Janusz Walentynowicz mocno o Smoleńsku: Nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie, że był to zwykły wypadek

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

– To nie jest kwestia wiary, ponieważ jestem człowiekiem o niższym poziomie wykształcenia niż naukowcy pracujący w podkomisji. Przyjmuję to, co mówią naukowcy i to, co zostało zaprezentowane jest bardzo wiarygodne – powiedział w rozmowie z Niezalezna.pl syn śp. Anny Walentynowicz.

Janusz Walentynowicz, syn śp. legendy "Solidarności" Anny Walentynowicz, w rozmowie z portalem Niezalezna.pl powiedział, że oglądał w telewizji prezentację i główne założenia raportu technicznego podkomisji smoleńskiej.

To nie jest kwestia wiary, ponieważ jestem człowiekiem o niższym poziomie wykształcenia niż naukowcy pracujący w podkomisji. Przyjmuję to, co mówią naukowcy i to, co zostało zaprezentowane jest bardzo wiarygodne. Oczekuję teraz na raport końcowy. Wiemy, że w Smoleńsku była ingerencja osób trzecich, że najprawdopodobniej doszło do eksplozji i nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie, że był to zwykły wypadek. Samolot nie jest w stanie się tak zachować, nawet przy znacznej prędkości, przy zwykłym uderzeniu w ziemię – powiedział.

Zdaniem syna Anny Walentynowicz "diabeł tkwi w szczegółach".

Do mnie wszystko to trafia, ale może znaleźć się jakiś super mądry pan profesor w świecie, niekoniecznie dobrze życzący Polsce, który to podważy, dlatego też oczekuję na raport końcowy. Czekałem osiem lat, więc mogę poczekać jeszcze – wskazał.

Janusz Walentynowicz podkreślił, że "z olbrzymim szacunkiem odnosi się do pracy, którą wykonał pan minister Macierewicz, olbrzymie chapeau bas dla osób pracujących w podkomisji, bo wykonały olbrzymią pracę".

ZACHĘCAMY DO WZIĘCIA UDZIAŁU W AKCJI PORTALU NIEZALEZNA.PL 

UDOSTĘPNIJ raport o katastrofie smoleńskiej! Niech świat dowie się prawdy o 10 IV 2010 r.! NASZA AKCJA

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Włochy: Co czwarta rodzina gubi na wakacjach... dziecko

/ pixabay.com

  

Jedna czwarta włoskich rodzin gubi dziecko w czasie wakacji - wynika z sondażu odnotowanego przez media. Najczęściej dzieci gubią się na plaży, a średni czas poszukiwań wynosi 7 minut. Włosi są obok Hiszpanów w europejskiej czołówce w tej dziedzinie.

24 proc. rodzin z Włoch przyznało w sondażu, że w czasie wakacji z dziećmi w wieku od 3 do 10 lat co najmniej raz zdarzyło im się ich szukać.

Według statystyk dzieci gubią się przede wszystkim na plaży, na basenie, w centrum handlowym, w parku rozrywki i w hotelu.

Na pytanie, w jaki sposób udało się odnaleźć dzieci, prawie trzy czwarte dorosłych odpowiedziało, że pomogli im w tym krewni oraz znajomi. Połowa poprosiła o pomoc obce osoby. 13 proc. wyjaśniło zaś, że zwróciło się do policji bądź personelu w miejscu, gdzie straciło dziecko z oczu.

Blisko połowa rodziców wyznała, że nie poprosiła sił porządkowych o pomoc ze wstydu.

Zauważa się, że zjawisko gubienia dzieci w zatłoczonych wakacyjnych miejscach jest tak powszechne, że na niektórych plażach we Włoszech uruchomiono specjalną usługę. Przez głośniki podawane są komunikaty o poszukiwaniu najmłodszych, którzy oddalili się od rodziców i opiekunów.

Dziennik "La Stampa" podał, że na jednej z plaż w Rimini tylko jednego dnia takich ogłoszeń było 28.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl