Łączka to zwycięstwo

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

- To była taka misja, jaką mają żołnierze, gdy wracają po swoich zabitych braci na pole bitwy. Nie zostawiliśmy ich – mówił o pracach poszukiwawczych na Łączce Jarosław Wróblewski. Wczoraj w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie w sali, w której komuniści przeprowadzali procesy polityczne, odbyła się promocja jego książki „Kwatera »Ł«. Wolność jest kuloodporna”. Patronat nad publikacją objęła „Gazeta Polska Codziennie”.

Promocja książki przyciągnęła do muzeum ok. 300 osób. – Jesteśmy w miejscu, gdzie historia Łączki się zaczęła. W golgocie polskiej. Gdzie komunistyczni zdrajcy mordowali elitę antykomunistycznego powstania. Ponad 350 wyroków śmierci. Ile osób było zabitych w śledztwie, tego nie wiemy. Szacujemy, że od 2 do 3 tys. osób. Po 1989 r. postawiono pomnik, ale poszukiwań nie było. Nigdy nie zapomnę staruszek podchodzących do Krzysztofa Szwagrzyka na Łączce i pytających: „Czy znajdzie pan mojego męża?”. I pamiętam tłum ziemskich aniołów, wolontariuszy, którzy przyszli pomagać. Dzięki wywiadom, które przeprowadził Jarosław Wróblewski w swojej książce, poznajecie dusze tych ludzi – powiedział Jacek Pawłowicz, dyrektor biura edukacji historycznej Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Prace na Łączce nazwał wielkimi narodowymi rekolekcjami. – To, co się stało na Łączce, to zwycięstwo. Cała Łączka została przebadana. 300 grobów zostało rozebranych. Mieliśmy poczucie wspólnoty. Uważaliśmy, że pracujemy dla bohaterów i dla Polski – mówił prof. Krzysztof Szwagrzyk, który przewodniczył pracom. – Odnaleźliśmy wszystkie szczątki naszych bohaterów. Ale żeby powiedzieć, że zadanie wykonaliśmy do końca, musimy jeszcze przeprowadzić dwie bitwy. Zidentyfikować każdego z nich, a proszę mi wierzyć, że to nie jest łatwe i musimy ich wszystkich godnie pochować. W panteonie Żołnierzy Wyklętych – dodał Szwagrzyk.

Sam autor, Jarosław Wróblewski, który był też wolontariuszem w Kwaterze „Ł”, podkreślał, że prace poszukiwawcze były uosobieniem najpiękniejszych wartości. – To była taka misja, jaką mają żołnierze, gdy wracają po swoich zabitych braci na pole bitwy. Nie zostawiliśmy ich – mówił Wróblewski.

Szwagrzyk opowiadał o tym, jaką walkę trzeba było stoczyć z urzędnikami wielu instytucji. – Na pierwszej Łączce nie mogliśmy pracować nigdzie w pobliżu drzew. Mieliśmy rozpiskę, ile litrów wody każdego ranka krzew, krzaczek i drzewo muszą otrzymać. Korzenie były owijane przez nas szmatami i polewane. Byli ludzie, którzy przez długie lata, tak jak państwo, byli z nami, ale też, i kiedyś to opiszę, było wielu tych, którzy przeszkadzali, jak tylko mogli – mówił prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

To przeraża Donalda Tuska. Oj... tych kilka faktów popsuje humor „Królowi Europy”

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

W rozmowie z naszą reporterką poseł Iwona Arent z PiS zwraca uwagę na to, że Donald Tusk doskonale wie, jak wyglądało państwo polskie za rządów jego ekipy z PO-PSL. To właśnie ta wiedza panicznie przeraża byłego premiera. „Dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia” - podkreśla poseł Iwona Arent.

Według poseł Arent posiedzenia komisji ds. Amber Gold pokazują wyraźnie, że to za czasów rządów Donalda Tuska i ekipy PO-PSL doprowadzono do sytuacji, w której nagminnie dochodziło do wszelkiego rodzaju nadużyć.

- Te komisje śledcze, które dzisiaj funkcjonują, pokazują, że za czasów Donalda Tuska - on był odpowiedzialny jako premier za funkcjonowanie instytucji państwowych i urzędów - one nie funkcjonowały. Doprowadzały do sytuacji, gdzie ludzie mogli prać brudne pieniądze, mogli nie płacić podatków. Wychodzi na to, że w Gdańsku był raj podatkowy. Nie trzeba było jechać na Cypr czy gdzieś indziej szukać, tylko w Gdańsku wystarczyło. Za to odpowiedzialny jest tak naprawdę Donald Tusk – mówi polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Odnosząc się z kolei do lamentu przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty” w związku z reformą sądownictwa, poseł Iwona Arent przypomina, jak wyglądała sędziowska niezależność w czasach rządów PO-PSL.

- Sąd i prokuratury były niezależne. Sędziowie byli niezależni, a w piłkę nożną - jak Lechia Gdańsk grała - to regularnie spotykał się pan premier ówczesny Donald Tusk z sędziami, z prokuratorami razem w VIP-owskim sektorze sobie siedzieli. Tak wyglądały wtedy te niezależne właśnie sądy. Przypomnijmy Sędzia Milewski - „Sędzia na telefon”, który wykonywał polecenia - wydawało mu się, że to była osoba od premiera Donalda Tuska... Tak wyglądało państwo polskie za czasów rządów Tuska. Dlatego dzisiaj... to co powiedział Donald Tusk, to nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać, bo to pokazuje degrengoladę ówczesnej władzy, a dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia – uważa poseł Iwona Arent.


ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ:

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl