Energia z różnych źródeł to priorytet

prezes PGNiG SA Piotr Woźniak/fot. Arkadiusz Lawrywianiec/Gazeta Polska

  

Na temat strategii dla polskiej energetyki, kształtu tzw. miksu energetycznego w naszym kraju, a zwłaszcza proporcji zużycia węgla w stosunku do OZE w nadchodzących latach, debatowano podczas jednej z sesji X Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

W dyskusji z udziałem przedstawicieli rządu i prezesów najważniejszych państwowych spółek energetycznych zwracano uwagę na obiektywne warunki dostosowywania się polskiej energetyki do wymogów unijnych, związanych z ochroną klimatu i walką z zanieczyszczeniami atmosfery wskutek spalania węgla. Innym ważnym tematem był negatywny wpływ na kształt polskiego rynku gazowego kontraktu z Gazpromem, który obowiązuje do 2022 r.

Węgiel mniej zanieczyszczony

W opinii występującego w debacie ministra energii, Krzysztofa Tchórzewskiego, dopiero ok. 2045–2050 r. obecny 80-proc. udział węgla w polskim miksie energetycznym powinien spaść do 50 proc. – W dodatku będzie to węgiel coraz mniej zanieczyszczony w wyniku wykorzystywania coraz bardziej nowoczesnych technologii, zmniejszających zawartość w nim szkodliwych gazów wydzielanych podczas spalania tego surowca. – To bardzo duży wysiłek w warunkach naszej gospodarki – ocenił minister. – Skorzysta na tym cały przemysł i gospodarka kraju – dodał. Ponadto trzeba uwzględnić, że w naszych warunkach z roku na rok zwiększa się zużycie energii w gospodarce, w tym zwłaszcza gazowej. Zdaniem Tchórzewskiego pozostałą część miksu w ciągu 30 nadchodzących lat zapełni energia pochodząca z OZE, gazu (w tym płynnego – LPG) oraz z pozostającej wciąż w planach elektrowni jądrowej.

OZE musi być rentowna

Według Tchórzewskiego czeka nas przede wszystkim rozwój energetyki napędzanej odnawialnymi źródłami energii (OZE), mocno stymulowanej w wyniku polityki UE. – Takiej energetyce należy jednak zapewnić rentowność – uważa minister. Jego zdaniem w grę wchodziłby rozwój OZE z nadmorskich elektrowni wiatrowych, tak by docelowo dojść do osiągnięcia z tego źródła mocy ok. 7–9 GW. – Jednak tyle samo mocy musimy mieć dodatkowo w rezerwie z energetyki konwencjonalnej, w razie ewentualnych niedoborów mocy w wyniku złych warunków atmosferycznych – dodał.

Rynek gazu wciąż rośnie

O warunkach do spełnienia w celu osiągnięcia pełnego bezpieczeństwa energetycznego i o wizji rynku gazu mówił prezes PGNiG SA Piotr Woźniak. – Wskutek jednego wieloletniego (do 2022 r.) kontraktu z Gazpromem, zawartego na niekorzystnych dla nas warunkach, nie jesteśmy w stanie zapewnić funkcjonowania tego rynku na zasadach w pełni wolnorynkowych – uważa. – Tymczasem w dwa lata, pomiędzy 2015 i 2017 r., rynek gazu u nas wzrósł z ok. 15,3 do 17 mld m sześc. I wciąż rośnie. Takiego wzrostu nie odnotowano w innych krajach UE – dodał. Zjawisko, zdaniem prezesa PGNiG, wynika zwłaszcza z rozwoju elektroenergetyki i budowy nowych bloków gazowych. Chodzi o inwestycje PKN Orlen we Włocławku i Płocku oraz w Dolnej Odrze należących do PGE. Według szacunków o kolejne 4 mld m sześc. wzrośnie zaś rynek w ciągu kolejnych trzech–czterech lat – przypomina Woźniak.

– Nasz kraj nie ma tylu złóż gazu, by zaspokoić rosnący popyt na to paliwo – stwierdził prezes PGNiG. – Musimy zatem zrobić wszystko, by pozbyć się monopolu Gazpromu na dostawy błękitnego surowca do Polski. Stąd tak istotna rola gazociągu ze złóż norweskich na Morzu Północnym przez Danię do naszego kraju (Baltic Pipe), a także rozbudowy już istniejącego gazoportu w Świnoujściu. Musimy przy tym dopracować się rynkowych zasad handlu gazem, jak i – również na zasadach rynkowych – zabiegać o jego zakup u innych, światowych dostawców – uważa Woźniak.

Bezpieczeństwo gazowe

Import błękitnego paliwa w związku z planowanym wybudowaniem w 2022 r. Baltic Pipe – tj. w momencie zakończenia kontraktu z Gazpromem –  zapewnią nam niczym niezakłócone dostawy gazu z Norwegii – a więc z kraju, który nigdy dotąd – w przeciwieństwie do Rosji – nie zakręcał kurka z gazem swoim odbiorcom – podkreślił prezes. W jego przekonaniu istotnego znaczenia nabiera to, że w coraz większym stopniu będzie to paliwo pochodzące z własnych złóż PGNiG.

Według Woźniaka rośnie też rola polskiego rynku gazu w naszym regionie Europy. – Gdy zakończony zostanie kontrakt z Rosją, będziemy na nim jego liczącym się uczestnikiem – uważa prezes. – Niestety, jak dotąd wskutek tego kontraktu nie możemy w pełni, na zasadach wolnorynkowych, oferować sąsiadującym z nami krajom dostaw błękitnego paliwa. Gdy kontrakt się skończy – „zerujemy liczniki” i zaczynamy naszą działalność w tym rejonie Europy od nowa – oznajmił prezes.

Magazynowanie i rozbudowa zbiorników

W opinii Igora Wasilewskiego, prezesa PERN SA, w związku ze znaczącym wzrostem zużycia paliw w Polsce w ostatnich latach większego znaczenia nabrało ich magazynowanie i budowa w tym celu odpowiednio dużych zbiorników. Jak również rozbudowa istniejących gazociągów. – Do 2022 r. wydamy 2 mld zł na realizację czterech nowych magazynów i rurociągu Boronów–Trzebinia – poinformował prezes.

Na naszym rynku energetycznym dodatkowego znaczenia nabiera zapowiedziana fuzja PKN Orlen z Grupą Lotos. Według prof. Macieja Mataczyńskiego (Kancelaria SMM Legal) w III kwartale 2019 r. Orlen powinien ostatecznie przejąć 66 proc. akcji Lotosu. W opinii ministra Tchórzewskiego w wyniku przejęcia powstanie jeden z bardziej liczących się koncernów paliwowych w skali Unii Europejskiej.

O pozytywnym efekcie fuzji w sektorze paliwowym mówił Tomasz Wiatrak, wiceprezes czeskiego Unipetrolu a.s. – W 2005 r.  spółka ta została przejęta przez PKN Orlen poprzez zakup – za ok. 1,8 mld zł – 63 proc. udziałów. W ciągu kolejnych 10 lat Unipetrol osiągnął łącznie zysk EBITDA w kwocie ok. 10 mld zł. Zakup zwrócił się zatem już kilkakrotnie – ocenił Wiatrak.



Artykuł przygotowany przez redakcję we współpracy z PGNiG SA.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Jego gmina upadła. Teraz były wójt się tłumaczy

/ paciana [CC BY 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0)]

  

- Moim zamiarem nie było doprowadzenie do upadku gminy. Można było nie robić nic, mówić ludziom, że na nic nie ma pieniędzy lub szukać rozwiązań, spróbować pozyskać dochody i ściągnąć inwestorów – mówił przed sądem oskarżony były wójt likwidowanej gminy Ostrowice Wacław M.

Przed Sądem Okręgowym w Koszalinie ruszył proces byłego wójta gminy Ostrowice Wacława M. i byłej skarbniczki Krystyny K.

Oboje Prokuratura Okręgowa w Koszalinie oskarżyła o nadużycia i przekroczenia uprawnień, a także o nierzetelne prowadzenie ksiąg rachunkowych, a w konsekwencji o doprowadzenie do powstania zadłużenia gminy, skutkującego stałą utratą jej płynności finansowej, utratą realnej możliwości spłaty zobowiązań i realizacji zadań własnych.

Spowodowało to szkodę majątkową w wielkich rozmiarach, w kwocie co najmniej 38,5 mln zł. Wacław M. i Krystyna K. stawili się w sądzie. W ich procesie oskarżycielem posiłkowym jest pokrzywdzona gmina Ostrowice, której pełnomocnik był na sali sądowej.

Oskarżony Wacław M. powiedział na rozprawie, że nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Złożył obszerne wyjaśnienia.

"Dochody gminy cały czas były słabe, kondycja finansowa była słaba. (…) Mieliśmy założenia naprawy tej sytuacji gminy. Naszym zamiarem nie było doprowadzenie do jej upadku”

– mówił Wacław M., który obowiązki wójta w gminie Ostrowice pełnił nieprzerwanie od 1998 r.

Oskarżony powiedział, że gdy został wójtem, dla rolników była słaba koniunktura, więc z rolnictwa gmina dochodów nie miała. Panowało duże bezrobocie, w gminie brakowało infrastruktury technicznej, nie było oczyszczalni ścieków ani kanalizacji.

"Miałem dwie możliwości – nic nie robić i mówić ludziom, że nie ma na to pieniędzy lub szukać rozwiązań, pozyskania innych dochodów, ściągać inwestorów" – mówił Wacław M.

Podkreślił, że przystąpił do przygotowania studium przestrzennego zagospodarowania, w którym ujął "inwestycje oczekiwane przez mieszkańców gminy Ostrowice". Dodał, że przez wzgląd na to, iż teren gminy włączony jest w obszar Natura 2000, potrzebne były dodatkowe uzgodnienia, a to wiązało się z dodatkowymi nakładami finansowymi i z reżimem terminowym. "Dokumenty trzeba było tworzyć od nowa" – mówił.

Zaznaczył, że gmina inwestycje wodociągowo-kanalizacyjne rozpoczęła, gdy Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej, licząc na uzyskanie funduszy przedakcesyjnych. Wypłata pieniędzy się opóźniała i wówczas gmina pierwszy raz sięgnęła po pieniądze z instytucji pozabankowych.

Gmina ze względu na wysoki wskaźnik zadłużenia nie mogła uzyskać kredytu w bankach. Jak wyjaśniał oskarżony, "Regionalna Izba Obrachunkowa podjęła uchwałę o tym, że w sytuacji, gdy nie ma innych źródeł finansowania, gmina może korzystać ze źródeł pozabankowych".

Oskarżony przyznał, że te zobowiązania "nie były księgowane jako dług publiczny, nie wymagały tego przepisy". Dodał, że umowy z parabankami zawierane były na krótki okres. "Potem trzeba było aneksować te umowy, bo nie było środków na ich spłatę. Stąd tak duża liczba zawartych umów. W rzeczywistości kilkanaście umów może dotyczyć jednego pierwotnego zobowiązania".

Dodał, że "w biednej gminie nie ma prostych rozwiązań". Zapewnił, że jego działania nie wynikały z celowości, by stosować kreatywną księgowość, lecz ze stosowania się do instrukcji ministra finansów". Podkreślił, że zgodnie z obowiązującymi przepisami kredyty i pożyczki na realizacje inwestycji z udziałem funduszy unijnych "nie zaliczały się do długu publicznego i tym sposobem udawało się zachować dobre wskaźniki". Wacław M. zaznaczył, że "organ nadzoru miał tego świadomość".

Oskarżony przyznał, że gmina miała wiele kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej (RIO). "Do wszystkich uchybień pisaliśmy wyjaśnienia, pisaliśmy, co zamierzamy zrobić, by wywiązać się z zaleceń i organ to akceptował". Poinformował, że dopiero po 2014 r. opinie RIO dotyczące budżetu były negatywne.

Wacław M. mówił, że próbował zmniejszać zadłużenie gminy. Chciał zlikwidować jedną ze szkół, ale "nie uzyskałem zgody kuratora", w gminie nie mogły stanąć wiatraki ze względu na obszar chroniony. "Uważam, że obszar Natura 2000 został określony bez należytej staranności. Zrobiliśmy opracowanie, z którego wynikało, że w części obszaru gminy nie ma kolizji, nie ma gatunków chronionych. Przestawiliśmy go różnym instytucjom, bez skutku" – dodał Wacław M.

Leasing operacyjny zwrotny zastosowany przy sprzedaży urządzeń wodno-kanalizacyjnych, według byłego wójta, "nie był umową zawartą na niekorzyść gminy", jak to uznała NIK.

Wyjaśnienia składała również była skarbnik gminy Ostrowice Krystyna K. Nie przyznała się do zarzucanych czynów. Podtrzymała składane przed prokuratorem zeznania. Mówiła, że zła sytuacja finansowa gminy spowodowana była w dużej mierze likwidacją państwowych gospodarstw rolnych. "Do gminy nie wpływały podatki" – mówiła Krystyna K. Na tę złą sytuację, jej zdaniem, wpłynęło nieprzyznanie gminie dotacji przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz opóźnienia związane ze zwrotem podatku VAT.

Obojgu oskarżonym za przestępstwa, które mieli popełnić od września 2008 r. do 25 października 2016 r., działając wspólnie i w porozumieniu, grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Zarządzana przez nich do niedawna gmina, zgodnie ze specustawą obowiązującą od 26 lipca, rozporządzeniem Rady Ministrów zostanie zniesiona 1 stycznia 2019 r., a jej obszar włączony do gmin: Drawsko Pomorskie i Złocieniec. To pierwszy taki przypadek w Polsce.

Przestępstwa, o które prokuratura oskarża Wacława M., miały polegać m.in. na samodzielnym zaciąganiu zobowiązań finansowych z przekroczeniem limitów określonych przez uchwały Rady Gminy Ostrowice na sfinansowanie przejściowego oraz planowanego deficytu budżetowego, na samodzielnym zaciąganiu zobowiązań bez upoważnienia rady gminy, na zawieraniu w ramach restrukturyzacji zadłużenia gminy niekorzystnych aneksów do umów już zawartych oraz nowych umów z instytucjami pozabankowymi.

Jak wynika z treści aktu oskarżenia, śledczy doliczyli się 69 umów pożyczek, 14 umów o restrukturyzację zadłużenia i 19 aneksów do tych umów. Wacław M. miał również zawierać niekorzystne dla gminy umowy sprzedaży budowli i urządzeń oczyszczalni ścieków, a także urządzeń wodociągowych i kanalizacyjnych.

Krystyna K. miała te umowy kontrasygnować, a także m.in. zaniechać egzekwowania od dłużników zobowiązań wymagalnych i nierzetelnie prowadzić księgi rachunkowe. Zadłużenie liczącej około 2,5 tys. mieszkańców gminy Ostrowice z końcem 2017 r. sięgało ponad 47 mln zł, co stanowiło 437 proc. jej dochodów, i rosło lawinowo. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl