Rynek nieruchomości ma się bardzo dobrze

/ Michael Gaida

  

Nic nie wskazuje na to, żeby rynek nieruchomości miał się załamać – ocenia analityk rynku mieszkaniowego. Zastrzega jednak, że jedynym zagrożeniem jest wzrost cen mieszkań. Obecną sytuacją na rynku mieszkaniowych specjaliści oceniają jako „bardzo dobrą”.

Katarzyna Kuniewicz, kierująca Działem Badań i Analiz Rynku w firmie doradczej REAS podczas rozpoczętego w czwartek w Sopocie 8. Forum Rynku Nieruchomości poinformowała, że w 2017 r. w sześciu największych miastach w kraju (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Łódź) na rynku pierwotnym zostało sprzedanych rekordowe 72 tys. nowych mieszkań.

„Rynek mieszkaniowy w 2017 r. osiągnął szczyty jeśli chodzi o liczbę sprzedanych mieszkań, ale nie osiągnął szczytu pod względem oferty” – dodała. „Cudowny rynek, na którym sprzedaż rośnie od pięciu lat na poziomie rok do roku o 17-20 procent” – podkreśliła. Szacuje się, że na niektórych rynkach ok. 40 proc. mieszkań kupowanych jest pod wynajem. Dodała, że rekordowe 19 nowych mieszkań na tysiąc mieszkańców sprzedano w ubiegłym roku we Wrocławiu, w Trójmieście było to 13 mieszkań. „To są rekordy europejskie” – mówiła. Na rynku pierwotnym ok. 30-40 proc. nabywców kupuje mieszkania za gotówkę.

W ocenie ekspertki, „nic nie wskazuje na to, żeby rynek nieruchomości miał się załamać”. „Nie widzimy takich sygnałów na horyzoncie” – dodała. W jej ocenie, jedynym zagrożeniem jest wzrost cen mieszkań z powodu rosnących cen wykonawców. Wyjaśniła, że rosnące ceny wykonawców „w naturalny sposób” spowodują wzrost cen mieszkań. „Ceny, które rosły z powodu rosnącego popytu, teraz dostają dodatkowy, oddolny impuls i to jest w tej chwili jedyne zagrożenie dla pojawienia się na rynku tzw. bańki, czyli zjawiska gwałtownego wzrostu ceny przy rosnącym popycie” – tłumaczyła.

Wyjaśniła, że np. dla Warszawy średnia cena za metr kwadratowy dostępna dla nabywców wynosi pomiędzy 7 a 8 tys. za m kw., w Trójmieście – ok. 7 tys. zł, we Wrocławiu - ok. 6,5 tys. zł. „Za stopniowym wzrostem cen idzie delikatnie akceptacja dla wzrostu cen, ale nie proporcjonalna do tempa wzrostu cen oferowanych przez deweloperów” – zaznaczyła.

Kuniewicz przyznała, że obecnie dla rynku mieszkaniowego większym zagrożeniem jest kwestia podaży mieszkań, a nie popytu. Wyjaśniła, że „popyt jest zadowolony”. „Kupujący dość dobrze zarabiają, funkcjonują w stabilnym otoczeniu gospodarczym, są wspierani stabilnymi warunkami w pozyskiwaniu kredytu” - mówiła.

Szymon Jungiewicz z działu badań i analiz firmy Emmerson zastrzegł jednak, że „rynek nieruchomości, jak każdy rynek, jest rynkiem cyklicznym”. „Nie ma wyjścia, spadnie nie tylko popyt, ale spadną też ceny, jest tylko pytanie kiedy” – mówił. W jego ocenie, „raczej prędzej niż później”. Wyraził nadzieję, że „nie będzie to załamanie sprzedaży, podaży czy wręcz krach, a spowolnienie adekwatne do obecnego boomu”.

W ocenie Jacka Furga, przewodniczącego komitetu ds. finansowania nieruchomości ze Związku Banków Polskich, „będziemy mieli do czynienia z pewną korektą rynku”. Zastrzegł, że „jeśli nawet nastąpi korekta, to też nie wcześniej niż zmiana stóp procentowych”.

Kuniewicz wyjaśniła, że zazwyczaj jednej transakcji na rynku pierwotnym odpowiadają dwie transakcje na rynku wtórnym. W ub. roku na rynku pierwotnym na sześciu głównych rynkach w kraju sprzedano 72 tys. nowych mieszkań. W jej ocenie na tych rynkach w ubiegłym roku mogło być sprzedanych ok. stu tysięcy mieszkań używanych. Zastrzegła, że „w Polsce nie ma instytucji, która byłaby w stanie policzyć liczbę transakcji na rynku wtórnym”.

Rozpoczęte dziś w Sopocie 8. Forum Rynku Nieruchomości jest – jak zapewniają organizatorzy, spółka Nowy Adres - największym i najbardziej prestiżowym corocznym spotkaniem branży nieruchomościowej w Polsce. Potrwa do piątku. 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

W Turcji rozpoczęły się wybory prezydenckie i parlamentarne

/ www_slon_pics

  

W Turcji o godz. 8 rano (godz. 7 w Polsce) otworzono lokale wyborcze i rozpoczynają się przedterminowe wybory. Po raz pierwszy w historii tego kraju obywatele będą jednocześnie wybierać prezydenta kraju i deputowanych do parlamentu.

Głosowanie będzie trwać do godziny 17 czasu lokalnego (godz. 16 czasu polskiego). Wyniki będą znane nie wcześniej niż przed godz. 21 (godz. 20 w Polsce), chyba, że Komisja Wyborcza uchyli obowiązujące do tej godziny embargo informacyjne i pozwoli na wcześniejsze opublikowanie rezultatów.

Do udziału w wyborach jest uprawnionych 56,3 mln osób, z czego 3,5 mln głosuje za granicą. 1,3 mln głosujących już oddało swe głosy w głosowaniu korespondencyjnym w dniach 7-19 czerwca. Po raz pierwszy swój głos do urn wrzuci 1,65 mln młodych wyborców.

Dzisiejsze wybory są pierwszymi od referendum przeprowadzonego w Turcji 16 kwietnia 2017 r., w wyniku którego system polityczny Turcji zmienił się z parlamentarnego na prezydencki. Polityk, który zostanie nowym prezydentem Turcji będzie dysponował o wiele większą władzą niż jego poprzednik.

Zmieni się też liczba wybieranych posłów do parlamentu z 550 na 600 oraz długość ich kadencji z czterech do pięciu lat.

Od 25 czerwca w Turcji przestanie istnieć urząd premiera.

Niedzielne wybory były pierwotnie zaplanowane na listopad 2019 roku. Data ta jednak została zmieniona w kwietniu przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który postanowił je przyspieszyć. Decyzję uzasadnił koniecznością szybkiego przejścia na bardziej efektywny jego zdaniem system rządów prezydenckich.

Faworytami są obecny prezydent, 64-letni Recep Tayyip Erdogan, który sprawuje władzę od 2003 roku, i jego Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP).

Do walki o fotel prezydencki staje sześciu kandydatów. Oprócz Erdogana o urząd prezydenta ubiegają się: Muharrem Ince z Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP), Meral Aksener z nowo powstałej nacjonalistycznej Dobrej Partii (IP), Selahattin Demirtas z prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP), Temel Karamollaoglu z konserwatywnej islamistycznej Partii Szczęścia (SP) oraz były maoista Dogu Perincek z lewicowej nacjonalistycznej Partii Patriotycznej (VP).

Mimo wcześniejszych przewidywań, że Erdogan nie będzie miał poważnych konkurentów w wyborach, według sondaży najprawdopodobniej potrzebna będzie druga tura, w której jego rywalem będzie 54-letni Muharrem Ince (CHP).

Druga tura miałaby się odbyć 8 lipca.

W wyborach parlamentarnych startuje 10 partii politycznych, w tym dwa bloki koalicyjne: Sojusz Ludu, w którego skład wchodzi AKP oraz opozycyjny Sojusz Narodu.

W skład Sojuszu Ludu, który popiera reelekcję Erdogana wchodzi AKP, Nacjonalistyczna Partia Działania (MHP) i skrajnie prawicowa islamistyczna Wielka Partia Jedności (BBP). Z kolei partie opozycyjne: CHP, IP, Saadat oraz Partia Demokratyczna (DP) utworzyły Sojusz Narodu i uzgodniły, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich oddadzą głos na własnych kandydatów, a w drugiej rundzie – jeśli do niej dojdzie – zjednoczą siły przeciwko urzędującemu prezydentowi.

Podczas gdy Sojusz Ludu popiera wzmocnienie pozycji prezydenta, wszystkie partie opozycyjne są temu przeciwne i obiecują, że jeśli zwyciężą, przywrócą w Turcji demokrację parlamentarną.

Hasłem wyborczym Sojuszu Ludu jest "stabilizacja", podczas gdy opozycyjna koalicja obiecuje "zmianę".

Poprawki wniesione do ordynacji wyborczej na wiosnę, otwierają przed małymi partiami, które nie przekroczą 10-proc. progu wyborczego, ale uczestniczą w szerszej koalicji, możliwość wejścia do parlamentu na mocy ogólnego wyniku całej koalicji.

Wybory będą obserwowane zarówno przez organizacje tureckiej, jak i międzynarodowe.

Sojusz Narodu w porozumieniu z prokurdyjską HDP powołał do życia tzw. Sprawiedliwą Platformę Wyborczą, w skład której wchodzi 415 tys. członków komisji wyborczych przynależących do tych partii, a także 195 tys. wolontariuszy obserwujących proces wyborczy. W dniu wyborów nad urnami będzie też czuwać kilka tureckich organizacji pozarządowych.

W Turcji znajdują się też obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), wśród nich kilku Polaków.

Po zakończeniu wyborów, jako pierwsze zostaną obliczone głosy oddane w wyścigu o stanowisko prezydenta. Dopiero kiedy te wyniki zostaną ogłoszone, komisje wyborcze zajmą się podliczaniem głosów oddanych w wyborach parlamentarnych.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl