Ignorancja jako siła

  

Putinowska Rosja chętnie wykorzystuje historię jako narzędzie do prowadzenia polityki, a gdy trzeba – wojny. Skoro nie ma argumentów prawnych ani moralnych, by dokonać agresji wobec sąsiadów, pozostaje propaganda i odpowiednio spreparowana wersja historii. I okazuje się to zadziwiająco skuteczne, nawet część Polaków daje się na to nabierać.

W budowaniu narracji historycznej rosyjska władza stosuje metodę „nogi wsadzonej w drzwi”. Każde najmniejsze ustępstwo na rzecz ich wersji historii powoduje kolejne żądania. Tu nie chodzi tylko o sprawy symboliczne, o inne punkty widzenia, o dyskusję. W pewnym momencie historia niepostrzeżenie może się stać uzasadnieniem dla jak najbardziej współczesnych agresji.

Jednocześnie żyjemy w czasach, w których rządzi paradoks – coraz częstsze odwoływanie się przez polityków do historii idzie bowiem w parze z coraz mniejszą jej znajomością. Jest to zjawisko ogólnoświatowe i tym bardziej trzeba na nie reagować.

Polska ustawa dekomunizacyjna i inne wysiłki zmierzające do odkłamywania naszej historii wzbudzają opór i kontrofensywę propagandową Rosji. Nic dziwnego. Rosja stara się wmówić nie tylko swoim obywatelom, ale i całemu światu, że bez Związku Sowieckiego, Stalina, Armii Czerwonej, NKWD, „narodu radzieckiego” – parafrazując klasyka – nie byłoby niczego, bo to po prostu filar cywilizacji ludzkiej. Konsekwencje przyjęcia takiego punktu widzenia są bardzo poważne.

Imperium ma prawo zmieniać granice

Agresję na Ukrainę propaganda rosyjska uzasadniała tym, że Ukraina to w zasadzie Rosja (tzw. Mała Rosja), gdyby nie było ZSRS, nie byłoby Ukrainy (bo formalnie istniała Ukraińska Republika Sowiecka), a gdyby nie decyzja Chruszczowa (dodawano czasem „pijanego Chruszczowa” i przypominano, że etnicznie miał ukraińskie pochodzenie), to do Ukrainy nie należałby Krym. I wielu w to uwierzyło, nie tylko Rosjanie. Ten punkt widzenia przyjęła także część Polaków, nie zdając sobie sprawy, że to kłamstwa lub manipulacje i że nie chodzi tylko o Ukrainę, ale docelowo też o Polskę.

Wielu Polaków jest bezbronnych wobec takich perfidnych kłamstw i manipulacji. Dla kogoś, kto nie interesuje się jednocześnie historią, polityką i prawem międzynarodowym (a takich jest większość) nieuchwytny pozostaje sens i cel takiego manewru propagandowego, w konsekwencji skrajnie niebezpiecznego dla całej Europy, w tym Polski.

Tymczasem Rosja, powołując się na skomplikowany precedens kosowski (skomplikowany, bo Kosowo miało autonomię w ramach Jugosławii), zaczęła przerysowywanie granic wokół siebie. Uzasadniając, że ma do tego prawo, bo ziemie, które chce zająć, były kiedyś w składzie imperium rosyjskiego bądź sowieckiego.

Walka z nazizmem wiecznie żywa

Jeśli Rosja skutecznie zakwestionuje granice Ukrainy, to w przyszłości z powodzeniem może zrewidować granice czy podważyć prawo do niepodległości innych części byłego ZSRS, np. Litwy, Łotwy i Estonii. Granice Gruzji zresztą zakwestionowano jeszcze przed inwazją na Ukrainę, podobnie jak Mołdawii.

Rosyjska propaganda głosi też, że w krajach bałtyckich są prześladowane mniejszości rosyjskie (nawiasem mówiąc, osiedlane tam w czasach ZSRS) i trzeba ich bronić. Jednocześnie stara się propagandowo skleić, podobnie jak w przypadku Ukrainy, patriotyzm i tożsamość narodów bałtyckich ze zjawiskami kolaboracji z III Rzeszą i w ogóle z szowinizmem. A nazizm i faszyzm przezwyciężyła dopiero Armia Czerwona, choć walka z tym zagrożeniem wciąż trwa.

Owszem, na Ukrainie, Litwie, Łotwie i w Estonii były zjawiska kolaboracji z III Rzeszą i udziału części mieszkańców w zbrodniach na Żydach, Polakach, Rosjanach czy innych przedstawicielach własnych narodów o innych poglądach. Owszem, kraje te borykają się z niechlubnym dziedzictwem w tym sensie, że nie chcą do końca odrzucić przedstawicieli kontrowersyjnych nurtów, by nie zrazić części społeczeństwa. Ale nadużyciem jest sprowadzanie patriotyzmów czy nawet nacjonalizmów tych krajów do faszyzmu i nazizmu. A na taki manewr niektórzy się nabierają. W Polsce zwłaszcza w odniesieniu do Ukrainy czy Litwy, bo żywa jest w niektórych środowiskach pamięć o zbrodniach dokonanych podczas wojny przez szowinistów z tych właśnie krajów się wywodzących. Albo po prostu istnieją, wciąż starannie podsycane, głównie za pomocą internetu, antyukraińskie bądź antylitewskie resentymenty.

Tyle że setki tysięcy etnicznych Rosjan również kolaborowały z III Rzeszą z tych samych powodów co setki tysięcy Ukraińców, Litwinów, Łotyszy i Estończyków – z nienawiści do ZSRS, z demoralizacji, z zagubienia i ogłupienia, ze strachu, czasem z powodów ideowych. Rosjanie brali udział również w nazistowskich zbrodniach. Ale o tym z oficjalnych rosyjskich źródeł się nie dowiemy. Tak jak nie dowiemy się prawdy o współpracy ZSRS i III Rzeszy w pierwszych dwóch latach wojny i prawdy o zbrodniach komunistycznych na Polakach, Rosjanach, Ukraińcach, Litwinach, Estończykach i innych narodach.

PRL to jedyna właściwa Polska

Niech nikt w Polsce nie ma złudzeń. Podobne mechanizmy propagandowe jak wobec Ukrainy i krajów bałtyckich są też stosowane wobec Polski. Nie liczy się bowiem w nich prawda, lecz skuteczność przekazu. „Ignorancja to siła”, jak pisał Orwell. Sami odczuwamy na własnej skórze do dziś, jak udało się wmówić części Zachodu, że obozy zagłady były polskie, były miliony polskich nazistów, Polacy współodpowiadają za Holokaust itd.

Parę miesięcy temu niejaki Maksim Szewczenko z prokremlowskiej telewizji NTW opublikował kłamliwy artykuł o historii Polski, który można nazwać roboczo kompendium sowieckiej i posowieckiej antypolskiej propagandy. Zadziwiająco zbieżne są „tezy” Szewczenki z przekonaniami pokutującymi na Zachodzie wobec roli Polaków w czasie wojny.

Jak się dokładnie przyjrzeć, co konkretnie mają na myśli, to za „polskich nazistów” robi około miliona folksdojczów czy mieszkańców Pomorza lub Śląska siłą wcielonych do Wehrmachtu. Za kolaborantów uchodzą polscy kolejarze czy robotnicy, żołnierze NSZ, a nawet AK. A najgorszą winą Polski było to, że stawiała opór kochającemu pokój i postępowemu Związkowi Sowieckiemu, przeszkadzając mu wygrać z Hitlerem. Ta narracja nie ma sensu, ale wielu w nią wierzy, nie tylko Rosjan. Także nasi rodacy, którzy – jak się okazuje – nie są stuprocentowo odporni na moskiewskie pranie mózgów.

Według zmanipulowanych przez rosyjską narrację dobrzy Polacy to tacy jak Jaruzelski czy inni komuniści w polskich mundurach, którzy pomagali Armii Czerwonej i NKWD. Gdyby nie ich ciężka praca i ofiara, Polski by nie było. PRL, ich zdaniem, to więc jedyna moralna i możliwa forma Polski.

Kto rządzi przeszłością, rządzi przyszłością

Dlatego tak ogromne znaczenie ma walka Rosji z polską ustawą dekomunizacyjną, która nakazuje usunąć ostatnich komunistycznych patronów i pomniki wdzięczności Armii Czerwonej. Moskwa nie ma zamiaru się poddać na tym polu, bo chce pozostawić sobie „nogę w drzwiach” i dalej przekonywać świat, że swoje istnienie i swoje granice Polska zawdzięcza ZSRS. Chodzi też o to, by przekonać o tym część Polaków.

Niedawno w szwajcarskiej gazecie „Neue Zuercher Zei­tung”, cieszącej się wysokim prestiżem w całej Europie, ukazał się artykuł przeciwko polskiej ustawie dekomunizacyjnej. Autorka krytykuje z pozycji lewicowych i antynacjonalistycznych demontowanie sowieckich pomników. Swoim artykułem wchodzi w rolę pudła rezonującego rosyjską, posowiecką propagandą. Pisze, że Armia Czerwona przecież uratowała Polskę przed nazistami i dzięki niej Polska ma Pomorze i Śląsk. Powtórzymy – ten sposób myślenia jest skrajnie niebezpieczny i ahistoryczny. Gdy ktoś zostanie bowiem przekonany, że polskie granice to łaska i wysiłek sowiecki, uwierzy też, że te granice są sztuczne. A jeśli granice są sztuczne, to i kraj jest sztuczny, a jeśli kraj jest sztuczny, to naród pewnie też.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...
Tagi

Bardzo brakuje tanich mieszkań komunalnych

  

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła niedawno raport dotyczący dziesięciu polskich miast, które najbardziej ucierpiały na przemianach gospodarczych po 1989 r. Są to Białystok, Biała Podlaska, Chełm, Łódź, Łomża, Siemianowice Śląskie, Tarnobrzeg, Wałbrzych, Zgierz, Żory. Jak widać, to w przeważającej części miasta wschodniej Polski.

Do tego Śląsk i rejon łódzki z rozbitym w drobny mak przemysłem włókienniczym, miasto ciężko pracujących kobiet, aktywnych działaczek Solidarności, którym III RP „podziękowała” masowym bezrobociem i uśmieciowieniem pracy. Oczywiście im dłużej będzie trwał obecny silny wzrost gospodarczy, tym lepiej dla tych ośrodków. Tym bardziej że eksperci zwracają uwagę, iż jakikolwiek nowy kryzys wpędzi je w jeszcze większe kłopoty. Poważnym problemem natomiast jest brak dostępu do tanich mieszkań komunalnych, co często wymusza migrację zarobkową. Nieubłaganie nadchodzą kolejne wybory. Wiele osób zapyta wówczas PiS choćby o realizację programu Mieszkanie+.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...
Tagi

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl