Żeby PiS był pisowski. Jedyne realne zagrożenie to sojusze frakcji z postkomuną

/ Krzysztof Sitkowski

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

W czasie sobotniej konwencji PiS zademonstrował powrót do korzeni, ogłaszając propozycje dla zwykłych Polaków, z obniżką znienawidzonych składek na ZUS na czele. Nie wystarczy jednak, by PiS był pisowski, gdy chodzi o przekaz. Musi być też taki, gdy chodzi o treść. Dzień wcześniej podejście tej partii do raportu o Smoleńsku było bardzo niepisowskie. Objazd liderów PiS po Polsce to dobry pomysł, ale pytania, na które będą musieli oni odpowiadać, nie będą łatwe - pisze Piotr Lisiewicz w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".

Najmniejszym problemem dla PiS wydają mi się sondażowe spadki. Jarosław Kaczyński trafił w dziesiątkę, żartując na ich temat na początku konwencji. Akcja ogłaszania przez sondażownie zaskakujących wyników badań powtarzana jest cyklicznie. Ta różni się od poprzednich rozmachem – użyto do tego nie jednej, lecz kilku pracowni, które na dodatek „pojechały po bandzie”.

Tusk lider, Schetyna zwycięzca
Badanie, według którego Donald Tusk jest politykiem cieszącym się największym zaufaniem Polaków, zdawało się wzbudzać zażenowanie także części wspierających opozycję mediów. Nie eksponowały one nadmiernie jego wyników. Także pomysł, aby przeddzień konwencji, w czasie której koalicję zawarły PO i Nowoczesna, ogłosić, że wygrywa ona z PiS, było szyte zbyt grubymi nićmi.

Dodajmy, że sondażownia IBRIS, która tym razem wybadała tryumf Tuska, to ta sama, która krótko po zwycięstwie wyborczym PiS z 2015 r. ogłosiła, że politykiem cieszącym się największym zaufaniem jest Ryszard Petru, a Nowoczesna wygrałaby kolejne wybory. Przypomnijmy, że prezesem IBRIS jest Marcin Duma, który robił karierę w SLD w czasach afery Rywina.


Jednak ogłaszanie takich sondaży ma sens tylko wtedy, gdy można za ich pomocą wywołać efekt kuli śnieżnej – wyborcy widząc ich wyniki, mieliby przyłączać się do zwycięzców. Tymczasem nijak ma się to do nastrojów społecznych i wkrótce wszystko będzie musiało wrócić do normy.


Przekaz konwencji PiS był trafny o tyle, że ugrupowanie to ma tę przewagę, iż w przekonaniu bardzo wielu Polaków dotrzymało obietnic w sprawach bezpośrednio ich dotyczących. PO obiecała niższe podatki i nie było niskich podatków, PiS obiecał 500 plus i było 500 plus. Koniec, pozamiatane.

Portal Lisa liczy, że Ziobro pogrąży Macierewicza
Ostatnie dni, a także poprzedzający je czas, pokazały jednak nasilenie się procesów, które faktycznie mogą być dla obozu niepodległościowego zagrożeniem. I przemilczanie ich nie wydaje się dobrą taktyką. Największym, a właściwie jedynym realnym zagrożeniem dla PiS jest rozbicie tej partii poprzez to, że poszczególne jej frakcje zawierają jakieś taktyczne sojusze czy „tylko” kompromisy z postkomunistycznymi lub szemranymi lobby.


Klasycznym przykładem jest to, jak Andrzej Duda dogadał się postkomunistyczną generalicją z BBN. Prezydent, wetując ustawę umożliwiającą degradację Jaruzelskiego i Kiszczaka, przekonał wszystkich myślących, że to on był winowajcą konfliktu na linii Duda–Macierewicz. To nie rzekoma konfliktowość Macierewicza, lecz wsparcie Dudy dla postkomuny w BBN wywołało ten spór. Bo oto Macierewicza w ministerstwie już nie ma, a Duda konfliktuje się dalej, tym razem broniąc stopni sowieckich generałów w polskich mundurach. 


Czy to jedyny taki przypadek? Niech sygnałem ostrzegawczym będzie tu tytuł na portalu Tomasza Lisa: „Kim są eksperci smoleńscy Ziobry? To oni mogą ostatecznie pogrążyć Macierewicza i jego podkomisję”. Oto portal najbardziej antypisowskiego dziennikarza, a krótko po Smoleńsku najbardziej gorącego zwolennika ocieplenia stosunków z Moskwą, zaczyna pokładać nadzieję w ekspertach Ziobry. 


Jacy to eksperci, alarmuje od dłuższego czasu nasz redakcyjny kolega Grzegorz Wierzchołowski. Jednym z nich miał zostać Theodore Postol – stały komentator kremlowskich mediów, który od lat z zaangażowaniem walczy z pomysłami zbudowania tarczy antyrakietowej –  niezwykle ważnej dla bezpieczeństwa Polski. 
Inny zagraniczny ekspert prokuratury to Robert Benzon, który uczestniczył w badaniu katastrofy Boeinga 737 rosyjskich linii lotniczych Aerofłot. Katastrofę badał MAK kierowany przez Tatianę Anodinę, a do rosyjskich ekspertów dołączył Benzon (jako przedstawiciel USA, samolot był bowiem produkcji amerykańskiej). W raporcie stwierdzono, że przyczyną wypadku był błąd pilotów.

W co gra Zbigniew Ziobro?
Jako publicysta, który najbardziej zdecydowanie wspierał reformę sądów przygotowywaną przez Zbigniewa Ziobrę, czuję się w obowiązku napisać o niepokojach związanych z jego działaniami.


Najbardziej niekorzystna dla Ziobry wersja głosi, że nie jest on zainteresowany prawdą o Smoleńsku, bo umorzenie sprawy jako wypadku lotniczego wzmocniłoby jego pozycję. Oto Antoni Macierewicz zostałby „skompromitowany”, a „narracja smoleńska” musiałaby zostać czymś zastąpiona. W naturalny sposób przyspieszyć miałoby to zmianę przywództwa Zjednoczonej Prawicy, a naturalnym sukcesorem Jarosława Kaczyńskiego byłby wyrazisty w innych sprawach (poza Smoleńskiem) Ziobro.


Ponieważ dorobek podkomisji Macierewicza jest trudny do podważenia, Ziobro miałby szukać międzynarodowych ekspertów, którzy gotowi byliby go zakwestionować. Jego sojusznikiem są w tej sprawie bracia Karnowscy i ich media, takie jak „Sieci” czy portal wPolityce.pl, którego publicyści, na czele z Markiem Pyzą, umniejszają dorobek smoleńskiej podkomisji.


Niczego nie przesądzam, chcę wierzyć, że powyższa hipoteza jest nieprawdziwa, ale skąd w taki razie u Ziobry pojawić się miał komentator Russia Today? Warto bardzo uważnie przyglądać się działaniom Ziobry z nadzieją, że rozwieje nasze wątpliwości.

Ten raport naprawdę jest przełomowy
Rosja bardzo uważnie monitoruje wszystko, co dzieje się w Polsce w sprawie Smoleńska. Świetnie odróżnia wrzawę od sytuacji, które są dla niej faktycznie zagrożeniem. Wtedy natychmiast uruchamia swoją agenturę, tę dotąd uśpioną, a za nią idą jej liczni poputczicy. Skuteczność tej operacji polegać ma m.in. na tym, że trudno odróżnić tych pierwszych od drugich.


Grzegorz Wierzchołowski opisuje dziś w „GP” szczegółowo ustalenia raportu technicznego. Przesłanki dowodzące, że doszło do wybuchów, są niezwykle mocne. Zachęcam wszystkich, by zapoznali się z jego pełną treścią. Wbrew temu, co pisze choćby wspomniany Marek Pyza, raport ma charakter przełomowy. Fakty i ustalenia (a nie opinie) w nim zawarte wydają się niemożliwe do obalenia. Tego zdania są Frank Taylor, Glenn Joergensen czy Wiesław Binienda. 


Poszlaką, że raport ten ma charakter przełomowy, są reakcje największych wrogów prawdy. Występ Czuchnowskiego nie był oczywiście spontaniczny, lecz wcześniej przygotowany. Po co? Miał służyć temu, by jak najmniej dyskutowano o meritum, czyli o dowodach. Temu samemu służył przekaz powielany przez dziennikarzy, od Jakuba Sobieniowskiego z „Faktów” TVN po wspomnianego Pyzę (choć oczywiście z innym rozłożeniem akcentów): nic przełomowego się nie wydarzyło, nie ma czym się podniecać.


Nie wiem, co zaważyło najsilniej na tym, że PiS nie zaangażował się w nagłaśnianie raportu technicznego – czy to, że lepszy dostęp do „ucha prezesa” uzyskali krytycy Macierewicza, czy strategia, by przed wyborami samorządowymi narzucić inną narrację…

Nie dać postkomunizmowi powrócić do gry
Spory o wpływ na władzę w obozie rządzącym są czymś normalnym i nie zawsze motywy kłócących się są niskie. Natomiast istotą postkomunizmu było to, że oligarchia posiadała instrumenty mogące zapewnić dowolnej ze spierających się stron zwycięstwo. Rzecz jasna, nie za darmo.


Dziś instrumenty te zostały mocno ograniczone, ale nadal istnieją. A zawierania sojuszy z jakimikolwiek wrogimi lobby jest podejmowaniem gry, która jest skuteczna na bardzo krótką metę, a na dłuższą może być dla PiS zabójcza, wciągać w zależności, które potem trudno przerwać, a w konsekwencji doprowadzić może do rozerwania obozu niepodległościowego (pouczająca jest tu historia AWS). 


Niekorzystnym zjawiskom sprzyja fakt, że PiS postanowił jakiś czas temu złagodzić swój wizerunek. Uznano, że przed kolejnymi wyborami partia ma stać się mniej pisowska i to poszerzy jej elektorat. Tę filozofię uważam za błędną. To nie czasy, kiedy chowanie Antoniego Macierewicza mogło przyczynić się do zmiany sondaży. Macierewicz jako minister obrony narodowej ani o ćwierć procenta nie zmniejszyłby notowań PiS. Nie ma czegoś takiego jak łagodzenie samego tylko wizerunku. Za tym idzie zawsze zmiana treści, rezygnacja z jakichś części tożsamości. Czyli – wielkie ryzyko. Myślę, że to zalecenie także usłyszą politycy PiS w czasie objazdu po Polsce: bardziej cenić ludzi, tych, którzy byli z nami w trudnych chwilach. Mniej wierzyć osobom roztaczającym wokół siebie nimb profesjonalizmu czy skuteczności. Bo tacy są zazwyczaj skuteczni głównie w napełnianiu kieszeni.
 

Tekst ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Sędzia Barbara Piwnik bez ogródek o konieczności reformy sądownictwa. Było też o Gersdorf!

/ Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

Gościem specjalnym dzisiejszego wydania programu Doroty Kani „Koniec Systemu” była sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Jej zdaniem przypadek sędziego Iwulskiego jest dobitnym dowodem na to, jak bardzo konieczna jest obecnie reforma całego wymiaru sprawiedliwości. W trakcie rozmowy pojawił się również wątek dotyczący prof. Gersdorf i jej... urlopu.

Barbara Piwnik jednoznacznie stwierdziła, że w przypadku sędziego Iwulskiego największym problemem była forma przekazu i komunikacja ze społeczeństwem.

- Smutno mi. Słuchając rozmów na ten temat oczekiwałam, że przebieg tej dyskusji będzie dla wymiaru sprawiedliwości elementem budującym dobry wizerunek, ale rozczarowałam się. Rozmawiając poprzez media ze społeczeństwem sędzia powinien - w możliwie zwięzły sposób - dostarczać jasnej informacji, zrozumiałej dla obywatela. Powinno być to powiedziane takim językiem, że nie tylko prawnik będzie wiedział, o co chodzi, a jeśli pytania dotyczą przeszłości sędziego, to sędzia powinien jasno i wyraźnie na takie pytania odpowiedzieć – nawet jeżeli jest coś w przeszłości, co dzisiaj spotyka się ze złą oceną. Sędzia w momencie podejmowania decyzji nie może mieć żadnych wątpliwości – tłumaczyła Barbara Piwnik.

Prowadząca program Dorota Kania dopytywała o przypadek sędziego Iwulskiego i zasłanianie się przez niego niepamięcią w odniesieniu do spraw z okresu stanu wojennego, w których orzekał wówczas przeciwko działaczom opozycji antykomunistycznej.

- Może jestem nietypowa jeśli chodzi o wykonywanie zawodu, ale pamiętam wszystkie sprawy, w których mi przyszło orzekać. Czas stanu wojennego - dla mnie los był o tyle łaskawy, że orzekałam w sprawach cywilnych, głównie byłam asesorem. Przyszło mi brać udział tylko w jednej sprawie, która mogłaby mieć jakiś odcień polityczny - odwołania od kolegium ds. wykroczeń za to, że ktoś miał przypięty znaczek solidarności - co zakończyło się sukcesem dla odwołującego. Mówię o tym, ponieważ pamiętamy sprawy, w których trudno było podejmować decyzje. Czasami są to sprawy, które budzą zainteresowanie mediów – one zapadają w pamięci na całe życie. Informacje nt. przeszłości sędziego nie mogą łączyć się z niedomówieniami - podkreśliła sędzia Piwnik.

Gdy rozmowa zeszła na kwestie związane ze związkami sędziego Iwulskiego z WSW, sędzia Barbara Piwnik zwróciła uwagę na istotny fakt:

- W jednej wypowiedzi sędziego zauważyłam, że wyraził takie zdziwienie, że media się interesują tymi sprawami, że dziennikarze dociekają takich szczegółów. No taka jest państwa rola... Myślę, że każdy obywatel, zwłaszcza taki, którego decyzje przekładają się na ogół innych, a także sędzia, musi się liczyć z tym liczyć. Sędzia musi liczyć się z tym, że państwo wypełniając swoje obowiązki będziecie takie okoliczności badać i to nie może zaskakiwać. Bycie sędzią to szczególny rodzaj posłannictwa i służby, bo być sędzią to mieć odwagę w podejmowaniu trudnych decyzji. Mało tego sędziemu jest wolno mniej – mówiła była minister sprawiedliwości.

Dorota Kania spytała również o Małgorzatę Gersdorf i jej zapowiedzi dotyczące wystąpienia w Trybunale Konstytucyjnym Niemiec.

- To jest seria trudnych pytań. […] Tak, jak w przypadku każdego innego sędziego, a tu w przypadku sędziego pierwszego,  tych niuansów związanych ze stanem spoczynku, odniesieniem do wieku emerytalnego, kadencją prezesa SN, a nie kwitowaniem tego „jestem pierwszym prezesem”, bo my prawnicy możemy się spierać, ale ale obywatel oczekuje jasnego przekazu i to jest największy problem! Nie ma jasnego przekazu. Społeczeństwo powinno mieć jasny komunikat.  A takiego komunikatu brak. - mówiła sędzia Barbara Piwnik na antenie Telewizji Republika.

Była minister sprawiedliwości podkreśliła, że wymiar sprawiedliwości w Polsce wymaga reformy.

- Od lat mówię o tym, że wymiar sprawiedliwości oczekuje refom. Sędziowie powinni dokonać krytycznego spojrzenia w naszą codzienność. Należy również inaczej uregulować kwestie wstąpienia do zawodu. [...] Potrzeba reformy. Nie boję się powiedzieć, że inaczej bym te reformy planowała, ale też uważam, że nawet jeżeli dziś proponujący zmiany doprowadzili do mało skutecznych rozwiązań, to ci którzy wiedzą dlaczego te rozwiązania są niedobre i jakie byłyby lepsze nie powinni sprowadzać wszystkiego do emocji – tylko przedstawić swojego portrety i zaproponować dyskusję – tłumaczyła sędzia Barbara Piwnik.

 

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl