Jawne drwiny z Polaków

W poniedziałek Donald Tusk odegrał kabaret. Kłamał i drwił sobie ze wszystkich Polaków. Wydawało się, że jedyne, co pamięta, to to, że był kiedyś premierem. Niezbyt interesował się tym, co się dzieje w jego kancelarii. Kto by czytał dokumenty? Gdyby chciał wszystko przeczytać, to musiałby przetrząsać tysiące stron miesięcznie. Nie wiem, w jakim tempie „prezydent Europy” czyta, ale jedna z polonistek w moim LO przekonywała, że inteligentny człowiek czyta 100 stron dziennie. Widocznie jednak za wysoki to standard dla Tuska.

Tyle tylko, że do tej roboty nikt go nie zmuszał. Skoro nie lubi czytać w pracy, to mógł zostać pasterzem albo operatorem kombajnu. Jeżeli się jednak zdecydował na bycie premierem i dodatkowo pobierał wynagrodzenie, to zasłanianie się niemożnością przeczytania wszystkiego jest po prostu drwiną. Dodatkowo przyznał, że ocenia pracę Tomasza Arabskiego bardzo wysoko. A na jakiej podstawie? Dobrej lewej nogi i przeglądu pola podczas haratania w gałę? Jeśli ktoś potrzebuje dowodu na to, że Tusk nie powinien wracać do Polski, to w poniedziałek go otrzymał. Najwyraźniej bowiem „prezydent Europy” nadal wstaje o godz. 5.30, aby… dłużej nic nie robić.

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Bundeswehrę na Westerplatte!

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, odważnie zażądał usunięcia reakcyjnego Wojska Polskiego z obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej, argumentując, że autorytet armii jest dla władz Gdańska takim dobrem, że nie chcą one „wikłać żołnierzy w polityczną wojnę, rozpętaną przez aktualnie rządzącą siłę polityczną”.

Rozwiązać ten marsz! Stanowi zagrożenie. Ewidentnie widać, że sposób sformułowania czoła tego marszu przypomina nam lata 30. Przywodzi na myśl włoskich faszystów, ale przede wszystkim niemieckich nazistów. Co prawda brak symboli, które uważane są za związane z tymi reżimami, ale nie z nami te numery, Bruner… Podstępni manifestanci wyruszyli na swój marsz w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, czyli zbrojnego zrywu przeciwko niemieckim nazistom, którzy najechali Polskę 1 września 1939 roku. Doświadczony funkcjonariusz komunistycznych służb natychmiast wyczuwa podstęp. Może i marsz miał oddać hołd tym, którzy z bronią w ręku i za cenę ryzyka utraty życia i śmierci najbliższych wystąpili przeciwko „niemieckim nazistom”, ale człowiek wykształcony w Wyższej Szkole Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego wie od razu, że to subtelna gra. Zwłaszcza że manifestujący mają czelność wykrzykiwać hasła w sposób oczywisty nawołujące do działań niezgodnych z prawem, czyli do walenia „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

Biorąc pod uwagę, że „czerwona hołota” zasiada akurat w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego m.st. Warszawy, którym kieruje Ewa Gawor – sprawa jest tym bardziej jasna. Marsz trzeba było rozwiązać, bo nikt tolerować nie będzie w postępowej Warszawie podstępnego podrywania autorytetu najważniejszych funkcjonariuszy rządzącej ekipy. Z aktualnego numeru „Gazety Polskiej” dowiadujemy się, jak przebiegały początki kariery pani dyrektor Ewy Gawor, która w imieniu prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz tłumaczyła decyzję władz miasta rozwiązującą marsz upamiętniający Powstanie Warszawskie. Wieloletni funkcjonariusz komunistycznych służb, autorka pracy dyplomowej o operacyjnym wykorzystaniu bazy PESEL, czyli informatycznego oczka w głowie ludzi pokolenia Kiszczaka i Jaruzela, zachowała się jak przystało na wierną uczennicę spadkobierców Feliksa Dzierżyńskiego. Zero tolerancji dla zaplutych karłów reakcji z Armii Krajowej i ich pogrobowców. W ślad za odważną decyzją towarzyszki dyrektorki podporucznik Ewy Gawor vel Kuczawskiej-Subdy poszły kolejne śmiałe decyzje innych samorządowców. Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, odważnie zażądał usunięcia reakcyjnego Wojska Polskiego z obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej, argumentując, że autorytet armii jest dla władz Gdańska takim dobrem, że nie chcą one „wikłać żołnierzy w polityczną wojnę, rozpętaną przez aktualnie rządzącą siłę polityczną”. Trudno nie pochylić się z troską nad tym ruchem, jednak wyraźnie zabrakło konsekwencji. Skoro istnieje spór pomiędzy wytrawnym samorządowcem, niedawnym posiadaczem 36 kont bankowych i niezliczonej (przez niego) liczby mieszkań a opresyjnym rządem z Warszawy co do tego, kto ma wystrzelić salwę honorową upamiętniającą wybuch II wojny światowej, prezydent Gdańska powinien odwołać się do stosownych instytucji cieszących się nieposzlakowaną opinią i zaufaniem światłych Europejczyków. Skoro dobrym zwyczajem jest nieszczęsna salwa z broni palnej – odpada Światowa Organizacja Ruchu Skautowego, harcerze nie noszą przecież broni. Historycznie odpadają wojska NATO, bo przecież 1 września 1939 r. Sojusz nie istniał, a wojsk amerykańskich było w Europie jak na lekarstwo. Rosjanie formalnie nie mieli nic wspólnego z Westerplatte – również odpadają. W zasadzie staje się więc jasne, że jedynym sposobem, za pomocą którego można zrealizować apel prezydenta Gdańska o to, aby stanąć „na straży honoru i etosu polskiego żołnierza”, jest zastąpienie salwy honorowej oddanej przez Wojsko Polskie wystrzałem z karabinów bratniej Bundeswehry, której poprzedniczka była akurat obecna rankiem 1 września 1939 r. na Westerplatte w formie gościnnej wizyty pancernika Schleswig-Holstein.
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl