V4 w Międzymorzu

Ostatniego dnia czerwca Węgry zakończą swoją prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej (V4). Właśnie planom na ostatnie tygodnie węgierskiej prezydencji była poświęcona wczorajsza wizyta Viktora Orbána w Warszawie.

Premier Węgier wybrał nasz kraj jako pierwszy cel podróży po ostatnich wyborach parlamentarnych, które ponownie dały Fideszowi legitymację na kolejne lata. Mateusz Morawiecki i Viktor Orbán omówili także „stan polsko-węgierskiej współpracy gospodarczej oraz wybrane projekty infrastrukturalne”.

Choć komunikat ten brzmi sucho i oficjalnie, w tle są konkrety. Nie jest bowiem tajemnicą, że w związku z kolejną perspektywą budżetową Unii Europejskiej należy przygotować plany rozbudowy naszego regionu tak, by projekt V4, a szerzej Międzymorza, przeszedł wreszcie z fazy majaków i snów do fazy realizacji.
 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Sezon na śpiewanie i nagrywanie

Na początku lat 90. w środku Warszawy widniały reklamy zachęcające do odwiedzenia restauracji „śpiewających kelnerów”. Raczej wtedy w drogich restauracjach nie bywałem, więc nie przekonałem się, czy da się tego słuchać, żując kotleta.

Raz w Portugalii trafiłem do restauracji „U Carlosa”, znalazłem ją na głębokiej prowincji. Carlos serwując zakąski i wino, wskakuje na stół i śpiewa. Ma niezły głos i autentyczny muzyczny talent. Łączenie śpiewania z innymi zawodami ma wielką przeszłość, choćby hydraulik Drupi. Słynny piosenkarz z „Misia” gotów był wszystko wyśpiewać chłopakom od załatwiania paszportów. Do dzisiaj w IPN sporo takich nut. 

Niedawno talenty śpiewacze odkryła u mnie Dorota Kania, zachwycając się na urodzinach Macierewicza moim pięknym głosem (już raz o tym pisałem, ale co zaszkodzi przypomnieć?) – obydwoje wtedy byliśmy trzeźwi, przysięgam. Ale to nic.

Tydzień temu pojechałem do Gdańska na koncert poświęcony Janowi Pawłowi II. W kościele posadzili mnie w drugiej ławce tuż za Placido Domingo juniorem. Obok mnie siedział Henryk Baranowski z PGE, główny sponsor tej imprezy. Po wspólnym odśpiewaniu „Barki” i „Czarnej Madonny” podszedł do mnie młody Placido – śpiewał na koncercie, poza tym jest z zawodu reżyserem i producentem muzycznym – i zaczął zachwycać się… moim pięknym głosem. Pił razem z Kanią? A może pomylił mnie z Baranowskim? Uświadomiłem mu, że to Henryk płaci, nie ja. Nie zmienił zdania. Cholera, będę śpiewał…

Jednak spóźniłem się. Restauracje ze śpiewającymi kelnerami wyszły z mody. Teraz kelnerzy nagrywają. Pamiętają Państwo dowcip, na co zmieniła nazwę restauracja „Sowa i Przyjaciele”? Na „Polskie nagrania”. O złośliwość tu nietrudno, bo rząd właśnie niedawno znacjonalizował Polskie Nagrania – gdybym był na miejscu opozycji, rzuciłbym dowcip, że szukał reszty taśm. Na szczęście w naszej opozycji dominują ponurzy kretyni. Na dowcipy im się nie zbiera. Czepianie się Morawieckiego, że klnie, spowoduje wyłącznie wzrost poparcia wśród ludzi, którzy klną tak samo, czyli większości. Skok PiS w sondażach to najlepszy dowód na to, że mam rację. Taśmy, które cztery lata temu opublikował Piotr Nisztor, nie dlatego obaliły rząd Tuska, że na nich klęli, lecz dlatego, że widać było, jak umawiają się na okradanie nas. Cokolwiek powiedzieć o Morawieckim, to ze złodziejami walczy. Pieniądze nie idą na kolejne złote zegarki czy zagraniczne konta, lecz do milionów ubogich ludzi. Tego nie zmienią ani kelnerzy, ani niemieckie media. W sprawie obsady rządu mam zaufanie do Kaczyńskiego. Póki popiera Morawieckiego, póty wierzę, że jest to zgodne z polską racją stanu. I choć koledzy z PiS potrafią mnie czasem porządnie wkurzyć, w stadzie owiec nierzadko nakarmią jedynego wilka, to dla Polski alternatywy dzisiaj nie ma. Po drugiej stronie nie stoi żadna liberalna, europejska konkurencja, lecz reprezentanci gangów złodziei i zdrajców. Pójdę na te wybory i namówię innych, by głosowali. Nawet jeżeli potem w cholerę rzucę zawód politycznego publicysty. Prasa jest dorzynana przez upadający kolportaż, więc trzeba z czegoś żyć. Ja mogę np. śpiewać... sam słyszałem. A jak nie – otworzę restaurację „nagrywających kelnerów”. Już widzę menu: „taśma skryta pod czerwonym przykryciem” – spaghetti bolognese, „tłusta zapłata za mikrofon” – smalczyk z ogórkiem kiszonym, „pikantny szantażyk” – setka wódki z kabanosem. Wreszcie sobie trochę pożyję, pośpiewam i ponagrywam.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl