Kiedy realnie w Polsce możemy uruchomić Kolej Dużych Prędkości

fot. Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

Na tak sformułowane pytanie próbowali odpowiedzieć uczestnicy pierwszej z debat „Gazety Polskiej Codziennie”, moderowanej przez red. Tomasza Sakiewicza. Dyskusja miała miejsce w Instytucie im. Lecha Kaczyńskiego.

O tym, że KDP powstanie, byli przekonani wszyscy dyskutanci. Jej realizacja bowiem „pociągnie nasz kraj w górę” – jak stwierdził jeden z nich, pos. Bogdan Rzońca (PiS), szef sejmowej komisji infrastruktury.

– Gdyby jednak miało dojść do realizacji tej inwestycji w kształcie zarzuconym przez rząd PO–PSL, tzw. igrek: Warszawa–Łódź–Poznań–Wrocław (Szczecin), miałoby to ekonomiczny sens tylko pod warunkiem połączenia jej z liniami szybkich kolei w Niemczech i innych krajach unijnych – podkreślał Mikołaj Wild, wiceminister infrastruktury, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego.

 

Z głównych miast do CPK

W jego przekonaniu o realizacji tak złożonego przedsięwzięcia jak KDP przesądzają jego koszty, a te  są ogromne. – Należałoby dodatkowo zadecydować, jakiego rzędu prędkości powinna rozwijać szybka kolej w naszym kraju – mówił Wild. – Już podwyższenie jej parametrów z maksymalnej prędkości 250 do 350 km/godz. oznaczałoby dwukrotnie wyższe zużycie energii, inne rodzaje zasilania, a co za tym idzie, droższe standardy wymaganego bezpieczeństwa. A zatem lawinowy wzrost kosztów – podkreślał minister.

Przypomniał, że jeszcze w ub. roku rząd przyjął – czekającą obecnie na podpis prezydenta RP – ustawę o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Jednym z jej głównych założeń była możliwość dotarcia koleją ze wszystkich głównych miast w Polsce do CPK nie później niż w 2 godziny (oprócz Szczecina i Rzeszowa – stamtąd bardziej opłacalne byłoby zorganizowanie stałych przelotów samolotowych). – Byłoby to możliwe, gdyby koleje po odpowiedniej modernizacji i – zakładanej w ustawie budowie łącznie 800 km nowych szlaków kolejowych – mogły rozwijać prędkość do 250 km/godz. Oznaczałoby to i tak dwukrotne zwiększenie obecnie rozwijanych średnich prędkości na szlakach kolei dalekobieżnych i to bez konieczności budowy nowych torów (oprócz tych 800 km zakładanych w ustawie) – dodał Wild.

W jego przekonaniu jako kraj nie jesteśmy gotowi, by budować szlaki, na których koleje mogłyby jeździć z prędkością ponad 250 km/godz. Wymagałoby to podwojenia obecnie zakładanych nakładów, a dałoby to w praktyce skrócenie czasu jazdy np. między Warszawą a Poznaniem zaledwie o 19 min. – Jak długo Szczecin i Rzeszów nie mają takiego potencjału rozwojowego jak Paryż i Lyon, nie ma potrzeby budowania KDP – uważa wiceminister. – Ponadto mamy ponad 100 miast średniej i dużej wielkości, które nie mają żadnych połączeń kolejowych – dodał.

 

Nowoczesne inwestycje w produkcję sprzętu kolejowego

– Będziemy wspierać program szybkich kolei w Polsce – zadeklarował Sławomir Nalewajka, prezes Bombardier Transportation (ZWUS) Polska Sp. z o.o. – Obecnie w naszym kraju kolej zrywa z kształtem jej funkcjonowania odziedziczonym po czasach zaborowych. Rozwój tego środka transportu powinien być dostosowany do potrzeb rozwijającego się społeczeństwa. Zwiększa się mobilność ludzi. Kolej winna więc zapewnić lepszy dostęp do pracy w miastach, do korzystania z kultury, a więc możliwość dotarcia do największych ośrodków w naszym kraju. Dodatkowo dla stałego zwiększania wielkości PKB muszą być realizowane duże inwestycje. W ten sposób będzie dalej skracany dystans dzielący nad od krajów zachodnich.

Nalewajka przypomniał, że jego firma zainwestowała w dwie polskie fabryki z tradycjami i bardzo je rozwinęła, dzięki czemu stały się one jednymi z najnowocześniejszych zakładów w Europie, a nawet na świecie. W Katowicach firma bazuje na uruchomionym w 1926 r. Zakładzie Wytwórczym Urządzeń Sygnalizacyjnych (ZWUS). Jest rynkowym liderem w dziedzinie systemów kierowania, sterowania i nadzoru ruchu pojazdów szynowych. We Wrocławiu funkcjonuje na bazie dawnego Pafawagu. – Inwestujemy w obu zakładach w najnowocześniejsze technologie, m.in. z zakresu automatyki, systemu ERTMS (europejskiego systemu zarządzania ruchem kolejowym), a także budowy karoserii do szybkich pociągów i lokomotyw TRAXX – dodał. – Największy system KDP funkcjonuje obecnie w Chinach (automatykę i RTMS dostarczył Bombardier). Wierzę, że szybkie koleje będą także jeździły w Polsce – zakończył.

 

Kolej się rozwija

– W dyskusjach nad KDP decydujące będą możliwości budżetowe państwa – podkreślał pos. Rzońca. – Od dwóch lat PKP realizują największy po wojnie program modernizacji szlaków kolejowych: za 66 mld zł – na 9 tys. km. Po zakończeniu tych inwestycji koleje będą jeździć u nas z prędkością maksymalnie do 160–200 km/godz., a na niektórych fragmentach tras nawet do 250 km/godz. – zadeklarował Krzysztof Mamiński, prezes Grupy PKP. – A więc nie na wydzielonych torowiskach, lecz na już istniejących. Ma to zapewnić program Luxtorpeda 2.0, obejmujący możliwość wykorzystywania na tych najszybszych fragmentach szlaków specjalnego taboru kolejowego z odpowiednią infrastrukturą i dworcami kolejowymi – przypomniał Mamiński.

Jego zdaniem KDP w kształcie „igrek” nie powstanie. – Za czasów koalicji PO–PSL zupełnie niepotrzebnie wydano na dokumentację projektową tej inwestycji kilkadziesiąt mln zł – dodał. – Już teraz wiadomo, że 66 mld zł na modernizację szlaków kolejowych to pieniądze dobrze wydane. A więc kolej obecnie się rozwija, a nie – jak bywało najczęściej w poprzednich latach – zwija – stwierdził prezes PKP.

– Na program budowy CPK i towarzyszącej mu budowy nowych szlaków kolejowych trzeba patrzeć z punktu widzenia rozwoju także innych rodzajów transportu i – szerzej – przemysłu w naszym kraju – przekonywał Jarosław Orliński, dyrektor departamentu programów infrastrukturalnych w ministerstwie infrastruktury i rozwoju. – Chodzi np. o Krajowy System Elektroenergetyczny, który będzie musiał być dostosowany do wymagań CPK. Ponadto projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego będzie ważnym impulsem dla rozwoju myśli technicznej w naszym kraju i rozwoju samych firm, wykorzystujących nowoczesne know-how – dodał.

 

Materiał powstał w ramach debaty organizowanej przez Gazetę Polską Codziennnie oraz Bombardier Transportation (ZWUS) Polska Sp. z o.o.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Trener Nawałka zabrał głos po przegranym meczu. "Trzeba umieć z tym żyć"

Adam Nawałka / fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Polska przegrała w kiepskim stylu z Kolumbią 0:3 w swoim drugim meczu mistrzostw świata i straciła szanse na awans do 1/8 finału. - Moi piłkarze dali z siebie wszystko. Przegraliśmy z bardzo silną drużyną - komplementował rywali na konferencji prasowej trener Adam Nawałka.

- Początek był wyrównany, chwilami inicjatywa należała do nas. Nasza strategią był atak od początku, zdobycie gola i uważna gra w obronie. Kolumbia okazała się jednak bardzo dobrze dysponowana i należą jej się gratulacje. Taki jest sport i trzeba to zaakceptować

 - dodał selekcjoner.

Jak dodał, zawodnicy włożyli wiele trudu w to spotkanie, walczyli do samego końca.

Kolumbia na prowadzenie wyszła w 40. minucie. Po rzucie rożnym James Rodriguez dośrodkował, a w polu karnym polskiego bramkarza uprzedził Yerry Mina.

- Mecz tak się ułożył, że przy wyrównanej grze straciliśmy bramkę po stałym fragmencie. Potem nie mieliśmy nic do stracenia, staraliśmy się zaatakować, zmienialiśmy skład na jeszcze bardziej ofensywny. To niestety skutkowało tym, że rywale mieli więcej miejsca na rozgrywanie akcji i w pełni to wykorzystali. Nadzialiśmy się na kontry i przegraliśmy 0:3

 - powiedział szkoleniowiec.

- Bardzo żałujemy, wszyscy jesteśmy źli, natomiast trzeba umieć z tym żyć, jutro jest następny dzień

 - dodał.

Nawałka w stosunku do pierwszego meczu, przegranego z Senegalem 1:2, dokonał w składzie czterech zmian. Szansę dostali Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński, Jacek Góralski i Dawid Kownacki. Zabrakło w "11" m.in. Kamila Grosickiego i Jakuba Błaszczykowskiego, który w spotkaniu z "Lwami Terangi" został zmieniony już w przerwie.

- Kuba był do mojej dyspozycji, ale z powodu taktyki, jaką obrałem, zdecydowałem, że mecz zacznie na ławce. Planowałem wprowadzić go później, ale kontuzja Michała Pazdana spowodowała, że musiałem na boisko wpuścić Kamila Glika

 - tłumaczył Nawałka.

Według niego, wykorzystany został maksymalnie cały potencjał, jaki był w ofensywie.

- Zarówno graliśmy w ustawieniu 1-3-4-3, później przeszliśmy na czwórkę obrońców, wprowadziliśmy drugiego napastnika, natomiast okazało się, że dziś to było za mało

 - wskazał.

- Wszystkich boli to, co się stało, mnie chyba boli najbardziej, bo biorę za to odpowiedzialność. Taki jest sport, taka jest piłka i taki wynik jest wkalkulowany w to, co robimy

- podsumował.

To trzeci mundial w tym stuleciu, który kończy się dla Polaków praktycznie w ten sam sposób - po dwóch porażkach wiadomo, że trzeci mecz będzie stanowił pożegnanie, bo szans na awans do 1/8 finału już nie ma. W czwartek biało-czerwoni zmierzą się z Japonią.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl