Niemcy domagają się pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie. "Niemieckie społeczeństwo prawie nic o tym nie wie"

Niemieccy żołnierze prowadzą kobiety na rozstrzelanie w Palmirach / By nieznany - Władysław Bartoszewski, "Warszawski pierścień śmierci 1939-1944", Interpress, Warszawa 1970.Narodowe Archiwum Cyfrowe (Sygnatura: 21-206-2) (Polish National Digital Archive)Narodowe Archiwum Cyfrowe (Sygnatura: 37-278-8) (Polish Nationa

  

- Pomnik polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie przypominałby o polityce okupacyjnej III Rzeszy w Polsce, wypełniając lukę w świadomości historycznej Niemców i służąc jako pomost między obu krajami - pisze szef Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich.

W artykule zamieszczonym dziś przez "Frankfurter Allgemeine Zeitung" dyrektor Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich (DPI) Dieter Bingen przypomina, że projekt pomnika powstał z inicjatywy niemieckich obywateli, którzy chcą "w widoczny sposób upamiętnić coś, co nie zostało (dotąd) upamiętnione w żadnym oficjalnym miejscu w Berlinie - tj. niemiecką politykę zniszczenia i ujarzmienia w (okupowanej) Polsce".

- Napadnięta Polska stała się pierwszym polem doświadczalnym dla pogardzającej człowiekiem narodowo-socjalistycznej machiny śmierci i zniewolenia, która później została uruchomiona w całej Europie Wschodniej

 - podkreśla Bingen. Pomnik byłby pierwszym oficjalnym upamiętnieniem ofiar "wrogiej niemieckiej polityki okupacyjnej w Polsce", a także przypomnieniem o "rabunku i celowym niszczeniu polskich skarbów kultury i innych materialnych świadectw tysiącletniej kultury materialnej (Polski)".

Dyrektor DPI, który jest jednym z autorów inicjatywy, zauważa, że w przeciwieństwie do Holokaustu o katastrofalnych skutkach okupacyjnej polityki III Rzeszy na ziemiach polskich "prawie nic nie wiadomo w szerokich warstwach niemieckiego społeczeństwa".

- Pomnik wypełniłby więc lukę w niemieckiej kulturze pamięci (niem. Erinnerungskultur), choć nie zastąpi zaniedbywanego dotychczas naświetlania (tego aspektu historii) w mediach, życiu publicznym i polityce oświatowej

 - zastrzega.

Bingen wskazuje też, że "zorganizowany przez narodowych socjalistów mord na Żydach został przeprowadzony przede wszystkim na polskiej ziemi", a ostatnie tygodnie pokazały, "jak wielkie zrodziło to obciążenia dla relacji między Żydami i Polakami".

- Dokonując swych najgorszych zbrodni w okupowanej Polsce, narodowo-socjalistyczne Niemcy zrzuciły na ramiona Polaków wielki ciężar

 - podkreśla. Według Bingena sprawiło to też, że "duża część odpowiedzialności za trwające do dziś 'przepracowywanie' Holokaustu została 'przerzucona' na polską ziemię", a "skutki tej stygmatyzacji są znane i w ostatnim czasie znalazły się na ustach całego świata".

Szef Instytutu zaznacza, że pomysłu postawienia pomnika nie należy wiązać z aktualną dwustronną sytuacją polityczną między Polską, a Niemcami ani polityką historyczną obecnego rządu w Warszawie. Podkreśla zarazem, że w obliczu napiętych obecnie stosunków polsko-niemieckich pomnik upamiętniający polskie ofiary niemieckiej okupacji "mógłby pełnić niemożliwą do przecenienia rolę pomostu".

- Chodzi tu o jedyny chyba projekt w ramach polityki pamięci, zdolny zjednoczyć siły społeczne i polityczne zarówno w Niemczech, jak i w Polsce; o widoczny znak, na który w Polsce byłaby zgoda niezależnie od politycznych przekonań i (różnic) pokoleniowych

 - pisze Bingen. Podkreśla, że wskazują na to pierwsze głosy z różnych obozów politycznych w Polsce, gdzie - jak ocenia - projekt pomnika już spotkał się z pozytywnym odbiorem.


Obywatelski projekt w sprawie pomnika znany jest od pół roku; w listopadzie 2017 roku z apelem do Bundestagu w tej kwestii wystąpiło kilkadziesiąt osób, w tym niemieccy historycy, dyplomaci, ludzi kultury i politycy, m.in. byli przewodniczący Bundestagu, Wolfgang Thierse (SPD) i Rita Suessmuth (CDU). Apelowali oni, by niemiecki parlament przeprowadził debatę w tej sprawie, zgłosił odpowiedni wniosek i rozpisał konkurs na stworzenie pomnika, podobnie jak to się wcześniej działo z Pomnikiem Pomordowanych Żydów Europy, który ostatecznie, po wieloletniej debacie, stanął w pobliżu Bramy Brandenburskiej w 2005 roku.

Na razie nie wiadomo, kiedy pomnik polskich ofiar mógłby powstać. Inicjatorzy apelu sugerują jednak, że przypadająca w 2019 roku 80. rocznica wybuchu II wojny światowej byłaby dobrą okazją do zaprezentowania projektu lub wmurowania kamienia węgielnego. Bundestag nie zajął dotychczas stanowiska w sprawie pomnika. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Naklejki „Gazety Polskiej” nie łamią prawa – opinia Ordo Iuris przekazana sądowi

/ Zdjęcie ilustracyjne / Gazeta Polska

  

Naklejki wyrażające sprzeciw wobec ideologii ruchu LGBT, będące dodatkiem do jednego z lipcowych wydań „Gazety Polskiej”, cieszyły się dużym zainteresowaniem czytelników. Zostały one jednak wycofane z dystrybucji przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Dziś Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpatrzy zażalenie wydawcy czasopisma na to postanowienie. Instytut Ordo Iuris przygotował w tej sprawie opinię „amicus curiae”, która została przekazana sądowi.

Postanowieniem z 24 lipca Sąd Okręgowy nakazał wycofanie z dystrybucji naklejki na wniosek Bartosza Staszewskiego – organizatora manifestacji ruchu LGBT w Lublinie.

Zdaniem wnioskodawcy, dodatek do czasopisma miał naruszać jego dobra osobiste. Tydzień po wydaniu postanowienia wydawca „Gazety Polskiej” złożył zażalenie.

W połowie września Instytut Ordo Iuris poinformował o opieszałości Sądu Okręgowego, który długo nie przekazywał zażalenia do sądu II instancji. Postanowienie o wycofaniu z dystrybucji naklejki zostało wydane 2 dni po wpłynięciu wniosku w tej sprawie. Zażalenie na to postanowienie zostanie rozpatrzone przez Sąd Apelacyjny w Warszawie po ponad 2 miesiącach od złożenia zażalenia.

Instytut Ordo Iuris przesłał w tej sprawie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie opinię „amicus curiae” (przyjaciela sądu). Zdaniem ekspertów Instytutu wydawca „Gazety Polskiej” działał w ramach konstytucyjnie gwarantowanej wolności prasy i innych środków społecznego przekazu, a publikacja naklejki objęta jest fundamentalną z perspektywy praw człowieka wolnością wyrażania swoich poglądów, w tym poglądów krytycznych wobec postulatów politycznych i społecznych (odpowiednio art. 14 i 54 Konstytucji RP).

„Działania wydawcy «Gazety Polskiej» w postaci publikacji naklejki stanowiły wykonanie przysługującego mu prawa wyrażania poglądów i miały na celu realizację społecznie uzasadnionego interesu. Jako takie korzystają w pełni z ochrony prawnej. Ufam, że argumenty przedstawione sądowi w opinii «amicus curiae» przyczynią się do wydania rozstrzygnięcia, w którym sąd stanie po stronie wolności słowa i wolności wyrażania swoich poglądów, szczególnie w debacie publicznej nad istotnymi dla społeczeństwa kwestiami”

– mówi Łukasz Bernaciński z Centrum Analiz Ordo Iuris.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Ordo Iuris


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl