Szefowi Facebooka jest... przykro. „Jestem za to odpowiedzialny”

/ geralt; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Mark Zuckerberg, szef Facebooka, który stawił się dziś przed Parlamentem Europejskim w Brukseli przyznał, że jego firma „zrobiła za mało by chronić użytkowników”. Jednocześnie stwierdził, że ponosi za to odpowiedzialność i „jest mu przykro”.

Otwierając wysłuchanie, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani zaznaczył, że odbywa się ono w konkretnym kontekście politycznym.

- W przyszłym roku 450 mln Europejczyków uda się do urn. Chcemy, by były to wybory wolne i oparte na ich własnych przekonaniach – zaznaczył Tajani.

Zuckerberg odnosząc się afery wycieku danych użytkowników Facebooka przekonywał, że jego firma nie zrobiła w ostatnich latach wystarczająco dużo, by zapobiec wykorzystaniu Facebooka „do czynienia zła”.

- Fake news, mieszanie się w wybory w różnych krajach czy wykorzystanie tych danych w sposób niezgodny z przeznaczeniem. Musimy przyjąć tę odpowiedzialność. To był nasz błąd i jestem za to odpowiedzialny. Jest mi bardzo przykro – mówił Zuckerberg.

Jednocześnie szef Facebooka zastrzegł, że potrzeba będzie czasu, żaby wypracować mechanizmy, które zapobiegną temu w przyszłości.

- Jestem przygotowany, by poczynić znaczące inwestycje, by ludzie byli bezpieczni – obiecywał Mark Zuckerberg.

W pierwszej części swojego wystąpienia Zuckerberg przedstawił szereg rozwiązań technicznych, które jego zdaniem sprawią, że Facebook będzie bardziej odporny na dezinformację i w lepszy sposób będzie chronił dane użytkowników. Jako przykład podał możliwość usuwania z historii przeglądania platformy „ciasteczek” zapamiętujących poprzednią aktywność internautów.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Specjalny baton w MPW

/ VnGrijl/Foter/CC BY

  

Specjalny energetyzujący baton czekoladowy ze zrzutów, celowo mniej smaczny, by nie zjeść go za szybko i akwarelę przedstawiającą jelonka, którą Krzysztof Kamil Baczyński wykonał na imieniny dla sąsiada, można znaleźć wśród eksponatów Muzeum Powstania Warszawskiego.

Muzeum Powstania Warszawskiego, choć znane jest w dużej mierze jako placówka narracyjna, posiada również bogate zbiory eksponatów. 70 tys. z nich stanowią przedmioty związane ze zrywem ofiarowane przez darczyńców.

Za każdym z przedmiotów kryje się historia osoby z nim związanej czy dzieje jego przechowywania przez lata.

Czasami to historia życia, czasami śmierci. Mamy np. fałszywy rozkaz dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusza +Bora+ Komorowskiego spreparowany przez Niemców, którzy 4 sierpnia 1944 r. zrzucali go nad pozycje powstańców. Wzywał do zaprzestania walki z Niemcami i skierowania się przeciwko Sowietom. Są dokumenty dotyczące Jana Rodowicza +Anody+ - osobiste zapiski, świadectwo ukończenia gimnazjum z 1939 r. i informacja bezpieki dla rodziny Rodowicza o jego śmierci rzekomo przez samobójstwo – relacjonuje kierownik działu historycznego Muzeum Powstania Warszawskiego, Andrzej Zawistowski.

Niektóre pamiątki są dosyć osobiste np. lalki i misie, które dzieci zabierały ze sobą jako dla nich najcenniejsze. Także bardzo wstrząsające zawieszki na szyję z danymi dziecka, a często adresami pod jakie należy je odprowadzić. Jest również butelka wydobyta z prowizorycznego grobu z imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia i śmierci, która miała ułatwić identyfikację szczątków – powiedział kierownik działu historycznego.

Kierownik działu konserwacji i p.o. Głównego Inwentaryzatora Muzeum Anna Grzechnik podkreśliła, że wszystkie te pamiątki to rzeczy, które ludzie przez lata przechowywali z dużą pieczołowitością.

W okresie obchodów rocznicy wybuchu Powstania tych darów faktycznie jest troszeczkę więcej, ale trzeba podkreślić, że cały rok spływają w miarę równomiernie. Ciekawy jest wśród nich zbiór rysunków malarza Leona Michalskiego, żołnierza Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, który w czasie Powstania chodził z notesem i szkicował kolegów. Jest też akwarela przedstawiająca jelonka, którą Krzysztof Kamil Baczyński wykonał na imieniny dla swojego sąsiada – mówiła.

Ciekawym eksponatem jest świetnie zachowany baton czekoladowy firmy Hershey, robiony specjalnie na potrzeby wojskowe.

Miał dodawać energii i specjalnie nie był też smaczny, by nie został zjedzony jako przysmak, tylko użyty w razie konieczności. Był też odporny na rozpuszczenie. Dary pochodzą zarówno od osób z kraju, jak i z zagranicy. Ofiarodawcy często dzięki temu odkrywają wojenne losy swoich bliskich. To rzeczy, które niosą ze sobą długą i często bardzo bogatą historię – zaznaczyła Grzechnik.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl