Protest przeciwko siłowni atomowej. Koalicja Demokratyczna Bułgaria nie chce budowy

/ Lillimihailova

  

Kilkaset osób protestowało dziś przed siedzibą bułgarskiego rządu przeciwko projektowi wznowienia budowy drugiej elektrowni atomowej w Belene nad Dunajem. Budowę wstrzymano w 2012 roku z powodu jej zbyt wysokich kosztów.

Organizatorem protestu jest powołana kilka tygodni temu koalicja partii centroprawicowych i ekologicznych pod nazwą Demokratyczna Bułgaria. Są to siły, które nie dostały się do parlamentu w ubiegłorocznych przedterminowych wyborach parlamentarnych. Reprezentują tzw. tradycyjną centroprawicę, która rządziła w końcu lat 90. Straciła władzę po zarzutach o korupcję i wewnętrznych podziałach.

Dzisiejszy wiec jest jej pierwszą akcją uliczną. Zorganizowano ją w reakcji na decyzję bułgarskiego rządu o zniesieniu moratorium na budowę elektrowni w Belene.

Według Radana Kynewa, jednego liderów Demokratycznej Bułgarii, pochodzący z ubiegłego wieku projekt jest przestarzały i nierentowny.

Obecnie sprzedają nam bardzo starego moskwicza. W ogóle nie chodzi o przyszłość energetyki jądrowej w Bułgarii, lecz o próbę wykorzystania przestarzałego i zbyt kosztownego sprzętu. Bułgaria w wyniku praktyk korupcyjnych kupiła stare reaktory, obecnie trzeba wkładać pieniądze w bezsensowny projekt. Jest to zbyt kosztowne i doprowadzi do wzrostu ceny energii elektrycznej 

– podkreślił Kynew w wywiadzie telewizyjnym.

Według zwolenników projektu, w tym minister energetyki Temenużki Petkowej, wznowienie inwestycji jest jedynym sposobem zwrotu przeznaczonych dotychczas na jej realizację prawie 1,5 mld euro.

W ubiegłym tygodniu rząd Bułgarii zaproponował parlamentowi zniesienie obowiązującego od 2012 roku moratorium na budowę drugiej elektrowni atomowej. Z propozycją wystąpiła minister Petkowa, która wyjaśniła, że to jest konieczne, aby rozpocząć negocjacje z potencjalnymi inwestorami.

Spróbujemy zrealizować projekt na zasadach rynkowych poprzez wybór strategicznego inwestora bez gwarancji państwowych

– podkreśliła Petkowa.

Dodała wtedy, że powrót do budowy drugiej elektrowni jest konieczny z uwagi na poniesione już koszty.

Przed dwoma tygodniami przedstawiciele chińskiej firmy z branży energetyki atomowej poinformowali, że są zainteresowani udziałem w budowie drugiej bułgarskiej elektrowni atomowej. Stało się to bezpośrednim powodem wniosku o zniesienie moratorium. Podczas wizyty bułgarskiego prezydenta Rumena Radewa w Rosji przedstawiciele rosyjskiego koncernu Rosatom potwierdzili zainteresowanie udziałem w tym projekcie.

Projekt budowy elektrowni w Belene powstał w latach 80., ale w 1990 roku został zamrożony. Reaktywowano go w 2003 roku za rządów ówczesnego premiera, byłego cara Symeona Sakskoburggotskiego. W 2006 roku podpisano porozumienie z rosyjskim Atomstrojeksportem na zakup dwóch reaktorów o łącznej mocy 2 tys. megawatów.

W marcu 2012 roku, za rządów centroprawicowego premiera Bojko Borisowa, obecnie również sprawującego tę funkcję, budowę wstrzymano mimo poczynionych już inwestycji przekraczających 1 mld euro. Rząd ocenił wtedy, że koszt elektrowni jest zbyt wysoki.

W tym samym roku Rosja zaskarżyła do sądu decyzję bułgarskiego parlamentu o rezygnacji z zakupu reaktorów i zażądała 1,5 mld euro odszkodowania. W czerwcu 2016 roku Bułgaria została skazana przez Sąd Arbitrażowy Międzynarodowej Izby Handlowej w Paryżu na grzywnę w wysokości 620 mln euro.

W grudniu 2016 roku Bułgaria zapłaciła Rosji odszkodowanie i stała się właścicielem dwóch reaktorów jądrowych typu WWER 1000+ o mocy 1000 MW każdy. Próby odsprzedania ich, m.in. Iranowi, nie powiodły się. W lutym bieżącego roku premier Borisow zaproponował, by budowa elektrowni atomowej w Belene była wspólnym bałkańskim przedsięwzięciem, co dałoby - jego zdaniem - szanse na uzyskanie unijnego dofinansowania dla tego projektu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Trump: Chaszodżdżi nie żyje

/ Gage Skidmore; creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/deed.en

  

Prezydent USA Donald Trump powiedział, że jego zdaniem Dżamal Chaszodżdżi nie żyje. Podkreślił, że reakcja USA w stosunku do Arabii Saudyjskiej prawdopodobnie będzie "bardzo surowa", ale nadal chce wyjaśnienia, co się dokładnie stało z zaginionym dziennikarzem.

Donald Trump po raz pierwszy publicznie wyraził opinię, że Chaszodżdżi prawdopodobnie został zabity. "Tak mi się wydaje i jest to bardzo smutne" - powiedział Trump dziennikarzom podczas podróży Air Force One.

2 października publikujący m.in. w "Washington Post" Chaszodżdżi wszedł do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule, by załatwić formalności związane ze ślubem, po czym ślad po nim zaginął. Turcja podejrzewa, że krytyczny wobec rządów następcy saudyjskiego tronu dziennikarz został zamordowany w konsulacie, a jego ciało zostało stamtąd wywiezione. Rijad tym zarzutom zaprzecza.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl