"Przebudzenie dusz": wakacje z duchami. RECENZJA

Kadr z filmu "Przebudzenie dusz" / fot. Kino Świat, mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

Zagadkowe śledztwo sceptycznego względem zjawisk paranormalnych badacza zamienia się w jego osobistą podróż wgłąb własnej przeszłości. Brzmi banalnie? Proszę nie dać się zwieść - oparte na sztuce teatralnej „Przebudzenie dusz” to jeden z najciekawszych filmów grozy, jakie powstały. Od dziś w kinach.

Sztuka teatralna „Ghost Stories”, na podstawie której Andy Nyman i Jeremy Dyson nakręcili „Przebudzenie dusz” królowała swego czasu na londyńskim West Endzie przez kilka lat, bijąc rekordy popularności również za granicą - m.n. w Kanadzie, Peru, Rosji i Australii. Do dzisiaj obejrzało ją ponad pół miliona widzów. Czy ekranizacja spektaklu odniesie podobny sukces? Biorąc pod uwagę znakomite rozwiązania scenarzystów, emocjonujące oscylowanie między dreszczowcem a komedią i doborową obsadę, jest to bardzo prawdopodobne.

Główny bohater, czyli profesor Goodman (Andy Nyman) zawodowo zajmuje się obalaniem tzw.  zjawisk paranormalnych, wobec których jest zagorzałym sceptykiem. Kiedy jego guru w tej dziedzinie, profesor Cameron wzywa go do siebie, powierza mu wyjaśnienie trzech zagadek, zasiewając tym samym w umyśle badacza ziarno wątpliwości. I choć początkowo Goodman jest przekonany, że każdą z tych historii da się racjonalnie wytłumaczyć, z czasem przekona się, że równoległy do naszego świat duchów jest na wyciągnięcie ręki. Mężczyzna wyruszy także w symboliczną podróż wgłąb jego własnej historii, odkrywając w niej obrazy, o których zdecydowanie wolał nie pamiętać.

Brzmi to banalnie i schematycznie - jak każda opowieść o bohaterze-sceptyku, który w finale musi przyznać, że zjawiska, które tak zaciekle negował, dzieją się naprawdę. A jednak twórcy „Przebudzenia dusz” robią wszystko, by uczynić film ciekawym. I to się im udaje - momenty przyprawiające o gęsią skórkę przeplatane są scenami pełnymi humoru, a zaskakujące rozwiązania fabularne sprawiają, że z niecierpliwością czekamy na to, co będzie dalej. Duża część sukcesu filmu to zasługa obsady - na ekranie oprócz Naymana pojawiają się m.in. znany z filmów Tima Burtona Paul Whitehouse, aktorskie odkrycie Netflixa, czyli młodziutki Alex Lawther („The End of the F***ing World”) czy wreszcie gwiazda trylogii „Hobbit” i takich tytułów jak „Sherlock” i Fargo” - Martin Freeman. „Mistrzostwo” - pisze The Hollywood Reporter. „Prawdziwa jazda na rollercoasterze” - donosi serwis The Upcoming. I wreszcie - według The Sun: „Najlepszy brytyjski horror od lat”. Trudno się pod tymi peanami nie podpisać.

Magdalena Fijołek

 

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl