Rudy z Blok Ekipy na komputerze Trzaskowskiego

Rafał Trzaskowski zarzuca Patrykowi Jakiemu, że to jego „wybryki” spowodują, iż Polska uzyska mniej środków z nowego unijnego budżetu i że wszyscy „będziemy musieli za to zapłacić”. Politycy Platformy Obywatelskiej od dawna intensywnie zabiegali o to, aby Polska jak najszybciej znalazła się pod unijnym pręgierzem.

Wielokrotnie mówili o tym publicznie w czasie posiedzeń różnych międzynarodowych instytucji. Niegdyś Tajny Współpracownik bezpieki pseudonim „Znak”, dzisiaj eurodeputowany Michał Boni w trakcie jednej z debat, dziękując unijnym urzędnikom za „stanowczość w przedstawianiu wszystkich racji”, prosił o „przybliżenie terminu”, w którym będą zajmować się Polską. Po serii podobnych donosów z troską na temat polskich reform wypowiedziała się również kanclerz Angela Merkel, mówiąc, że w temacie „praworządności w Polsce nie może trzymać języka za zębami”. Wówczas dzisiejszy kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski skomentował jej słowa: „Przychodzi taki moment, kiedy kończy się cierpliwość i to naruszanie praworządności przez Prawo i Sprawiedliwość, a zwłaszcza upolitycznienie sądów, no, powoduje, że nawet kanclerz Merkel puszczają nerwy”. To niejedyny raz, kiedy politycy PO ze zrozumieniem odnosili się do prób ingerencji kanclerz Niemiec w polskie sprawy polityczne. Z równie wielką troską słuchali tego, co do powiedzenia miała kanclerz, kiedy przyjmowała ich w swojej warszawskiej ambasadzie. Nikogo nie powinno to dziwić. W końcu kluczowe ustalenia w UE podejmuje jedno środowisko. Zarówno decyzje w sprawie Polski, jak i wszystkie inne polityczne werdykty Unii w wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego podejmuje Europejska Partia Ludowa. Jej politykiem jest też Frau Merkel. To ta partia wskazuje szefa Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej i innych instytucji. To właśnie ta partia jest największą siłą w Parlamencie Europejskim. A jej wiceprezesem jest Rafał Trzaskowski, co z radością obwieszczał na swoim Twitterze jego polski przełożony Grzegorz Schetyna. Ogłoszony niedawno przez Komisję Europejską pomysł, który miałby prowadzić do powiązania wypłaty unijnych środków z tak zwaną „ochroną praworządności” nie wziął się znikąd. Jest m.in. efektem przyjęcia przez Parlament Europejski rezolucji „o zagrożeniu dla demokracji, praw człowieka i praworządności” w Polsce. Podnoszący kwestię zagrożeń płynących z takich pomysłów Komisji w swojej kampanii Rafał Trzaskowski zapomina jednak o istotnym niuansie. Takim, że ta rezolucja powstała na jego komputerze. Krótko mówiąc, to partia Rafała Trzaskowskiego przekonała swoich partyjnych partnerów rządzących w Unii do kłamstwa o rzekomym braku praworządności w Polsce. W efekcie te kłamstwa teoretycznie doprowadzić mogą do utraty przez Polskę jakiejś części unijnych środków, ale wiceprzewodniczący partii, która właśnie takie decyzje podjęła, z zatroskaną miną twierdzi, że winny jest nie on, lecz jego główny polityczny oponent. Skoro mowa o Warszawie, warto wspomnieć bohatera modnej w Internecie kreskówki, która rozgrywa się na jednym ze stołecznych blokowisk. Stale przewijającym się tam motywem jest irytująca działalność donosiciela, który nie wiedzieć czemu nosi ksywkę Rudy. W jednym z odcinków Rudy zastanawia się, jak donieść na znienawidzoną Blok Ekipę, choć ta akurat tego dnia nie robiła nic nielegalnego… Odpowiedź znajduje szybko: „Wiem, skoro nic nielegalnego nie robią, to trzeba zrobić tak, żeby wyglądało, że robią”. No i wygląda.
 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Sezon na śpiewanie i nagrywanie

Na początku lat 90. w środku Warszawy widniały reklamy zachęcające do odwiedzenia restauracji „śpiewających kelnerów”. Raczej wtedy w drogich restauracjach nie bywałem, więc nie przekonałem się, czy da się tego słuchać, żując kotleta.

Raz w Portugalii trafiłem do restauracji „U Carlosa”, znalazłem ją na głębokiej prowincji. Carlos serwując zakąski i wino, wskakuje na stół i śpiewa. Ma niezły głos i autentyczny muzyczny talent. Łączenie śpiewania z innymi zawodami ma wielką przeszłość, choćby hydraulik Drupi. Słynny piosenkarz z „Misia” gotów był wszystko wyśpiewać chłopakom od załatwiania paszportów. Do dzisiaj w IPN sporo takich nut. 

Niedawno talenty śpiewacze odkryła u mnie Dorota Kania, zachwycając się na urodzinach Macierewicza moim pięknym głosem (już raz o tym pisałem, ale co zaszkodzi przypomnieć?) – obydwoje wtedy byliśmy trzeźwi, przysięgam. Ale to nic.

Tydzień temu pojechałem do Gdańska na koncert poświęcony Janowi Pawłowi II. W kościele posadzili mnie w drugiej ławce tuż za Placido Domingo juniorem. Obok mnie siedział Henryk Baranowski z PGE, główny sponsor tej imprezy. Po wspólnym odśpiewaniu „Barki” i „Czarnej Madonny” podszedł do mnie młody Placido – śpiewał na koncercie, poza tym jest z zawodu reżyserem i producentem muzycznym – i zaczął zachwycać się… moim pięknym głosem. Pił razem z Kanią? A może pomylił mnie z Baranowskim? Uświadomiłem mu, że to Henryk płaci, nie ja. Nie zmienił zdania. Cholera, będę śpiewał…

Jednak spóźniłem się. Restauracje ze śpiewającymi kelnerami wyszły z mody. Teraz kelnerzy nagrywają. Pamiętają Państwo dowcip, na co zmieniła nazwę restauracja „Sowa i Przyjaciele”? Na „Polskie nagrania”. O złośliwość tu nietrudno, bo rząd właśnie niedawno znacjonalizował Polskie Nagrania – gdybym był na miejscu opozycji, rzuciłbym dowcip, że szukał reszty taśm. Na szczęście w naszej opozycji dominują ponurzy kretyni. Na dowcipy im się nie zbiera. Czepianie się Morawieckiego, że klnie, spowoduje wyłącznie wzrost poparcia wśród ludzi, którzy klną tak samo, czyli większości. Skok PiS w sondażach to najlepszy dowód na to, że mam rację. Taśmy, które cztery lata temu opublikował Piotr Nisztor, nie dlatego obaliły rząd Tuska, że na nich klęli, lecz dlatego, że widać było, jak umawiają się na okradanie nas. Cokolwiek powiedzieć o Morawieckim, to ze złodziejami walczy. Pieniądze nie idą na kolejne złote zegarki czy zagraniczne konta, lecz do milionów ubogich ludzi. Tego nie zmienią ani kelnerzy, ani niemieckie media. W sprawie obsady rządu mam zaufanie do Kaczyńskiego. Póki popiera Morawieckiego, póty wierzę, że jest to zgodne z polską racją stanu. I choć koledzy z PiS potrafią mnie czasem porządnie wkurzyć, w stadzie owiec nierzadko nakarmią jedynego wilka, to dla Polski alternatywy dzisiaj nie ma. Po drugiej stronie nie stoi żadna liberalna, europejska konkurencja, lecz reprezentanci gangów złodziei i zdrajców. Pójdę na te wybory i namówię innych, by głosowali. Nawet jeżeli potem w cholerę rzucę zawód politycznego publicysty. Prasa jest dorzynana przez upadający kolportaż, więc trzeba z czegoś żyć. Ja mogę np. śpiewać... sam słyszałem. A jak nie – otworzę restaurację „nagrywających kelnerów”. Już widzę menu: „taśma skryta pod czerwonym przykryciem” – spaghetti bolognese, „tłusta zapłata za mikrofon” – smalczyk z ogórkiem kiszonym, „pikantny szantażyk” – setka wódki z kabanosem. Wreszcie sobie trochę pożyję, pośpiewam i ponagrywam.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl