Próbował zainteresować Zachód zagładą Żydów, nie zniósł obojętności. Mija 75 lat od śmierci Szmula Zygielbojma

/ Wikipedia

  

75 lat temu, 12 maja 1943 r., w obliczu nieuchronnego upadku żydowskiego zrywu w Warszawie, a także w związku z bezskutecznymi prośbami o reakcję Zachodu na Zagładę Żydów, w Londynie popełnił samobójstwo Szmul Mordechaj Zygielbojm. "Przez śmierć swą pragnę wyrazić najgłębszy protest przeciwko bezczynności, z jaką świat się przypatruje i pozwala lud żydowski wytępić" - pisał do władz polskich na uchodźstwie.

Pełniący od 1927 r. obowiązki radnego Warszawy Zygielbojm - znany w środowisku Bundu jako "Artur" - dał się poznać jako trybun robotniczy. W tym czasie dużo publikował, m.in. na łamach bundowskich pism "Fołkscajtung" (w języku jidysz "Gazeta Ludowa") i "Arbeter Fragn" ("Zagadnienia Robotnicze").

W 1936 r., po m.in. rocznym pobycie w USA, Zygielbojm przeprowadził się do Łodzi. Dwa lata później wszedł do tamtejszej Rady Miejskiej.

Po wybuchu wojny we wrześniu 1939 r., w obawie przed aresztowaniem, Zygielbojm przedostał się do Warszawy. Tam pomagał w organizacji obrony miasta przed Niemcami, tworząc m.in. żydowskie hufce samoobrony. Po kapitulacji stolicy (28 września 1939 r.) wszedł w skład Judenratu, którym kierował Adam Czerniaków. W tym czasie rozpoczął również działalność konspiracyjną. Tworzył podziemny ruch oporu żydowskiego.

Pod koniec 1939 r., zagrożony aresztowaniem przez Niemców, potajemnie wyjechał z Polski do Belgii. Zatrzymał się w Brukseli, gdzie wygłosił przemówienie na konferencji europejskich partii socjaldemokratycznych na temat sytuacji Żydów w okupowanej polskiej stolicy. We wrześniu 1940 r., po wcześniejszym wyjeździe z Belgii do Francji, przedostał się do USA. Zamieszkał w Nowym Jorku.

Za oceanem, jako działacz Reprezentacji Bundu Polskiego w Ameryce, Zygielbojm kontynuował zabiegi informowania Zachodu o prześladowaniach ludności żydowskiej w okupowanej przez Niemców Polsce.

Z ramienia władz Bundu, wiosną 1942 r., został oddelegowany do Londynu, gdzie mianowano go członkiem Rady Narodowej RP, organu doradczego prezydenta oraz rządu na emigracji.

Podczas pobytu w Londynie Zygielbojm starał się nagłaśniać tragedię narodu żydowskiego. Brał udział w konferencjach i spotkaniach, na których przytaczano informacje z Polski dotyczące tragicznego losu Żydów. Wieści na temat sytuacji w warszawskim getcie Zygielbojmowi na bieżąco dostarczał działacz Bundu i Rady Pomocy Żydom "Żegota" Leon Feiner. To właśnie dzięki pomocy Feinera emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego Jan Karski mógł przedostać się do warszawskiego getta, aby na własne oczy zobaczyć tragedię narodu żydowskiego.

Relację ze swego pobytu w getcie warszawskim Karski zdał polskim władzom w Londynie w listopadzie 1942 r.

Posłużyły one do stworzenia szczegółowego raportu o sytuacji Żydów w okupowanej Polsce, który został przedstawiony Brytyjczykom 25 listopada.

2 grudnia 1942 r. Karski spotkał się z Zygielbojem, a także innym żydowskim członkiem Rady Narodowej RP na Uchodźstwie - Ignacym Schwarzbartem. Temu pierwszemu opowiedział o dramatycznym apelu przywódców żydowskich z getta, domagających się bardziej zdecydowanego działania (nie wyłączając m.in. głodówki przez brytyjskimi urzędami swych rodaków w Londynie) na rzecz przekonania aliantów do interwencji w sprawie mordowanych Żydów.

Był przygnębiony, zdenerwowany, podejrzliwy, a wobec mnie niezupełnie uprzejmy. Gdy skończyłem sprawozdanie, wybuchnął: "Nie mówi mi pan niczego nowego. Ja wiem więcej, niż pan mi powiedział. Ja robię wszystko co mogę". Kiedy dodałem jeszcze tę specjalną wiadomość (o apelu przywódców żydowskich z getta), zerwał się i zaczął biegać po pokoju, krzycząc: "Ten świat oszalał! Czy pan myśli, że pozwolą mi umrzeć na ulicy? Przyślą policjantów, zaaresztują mnie, poślą do kliniki psychiatrycznej, a nie pozwolą umrzeć na oczach wszystkich". Biegał tam i z powrotem, powtarzając: "Ten świat oszalał, ten świat oszalał!"

- wspominał rozmowę z Zygielbojmem Karski w marcu 1991 r. w Waszyngtonie, z okazji otrzymania nagrody im. Piusa XI.

Po spotkaniu z polskim kurierem Zygielbojm bezskutecznie próbował jeszcze zabiegać o pomoc dla Żydów u władz Wielkiej Brytanii i USA. Choć 10 grudnia 1942 r. Rząd RP w Londynie wydał stworzoną na podstawie relacji Karskiego notę do rządów sprzymierzonych w sprawie terroru i dyskryminacji Żydów, a tydzień później 12 państw alianckich wystosowało deklarację potępiającą masową zagładę ludności żydowskiej, działacz Rady Narodowej RP domagał się podjęcia bardziej zdecydowanych kroków na rzecz mordowanych przez Niemców rodaków. Apelował także o pomoc dla Żydów walczących w powstaniu w getcie warszawskim, które wybuchło 19 kwietnia 1943 r.

Po rozpoczęciu beznadziejnej walki w getcie oraz na wiadomość o śmierci żony, również działaczki Bundu, Mani Rozen-Zygielbojm oraz 16-letniego syna Tuwii, którzy zostali w kraju, Zygielbojm - próbując wyjść naprzeciw oczekiwaniom Żydów z Warszawy - planował rozpocząć protest głodowy przed siedzibą brytyjskiego premiera na 10 Downing Street. Jeden z przyjaciół, Isaac Deutscher, przekonał go jednak, że wspomniany akt poświęcenia będzie bezcelowy, ponieważ władze nie dopuszczą do nagłośnienia głodówki.

12 maja 1943 r., w obliczu nieuchronnego upadku żydowskiego zrywu w Warszawie, a także w związku z bezskutecznymi prośbami o reakcję Zachodu na Zagładę Żydów, Zygielbojm popełnił samobójstwo (wśród przyczyn zgonu wymienia się m.in. otrucie gazem). Decyzję o odebraniu sobie życia uzasadnił w liście pożegnalnym datowanym na 11 maja, adresowanym do prezydenta Władysława Raczkiewicza i premiera, gen. Władysława Sikorskiego.

"Przez śmierć swą pragnę wyrazić najgłębszy protest przeciwko bezczynności, z jaką świat się przypatruje i pozwala lud żydowski wytępić. Wiem, jak mało znaczy życie ludzkie, szczególnie dzisiaj. Ale skoro nie potrafiłem tego dokonać za życia, może śmiercią swą przyczynię się do wyrwania z obojętności tych, którzy mogą i powinni działać, by teraz jeszcze, w ostatniej bodaj chwili, uratować od niechybnej zagłady tę garstkę Żydów polskich, jaka jeszcze żyje"

- wyraził nadzieję Zygielbojm.

Podkreślił, że "odpowiedzialność za zbrodnię wymordowania całej ludności żydowskiej w Polsce spada przede wszystkim na sprawców, ale pośrednio obciąża ona także ludzkość całą, narody i rządy państw sprzymierzonych, które do dziś nie zdobyły się na żaden czyn konkretny w celu ukrócenia tej zbrodni. /.../ Milczeć nie mogę i żyć nie mogę, gdy giną resztki ludu żydowskiego w Polsce, którego reprezentantem jestem" - tak tłumaczył decyzję o samobójstwie.

Słowa te umieszczono na płycie przy kamieniu poświęconym jego pamięci, znajdującym się przy ul. Lewartowskiego w Warszawie. Pomnik stanowi część stołecznego "Traktu Pamięci Męczeństwa i Walki Żydów".

 

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Zdrowy feminizm jest zawsze obecny w Kościele". Abp Michalik mocno o ruchach feministycznych

Abp Józef Michalik / By Ryszard Hołubowicz - Lublin.com.pl, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=20146945

  

Dzisiaj każdy kto spojrzy na Matkę Najświętszą w niebie, na Jej życie i zasługi w dziele odkupienia, ten widzi samokompromitację niezrównoważonych ruchów feministycznych – mówił abp Józef Michalik w Kalwarii Zebrzydowskiej, w czasie mszy św. wieńczącej tygodniowe obchody odpustu Wniebowzięcia NMP. Emerytowany metropolita przemyski podkreślał, że zdrowy feminizm zawsze jest obecny w Kościele, a kobieta jest doceniana jako ta, która przekazuje życie cielesne i duchowe.

Uroczystości rozpoczęły się wczesnym rankiem w kościele Grobu Matki Bożej w Brodach, skąd przeszła procesja Wniebowzięcia NMP z udziałem wielu tysięcy wiernych. Jej zwieńczeniem była Msza św. pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego przy ołtarzu polowym pod górą Ukrzyżowania. Obecni byli również bp Jan Szkodoń oraz abp Józef Michalik, który wygłosił homilię.

Podkreślał, że wiara umacnia się przez miłość bliźniego i relacje z drugim człowiekiem.

- Dziś potrzebny jest duchowy wstrząs w naszych sumieniach, abyśmy potrafili docenić moc i siłę żywej wiary, abyśmy zrozumieli, że dzisiejszy egzamin z wiary zdajemy wszyscy

– mówił, dodając, że o wierze należy pamiętać w codziennych wyborach.

Wieloletni przewodniczący KEP zachęcał pielgrzymów, by doceniali i przekazywali „zdrowe tradycje naszej wiary” oraz nie zaniedbywali wspólnotowej modlitwy, bo „siła modlitwy płynie z jedności z Chrystusem”.

- Ważne, by ojciec i matka nie tracili odwagi apostolskiej wiary wobec tych, których kochają. Najważniejsze tajemnice wiary poznajemy jako dzieci z zaufaniem do rodziców, dziadków i kapłanów. Potem będziemy to tylko rozwijać. To jest siła w narodzie

 – wskazywał hierarcha.

Apelował ponadto do wspierania Kościoła.

- Bądźmy apostołami przede wszystkim przez modlitwę, przykład, ale także przez słowo, które jest bardzo potrzebne

 – prosił kaznodzieja.

Abp Michalik zauważył, że jest wielki postęp cywilizacyjny, który nie jest zły pod warunkiem, że człowiek potrafi z niego właściwie korzystać.

- Patrzymy krytycznie na to, co się dzieje. Doceniajmy to, co dobre. Pomagajmy odważnym. Pomagajmy tym, którzy społecznie angażują się w dobre sprawy, bo jest ich wielu

– zachęcał emerytowany arcybiskup przemyski.

Duchowny zauważył, że dzisiaj paraliż duchowy przybiera „niekiedy formę chorobliwą”.

- Widzimy w życiu społecznym i politycznym nienawiść. Nie wolno pochwalać stylu, którym próbuje się nas karmić. Przecież to jest obce, żeby promować nienawiść i negację. Trzeba domagać się współpracy dla dobra narodu od wszystkich ludzi, od każdej partii, od każdej społeczności

 – zaapelował.

Jego zdaniem, diabeł pracuje nad tym, by podzielić rodziny i naród.

- Dzisiaj każdy, kto spojrzy na Matkę Najświętszą w niebie, na Jej życie i zasługi w dziele odkupienia, kto patrzy oczyma własnej matki na kobietę, ten widzi samokompromitację niezrównoważonych ruchów feministycznych

 – podkreślał mówca. Dodał, że zdrowy feminizm jest zawsze obecny w Kościele, a kobiety należy dowartościowywać, bo są „niewiastami wybranymi przez Boga, by przekazywać życie cielesne i duchowe”.

- Co to za matka duchowa, to potwór, jeśli rujnuje życie moralne w człowieku, jeśli śmierć niesie w swoim przesłaniu. A są takie apostołki śmierci. Rozeznawajmy, ale nie potępiajmy. Módlmy się za nich i próbujmy do nich trafić przykładem cierpliwości i dobroci

 – zaapelował.

Stwierdził ponadto, że Polska jest narodem, który od tysiąca lat chce żyć i żyje Ewangelią. „Trzeba pomagać sobie wzajemnie w tym wysiłku. Wszystko jest jeszcze do naprawienia, bo z nami jest Bóg i Matka Najświętsza” – podkreślił.

Obchody odpustu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny trwały cały tydzień. W miniony piątek odbyła się tradycyjna procesja Zaśnięcia Matki Bożej. W niedzielę ma miejsce kulminacja uroczystości, która co roku gromadzi ok. sto tysięcy pielgrzymów z Polski południowej i krajów sąsiadujących. Kalwaryjski odpust Wniebowzięcia Matki Bożej jest jednym z największych odpustów maryjnych w Polsce.

Źródło: KAI, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl