem zbyt stary, by się bawić” – usłyszeli jedni, „…by śpiewać” – dotarło do innych, „…by odnieść się do czystki, jaką PiS przeprowadza w Sądzie Najwyższym” – wydało się niektórym.

Przypomnijmy: podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawa skraca gwarantowaną przez konstytucję sześcioletnią kadencję I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. A innych sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat, przenosi w stan spoczynku” – wybrzmiało w redakcji na Czerskiej. Wszystko zaś za sprawą listu Lecha Wałęsy do lidera Rolling Stones, w którym były prezydent – a raczej któryś jego współpracownik – umiarkowanie płynną angielszczyzną zaapelował o zauważenie rzekomych niedostatków wolności w Polsce.

„Ludzie z niecierpliwością oczekują Waszego występu. Ale w Polsce dzieją się teraz złe rzeczy” – pisze więc Wałęsa, by zaraz potem uściślić: „Obecny reżim chce zniszczyć niezależność sądownictwa w Polsce. W zeszłym roku ubezwłasnowolnił on Trybunał Konstytucyjny. Teraz, z jasnym pogwałceniem konstytucji, zwalnia sędziów Sądu Najwyższego, by na ich miejscu umieścić marionetki. To nie jest wolność”.

Niech Bóg błogosławi

Mick Jagger, stary sceniczny lis, nie powiedział zaś tak naprawdę niczego, co mogłoby kogokolwiek urazić. Polska jest piękna, zmieniła się bardzo od roku 1967, niech Bóg jej błogosławi – no, może to ostatnie mogłoby nie pasować chcącej Boga zewsząd wyrugować obyczajowej lewicy. Ale tym razem zostanie to gwiazdorowi wybaczone, przecież „wyśmiał wiek emerytalny” sędziów.

I tyle. Inni artyści, mocniej zaangażowani w światopoglądowe spory, pozwalają sobie na więcej, przekonując przekonanych i drażniąc nieprzekonanych lub niepodzielających poglądów muzyków. Gdy w wiece KOD swoje występy zamieniają legendy polskiego rocka przełomu lat 80. i 90., zapewne wychodzą z założenia, że fani ich muzyki muszą na dzisiejszą rzeczywistość patrzeć tak samo jak oni. Różnorodność jest fajna jako hasło, lecz kończy się tam, gdzie wkraczamy w bieżącą walkę polityczną. A że na jej rzecz okradamy część słuchaczy ze wspomnień i wzruszeń młodości? Jak się tym przejmować, gdy antytotalitarny protest song sprzed 30 lat trzeba zagrać w obronie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, może nawet esbeckich emerytur.

Obama nie wrócił

Tak się składa, że niedzielny koncert The Rolling ­Stones przypadł w przeddzień drugiej rocznicy wizyty w Polsce prezydenta Baracka Obamy. Obama wyraził wówczas zaniepokojenie sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego. To, co powiedział lub miał powiedzieć, co tylko pomyślał i jaką miał przy tym minę, stawało się przedmiotem analiz opozycyjnych komentatorów. Zarazem zaś dawało im nadzieję na wywołanie jakiejś reakcji w kraju. Jeśli nie rezygnacji PiS z reform, to wpłynięcia na opinię publiczną.

Nic takiego oczywiście się nie stało, reforma trwała, przeszkody napotykając głównie z powodu nieporozumień w ramach obozu dobrej zmiany. I tylko Obama w międzyczasie opuścił Biały Dom, władzę przekazując nie swojej zastępczyni, ale następcy z Partii Republikańskiej. Minęły 24 miesiące i dziś Polskę przebudzić miałby o wiele bardziej oszczędny w słowach Jagger. A gdy za parę dni nikt nie będzie już o tym pamiętał, Lech Wałęsa napisze kolejny list, artystów z zagranicy przybywa do nas przecież wielu. Może będzie to nawet Chór Aleksandrowa?

Niestety, działalność byłego prezydenta RP i eksbohatera narodowego to jedyny humorystyczny aspekt wydarzeń, które rozgrywają się wokół Sądu Najwyższego. Prezes Małgorzata Gersdorf zachowała się w poprzednim tygodniu w charakterystycznym dla siebie stylu. Prezydentowi pozwoliła przez chwilę uwierzyć, że opuszcza swoje stanowisko, wskazując samodzielnie następcę, który szybko się okazał jedynie zastępcą. Tym samym pokazała, że wszystko dzieje się na jej warunkach.

Dzień później jednak stawiła się w pracy, zapowiadając udanie się nie w stan spoczynku, jak wynikałoby z obowiązującej ustawy, lecz jedynie na urlop. Samo urlopowanie się z kolei budzi bardzo złe emocje u przeciwników zmian ustroju SN, dla których jest ono aktem uległości wobec PiS i prezydenta. P.o. prezes SN Józef Iwulski, choć wskazany na swoją funkcję również przez Andrzeja Dudę (jak stanowi nowa ustawa o SN), deklaruje pełną lojalność wobec swojej poprzedniczki i wobec uchwał Sądu Najwyższego kwestionujących wprowadzane właśnie zmiany.

Co gorsza, wystarczyły dwa dni, by się okazało, że prawdziwym problemem nie są relacje sędziego Iwulskiego z sędzią Gersdorf, ale historia jego pracy w czasach PRL. Orzekanie w składach skazujących opozycjonistów i żona oficer SB nie są najlepszym symbolem nowego otwarcia zreformowanego SN, które w środowy wieczór witali zwolennicy reformy. Nawet jeśli Małgorzata Gersdorf z urlopu nie wróci już do swojego biura, dopóki jej zastępcą będzie ktoś taki jak Józef Iwulski, nie można w żaden sposób mówić o odzyskaniu dla społeczeństwa tego segmentu wymiaru sprawiedliwości z rąk postkomunistycznej „nadzwyczajnej kasty”.

Tysiące nie przyszły

Opozycja też nie ma czego świętować. Lech Wałęsa, zanim jeszcze wysłał swój list do wokalisty The Rolling Stones, wzywał Polaków, by w liczbie 100 tys. stawili się w środę przed gmachem Sądu Najwyższego. Początkowo wirtualnie wymachiwał nawet bronią, którą chciał poradzić sobie z liderem PiS i policją próbującą powstrzymać go przed dokonaniem przewrotu w kraju. Później zmienił ton wypowiedzi, obiecując przeprowadzenie czegoś na kształt ludowego sądu nad działaniami PiS, jako kluczową sprawę przedstawiając, oczywiście, własne problemy z lustracją. Do policji apelował o dokonwojowanie Jarosława Kaczyńskiego w charakterze podsądnego. I tu jednak czekało go rozczarowanie. W Warszawie czekało na niego zaledwie 2,5 tys. ludzi. To rozminięcie się z oczekiwaniami jedna z posłanek opozycji tłumaczyła... nieznajomością planów Wałęsy wśród jej zwolenników.

Brak jakiegokolwiek ożywczego prądu intelektualnego czy zwykłej autorefleksji skutkuje popełnianiem w nieskończoność tych samych błędów. Charakterystyczny jest popularny wśród zwolenników opozycji tekst autorstwa Theo Nawrockiego, skierowany „do polskiej młodzieży, licealistów, studentów, już pracujących”. Nawrocki oskarża adresatów swojej odezwy o to, że nie angażują się w protesty starszych i nie dostrzegają groźby recydywy komunizmu przede wszystkim przez swoje zepsucie nadmiarem dobrobytu, który zawdzięczają niedocenianej przez siebie transformacji ustrojowej. Gdy manifest spotkał się z krytyką ze strony młodych, autor zareagował, dodając do niego histeryczny, obraźliwy dla nich suplement.

To ilustracja kolejnego problemu. Brak nadziei na korzystny dla opozycji obrót spraw czy choćby pozyskanie szerszego społecznego poparcia powoduje narastanie postaw agresywnych. O tym zjawisku piszę od wielu miesięcy. Nie widać, żeby mu przeciwdziałano, co bardzo niepokoi. Groźby Wałęsy są w pewnym stopniu odpowiedzią na tego typu nastroje, karmią się nimi, a zarazem ośmielają do podobnych deklaracji. I wtedy przestają być wyłącznie politycznym kabaretem w kraju, w którym przecież byliśmy świadkami zbrodni Ryszarda Cyby. Już lepiej pisać koślawym angielskim listy do kolejnych gwiazd estrady.

 

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Filmem w Kościół

Reżyser Wojciech Smarzowski przystąpił do promowania swojego najnowszego dzieła. „Kler”, bo tak się ono nazywa, opowiada o patologiach wśród duchownych Kościoła katolickiego. Już z zapowiedzi filmu należy się spodziewać, że będzie tak, jak zawsze u Smarzowskiego – nagromadzenie hipotetycznie możliwych, patologicznych wydarzeń, mające w zamyśle reżysera pokazywać „prawdziwy obraz”.

Tak było w „Weselu”, tak było w „Drogówce”. Równie mocno babrał się Smarzowski w patologii w ekranizacji powieści Jerzego Pilcha „Pod Mocnym Aniołem”. W „Wołyniu” jeszcze trochę niuansował, ale z zapowiedzi „Kleru” wynika, że będzie to jazda bez trzymanki. Promujący „Kler” plakat z wielką purpurową świnką skarbonką, gdzie otwór na monety ma kształt krzyża, świadczy o tym najlepiej. Podobnie jak wypowiedzi reżysera o tym, że należy wypowiedzieć konkordat i zdjąć krzyże ze ścian w budynkach publicznych, czy filmik, w którym on sam przebiera się za księdza. Smarzowski przekonuje także, że należy usunąć religię ze szkół. Aż dziw, że przy poprzednich filmach nie proponował delegalizacji alkoholu, wesel lub rozwiązania policji czy okupacji Ukrainy. No ale przecież „nie wolno porównywać”.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl