Przepisy nie zabraniają informowania o stanie zdrowia przez telefon

/ TeroVesalainen

  

Przepisy nie zabraniają udzielania informacji o stanie zdrowia przez telefon – wskazał we wtorek Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Jego stanowisko ma związek z doniesieniami, że rodzice dzieci poszkodowanych w wypadku na zakopiance mieli problemy z ustaleniem, w jakim są one stanie.

Kwestią problematyczną – jak przyznał Rzecznik - jest to, by udzielić informacji osobie do tego uprawnionej. Podkreślił, że "niedopuszczalne jest postępowanie zakładające z góry odmowę udzielenia informacji o stanie zdrowia pacjenta, w tym o jego pobycie w podmiocie leczniczym, bez jakiejkolwiek próby indywidualnego rozpatrzenia sygnału i weryfikacji osoby dzwoniącej".

Chmielowiec powiedział, że nie ulega wątpliwości, iż wszelkie dane pacjentów, w szczególności związane z udzielaniem im świadczeń zdrowotnych, podlegają ochronie, a osoby wykonujące zawód medyczny są związane tajemnicą. Podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych są ponadto zobowiązane do zapewnienia ochrony danych zawartych w dokumentacji medycznej. Wskazał jednak, że jednym z praw pacjenta jest prawo do informacji o stanie zdrowia. W przypadku małoletnich prawo to realizują przedstawiciele ustawowi, czyli rodzice.

"Rodzice mają prawo do uzyskania od osoby wykonującej zawód medyczny przystępnej informacji o stanie zdrowia pacjenta, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu w zakresie udzielanych przez tę osobę świadczeń zdrowotnych oraz zgodnie z posiadanymi przez nią uprawnieniami" – powiedział Rzecznik.

Dodał, że przepisy nie zabraniają udzielania informacji o stanie zdrowia w rozmowie telefonicznej. Sprawą problematyczną – jak przyznał - jest natomiast to, by udzielić informacji osobie do tego uprawnionej. Rzecznik wskazał, że nie ma reguł czy sposobów weryfikacji statusu osoby kontaktującej się ze szpitalem telefonicznie. "Ważne jest, aby każdy taki kontakt podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych rozpatrywał indywidualnie, z uwzględnieniem okoliczności danej sprawy" – uważa Rzecznik. Jak zauważył, piątkowe zderzenie autokaru z tirem na zakopiance to sytuacja bardzo specyficzna i zdarzenie losowe, którego nie sposób przewidzieć.

"Oczywiście dane dotyczące małoletnich pacjentów podlegają ochronie, jednakże szpitale powinny dołożyć należytej staranności w procesie identyfikacji osób dzwoniących i wesprzeć rodziców w tym zakresie" – uważa Rzecznik. Jego zdaniem rodzicowi, który złożył oświadczenie o tym, że jest przedstawicielem ustawowym lub w inny sposób uwiarygodnił swoją tożsamość, na przykład przez podanie danych o swoim dziecku, takich jak numer PESEL, data urodzenia bądź drugie imię, powinna zostać udzielona informacja.

"Jeżeli rozmowy w szpitalu są nagrywane, tak przeprowadzona weryfikacja stanowi zabezpieczenie dla podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych w zakresie dołożenia należytej staranności przy weryfikacji osoby dzwoniącej. W przypadku braku rejestracji rozmów pracownik szpitala powinien sporządzić notatkę służbową dokumentującą przebieg rozmowy" – wskazał Rzecznik.

Przypomniał też, że ustawa o działalności leczniczej przewiduje, iż placówka realizująca stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne jest obowiązana w razie pogorszenia się stanu zdrowia pacjenta - powodującego zagrożenie życia - lub w razie jego śmierci niezwłocznie zawiadomić wskazaną przez niego osobę, instytucję albo przedstawiciela ustawowego. Tym samym - argumentuje Rzecznik - ustawodawca nałożył więc na podmiot leczniczy obowiązek poinformowania rodzica o pogorszeniu się stanu zdrowia jego dziecka. "Tym bardziej taka informacja może być przekazana przez telefon, skoro powyższy obowiązek musi być wykonany niezwłocznie" – stwierdził, zaznaczając, że taką rozmowę może zainicjować rodzic, dzwoniąc do szpitala.

Chmielowiec wskazał, że jego stanowisko jest opinią Rzecznika Praw Pacjenta w sprawie obowiązujących przepisów. Natomiast co do przepisów RODO stanowisko powinien zająć także prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Rzecznik zapowiedział, że zwróci się do niego w tej sprawie.

Do zderzenia autokaru przewożącego 42 dzieci i troje opiekunów z tirem doszło w piątek około godz. 10.40 w miejscowości Tenczyn na drodze krajowej nr 7, czyli popularnej zakopiance. W wypadku uczestniczył też samochód osobowy. Do szpitali przewieziono 34 osoby, większość już je opuściła. Autokarem podróżowali uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 261 z warszawskiego Wilanowa. Wracali z Zakopanego. Prokuratura Rejonowa w Myślenicach wszczęła śledztwo w sprawie wypadku. Jest prowadzone pod kątem nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tragedia w Genui - przed problemami ostrzegał sam projektant mostu. Media ujawniły ważny raport

/ twitter.com/screenshot

  

39 lat temu projektant mostu w Genui Riccardo Morandi ostrzegał przed jego korozją z powodu wpływu morza i zatrucia środowiska. W ujawnionym raporcie pisał: "Wcześniej czy później, być może już za kilka lat, konieczne będzie usunięcie wszelkich śladów rdzy".

Pięć dni po wtorkowej katastrofie wiaduktu, w której zginęły 43 osoby, włoskie media przytoczyły dokument opracowany przez inżyniera Morandiego w 1979 roku, a więc 12 lat po tym, gdy zbudował gigantyczny most w stolicy Ligurii.

Architekt wskazywał w nim na konieczność zastosowania iniekcji z żywicy epoksydowej, by usunąć rdzę i zalecał następnie pokrycie powierzchni elastomerami o "bardzo wysokiej odporności chemicznej".

Wskazówki te zawarł w swoim opracowaniu pt. "Długoterminowe działania na wiaduktach poddanych ciężkiemu ruchowi, usytuowanych w bardzo trudnym środowisku".

Morandi położył nacisk na to, że konstrukcja poddana jest działaniu wiatru od morza, które znajduje się w odległości zaledwie kilometra od mostu oraz powietrza o wysokiej zawartości soli, które miesza się z dymem z kominów huty.

- Zewnętrzna powierzchnia struktury, przede wszystkim fragmentów zwróconych ku morzu, a zatem bezpośrednio atakowanych przez kwaśny dym z kominów, zaczyna ukazywać skutki działania zjawisk pochodzenia chemicznego

 - ostrzegł konstruktor wiaduktu, który zmarł w 1989 roku. Prawie 40 lat temu stwierdził on utratę odporności betonu na powierzchni.

W opracowanym raporcie Morandi napisał też o konieczności ochrony betonowej nawierzchni, by zwiększyć jej odporność chemiczną i mechaniczną.

Szef specjalnej komisji powołanej po katastrofie przez Ministerstwo Infrastruktury i Transportu Roberto Ferrazza powiedział po inspekcji w rejonie gruzowiska, że doprowadziła do niej prawdopodobnie "seria współistniejących przyczyn".

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl