Korepetycje już nie tylko dla najsłabszych

/ pixabay.com

  

Kiedyś korepetycje kojarzyły się z koniecznością uzupełniania braków w wiedzy. Obecnie są to zajęcia dla tych, którzy mają wysokie kompetencje i chcą je mieć jeszcze wyższe - powiedział zastępca dyrektora Instytutu Badań Edukacyjnych ds. badawczych i wdrożeń dr hab. Piotr Mikiewicz.

Rynek usług korepetycyjnych jest trudny do oszacowania, bo nikt w Polsce takich szczegółowych badań nie prowadzi. Nie da się zatem określić nawet przybliżonej liczby osób, które udzielają korepetycji, i tych, które z takich usług korzystają. Można tylko powiedzieć, jaką popularnością cieszą się takie zajęcia w internecie.

Według danych Google Trends, częstotliwość wyszukiwania słowa "korepetycje" (jest ponad 5 mln stron z nim powiązanych) jest co roku niemal jednakowa. Także czas, w którym hasło gwałtownie zyskuje na popularności, wypada zawsze pod koniec sierpnia i osiąga punkt kulminacyjny na początku września. Czyli tuż po publikacji wyników egzaminów maturalnych.

Sprawa wygląda inaczej, jeśli wziąć pod uwagę inne dane. W przeprowadzonym w ubiegłym roku badaniu CBOS, zawartym w raporcie "Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2017/2018", wykazano, że rodzice wydali średnio 1003 zł w związku z rozpoczęciem roku szkolnego. Dla porównania: wydatki w roku szkolnym 2016/2017 wyniosły średnio 903 zł, w 2015/2016 - 1076 zł, a w 2014/2015 - 1257 zł. Przeważnie są to wydatki związane są z wyposażeniem dziecka w nowe podręczniki, przybory, mundurki, a także opłaceniem obowiązkowych składek za ubezpieczenie, czesne, internat, stancję.

Jak jednak zauważa CBOS, coroczne wysokie wydatki związane ze szkołą nie oznaczają rezygnacji z opłacania zajęć dodatkowych. W latach 1998-2011 pozalekcyjne zajęcia edukacyjne i ogólnorozwojowe opłacała swoim dzieciom "znacząca, ale mniejszościowa grupa rodziców" - przedział wynosił 29-42 proc. Do 2015 r. robiła to już niemal co druga rodzina. Obecnie odsetek ten wynosi 64 proc.

Przyglądając się dokładniej tym danym, można zobaczyć, jak przez ostatnią dekadę zmieniały się preferencje co do konkretnych zajęć. Na przykład do 2009 r. odsetek rodzin, które fundowały dzieciom zajęcia sportowe, nie przekroczyła 20 proc. Dopiero w 2010 r. odsetek ten wyniósł 23 proc., a w ubiegłym roku - po siedmiu latach stopniowego wzrostu - już 44 proc. Podobnie było z nauką języków obcych: do 2013 r. deklarowało opłacanie dzieciom takich dodatkowych zajęć do 30 proc. rodziców, a w ubiegłym roku już 44 proc. W odwrocie są natomiast kursy komputerowe - od 2015 r. deklaruje posyłanie na nie dzieci 0 proc.

Jak na tym tle wyglądają korepetycje i kursy przygotowawcze? W tym przypadku dane nie są jednoznaczne. Z przygotowanej przez CBOS tabeli wynika, że dla lat 1998-2016 chęć wysłania na nie dziecka podawało 6-17 proc. ankietowanych. Zauważalną różnicę odnotowano w ubiegłym roku, kiedy aż 29 proc. rodziców stwierdziło, że wysłałoby dziecko na korepetycje. Skąd taka nagła zmiana?

Dr Mikiewicz ocenił, że wzrost udziału chętnych do posyłania dzieci na korepetycje, ale także na zajęcia sportowe i kursy języków obcych, jest efektem zmiany kulturowej.

- Wydaje się, że obserwujemy pewną zmianę kulturową, jeśli chodzi o zaangażowanie rodziców w edukację i rozwój swoich dzieci. Cały czas widać - także w tym badaniu - że im rodzice są bogatsi, społecznie lepiej usytuowani i lepiej wykształceni, tym częściej inwestują w zajęcia dodatkowe dla swoich dzieci, mając na uwadze inwestycję w ich dalszy rozwój edukacyjny. Także w niższych warstwach społecznych można zauważyć, że te zajęcia są coraz częściej brane pod uwagę - powiedział dr Mikiewicz.

Pytany, czy wiąże się to z koniecznością "douczania dzieci", dr Mikiewicz zaznaczył, że korepetycje zawsze były dodatkowym elementem edukacyjnym i nie są jednoznacznie przeznaczone dla osób, które sobie nie radzą z przyswajaniem wiedzy.

- Dla różnych grup społecznych takie zajęcia mają różną funkcję. Są takie grupy, które chcą za pomocą zajęć pozalekcyjnych zaspokoić minimalne oczekiwania stawiane przez szkoły, ale są też i tacy, którzy z nich korzystają jako z dodatkowej inwestycji w kształcenie dziecka - powiedział.

- Korepetycje kojarzyły się kiedyś z niedomaganiem, że trzeba uzupełniać braki w wiedzy. Obecnie korepetycje to towar dla tych, którzy mają wysokie kompetencje i chcą mieć jeszcze wyższe - dodał.

Dr Mikiewicz zwrócił również uwagę, że udział korepetycji w badaniu CBOS - mimo dużego wzrostu w ubiegłym roku - wciąż jest mniejszy niż zajęć sportowych i nauki języków obcych. Oznacza to, że nie są najważniejszym elementem dodatkowych wydatków rodziców na zajęcia pozalekcyjne.

- Prawdopodobnie im więcej ludzi będzie stać na to, żeby dodatkowo zainwestować w edukację swoich dzieci, tym ten odsetek będzie się zwiększał - powiedział.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tragedia w Genui - przed problemami ostrzegał sam projektant mostu. Media ujawniły ważny raport

/ twitter.com/screenshot

  

39 lat temu projektant mostu w Genui Riccardo Morandi ostrzegał przed jego korozją z powodu wpływu morza i zatrucia środowiska. W ujawnionym raporcie pisał: "Wcześniej czy później, być może już za kilka lat, konieczne będzie usunięcie wszelkich śladów rdzy".

Pięć dni po wtorkowej katastrofie wiaduktu, w której zginęły 43 osoby, włoskie media przytoczyły dokument opracowany przez inżyniera Morandiego w 1979 roku, a więc 12 lat po tym, gdy zbudował gigantyczny most w stolicy Ligurii.

Architekt wskazywał w nim na konieczność zastosowania iniekcji z żywicy epoksydowej, by usunąć rdzę i zalecał następnie pokrycie powierzchni elastomerami o "bardzo wysokiej odporności chemicznej".

Wskazówki te zawarł w swoim opracowaniu pt. "Długoterminowe działania na wiaduktach poddanych ciężkiemu ruchowi, usytuowanych w bardzo trudnym środowisku".

Morandi położył nacisk na to, że konstrukcja poddana jest działaniu wiatru od morza, które znajduje się w odległości zaledwie kilometra od mostu oraz powietrza o wysokiej zawartości soli, które miesza się z dymem z kominów huty.

- Zewnętrzna powierzchnia struktury, przede wszystkim fragmentów zwróconych ku morzu, a zatem bezpośrednio atakowanych przez kwaśny dym z kominów, zaczyna ukazywać skutki działania zjawisk pochodzenia chemicznego

 - ostrzegł konstruktor wiaduktu, który zmarł w 1989 roku. Prawie 40 lat temu stwierdził on utratę odporności betonu na powierzchni.

W opracowanym raporcie Morandi napisał też o konieczności ochrony betonowej nawierzchni, by zwiększyć jej odporność chemiczną i mechaniczną.

Szef specjalnej komisji powołanej po katastrofie przez Ministerstwo Infrastruktury i Transportu Roberto Ferrazza powiedział po inspekcji w rejonie gruzowiska, że doprowadziła do niej prawdopodobnie "seria współistniejących przyczyn".

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl