Czegoś takiego komisja weryfikacyjna jeszcze nie słyszała! Świadek: „Nieruchomość przekazałem mamie”

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Obserwując posiedzenia komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji można odnieść wrażenie, że członków komisji nic nie jest już w stanie zaskoczyć. Jednak to, co usłyszeli dziś od jednego ze świadków posłowie przeszło wszelkie oczekiwania. „Od 2009 roku nie jestem właścicielem kamienicy przy Dahlbergha 5 [...] przekazałem nieruchomość mojej mamie” - powiedział Marek M. Przy większości zadanych przez komisję pytań, Marek M. zasłaniał się niepamięcią.

Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji bada sprawę zwrotu kamienicy przy ul. Dahlbergha 5 na warszawskiej Woli. W grudniu 2006 r. prezydent m.st. Warszawy podjął decyzję o ustanowieniu użytkowania wieczystego na okres 99 lat na rzecz dwójki nowych właścicieli. Miasto zachowało 4/12 udziału w tej nieruchomości.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki przywołał umowę na kwotę 100 zł, którą Marek M. zawarł z drugim współwłaścicielem Przemysławem Jaszke. W ramach umowy Jaszke zrzekał się praw do odszkodowań za bezumowne korzystanie z kamienicy. Marek M. zapytany, czy poinformował Jaszkego o wielkości możliwych odszkodowań, odpowiedział, że „tak”.

Z kolei pytany o spotkanie z b. burmistrzem Woli Markiem Andrukiem, które miało się odbyć w 2007 r., a po którym burmistrz miał sporządzić notatkę, w której stwierdził, że Marek M. na spotkaniu oświadczył, że chce doprowadzić do eksmisji lokatorów poprzez podwyżki czynszów i zadłużenie mieszkańców, Marek M. stanowczo zaprzeczył, żeby coś takiego powiedział. Dodał, że nie pamięta również takiego spotkania. Przyznał, że być może Marek Andruk mógł sobie wymyślić treść tej notatki lub przeinterpretować.

Jednocześnie świadek przyznał, że czynsze były podnoszone. Twierdził, że działo się to, aby finansować remonty kamienicy, a nie żeby wyrzucać mieszkańców. Dodał, że nowe stawki czynszów ustalił biegły rzeczoznawca.

Po chwili oznajmił, że chcąc sobie oszczędzić „kłopotów” w marcu 2009 r. przekazał nieruchomość przy Dahlbergha swojej matce. Dodał, że ws. tej nieruchomości... „zniechęcił się”.

Tymczasem wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki przypomniał, że Marek M. przychodził dalej do nieruchomości.

- Jak byłem właścicielem nieruchomości to przychodziłem do lokatorów jako właściciel, a jako syn mojej matki, występowałem w przypadku nieruchomości, które przekazałem mojej matce. Moja matka ma dużo lat, 84 lata i nie mogę jej odmówić niektórych rzeczy

- powiedział Marek M.

Pytany o znajomość z mec. Robertem N. (zatrzymany ws. reprywatyzacji), odpowiedział, że był on jego pełnomocnikiem w sprawach cywilnych.

Marek M. zasłaniał się niepamięcią, kiedy był pytany m.in. ile lokali sprzedał, gdzie je sprzedawał, jaki rodzaj umów zawierał z zarządcą nieruchomości przy Dahlbergha, czy działał jako pełnomocnik swojej matki przy Nabielaka 9, w ilu postępowaniach reprezentował go Robert N., czy na jaką kwotę Robert N. uzyskał odszkodowania dla Marka M.

Kiedy Jaki pytał, gdzie są pieniądze ze sprzedaży lokali, które posiadał M., odparł, że... „nie sprzedawał żadnych mieszkań”.

Kiedy członek komisji Paweł Lisiecki z PiS przytoczył maila do Marka M. od jednej z lokatorek, która pytała w nim M. o odstąpienie od odsetek, jeśli wpłaci całą kwotę należności jednorazowo przelewem, Marek M. odpowiedział, że nie można do niego wysłać maila, bo... nie ma poczty elektronicznej.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Coraz bliżej porozumienia Polski z Brukselą. Prof. Szczerski wskazuje, kto może je storpedować

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

"Przegłosowanie Polski doprowadziłoby do poważnego kryzysu w Unii Europejskiej" – mówi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta. "Tylko opozycja może storpedować porozumienie z Brukselą" – dodał prof. Szczerski.

Krzysztof Szczerski pytany o medialne doniesienia Radia RMF, że Komisja Europejska stawia trzy warunki, aby zamknąć procedurę o naruszenie praworządności w Polsce, stwierdził, że:

W czasie niedawnej wizyty w Pałacu Prezydenckim wiceszef KE Frans Timmermans nie wspomniał o żadnym z trzech warunków.

CZYTAJ WIĘCEJ: Kuriozalne ultimatum z Brukseli. Chodzi im o posadę dla... Gersdorf

Minister zauważa, że doniesienia albo pojawiły się "już po jego powrocie do Brukseli, albo nigdy nie padły i są to tylko doniesienia kuluarowe".

W Warszawie była mowa jedynie o tym, jak należy rozumieć skargę nadzwyczajną, jak ją uszczegółowić, a nie odwołać, choć jednoznacznie przedstawiono nam krytyczny stosunek Komisji do tego instrumentu. W sprawie sędziów zgodziliśmy się, że państwo ma prawo wprowadzić dla nich wiek emerytalny. Dyskusja dotyczyła tylko procedury wnioskowania o przedłużenie możliwości orzekania. Personalnie o prezes Gersdorf w ogóle nie było mowy. Dlatego po tej rozmowie mówiliśmy, że kompromis jest możliwy. Teraz trudno mi reagować na propozycje, które nigdy wobec nas nie były formułowane – podkreślił szef gabinetu prezydenta.

Pytany, czy jest możliwe porozumienie między Polską a Brukselą przed przedstawieniem propozycji budżetu UE na 2020 rok, powiedział, że:

Wszystko jest możliwe, jeśli będzie wola polityczna po obu stronach. Ale do tego potrzebne jest również lojalne zaangażowanie wszystkich polskich polityków, także tych z opozycji. Jeśli dalej będą oni używać procedury z art. 7 jako instrumentu w krajowej walce politycznej i prosić Komisję, by z niego nie rezygnowała, to ten spór może nie zostać zakończony.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Dyskryminacyjne działania KE w propozycji budżetowej. Mocna odpowiedź wiceszefa polskiego MSZ

Na poziomie prawno-proceduralnym możemy znaleźć kompromis. Ale opozycja w Polsce i Brukseli musi wznieść się ponad podziały polityczne, uznać, że pozycja Polski w Unii w kontekście debaty budżetowej jest ważna z punktu widzenia interesu wszystkich Polaków i nie należy walczyć na tym polu z rządem. Wtedy spór z Brukselą ma szansę zostać zakończony – zauważył minister.

Szczerski pytany, czy optymizm po wizycie Timmermansa zgasiła kontrofensywa opozycji powiedział, że z ogromną przykrością przyjmuje "wszelkie przejawy partyjniactwa na poziomie międzynarodowym".

W to niestety są zaangażowane wpływowe osoby. Europoseł Michał Boni napisał list, w którym sugeruje, że w Polsce zamyka się opozycję do więzień bez powodów – czytamy.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl