Uznano go za zmarłego, a wciąż żyje. Władze nie chcą mu uwierzyć

Constantin Reliu / youtube.com/printscreen

  

Constantin Reliu dowiedział się w styczniu, że ... nie żyje. Próbuje co prawda udowodnić rumuńskim władzom, że jest inaczej, ale napotyka potężny opór biurokracji.

Przez ponad 20 lat Reliu pracował w Turcji jako kucharz. Po powrocie do rodzinnej Rumunii stwierdził ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, że jego żona oficjalnie zarejestrowała go jako zmarłego. Od tego czasu 63-letni obecnie mężczyzna przeżywa koszmar prawny, usiłując przekonać władze, że jednak żyje.

W czwartek sąd w mieście Vaslui we wschodniej Rumunii odmówił unieważnienia aktu zgonu Reliu, argumentując, że wniosek w tej sprawie został złożony "za późno". Sąd podkreślił przy tym, że decyzja ta jest ostateczna.

- Jestem żywym duchem - powiedział Reliu przez telefon agencji Associated Press.

- Jestem oficjalnie zmarły, chociaż żyję. Nie mam żadnych dochodów, ponieważ jestem zarejestrowany jako zmarły i nic nie mogę z tym zrobić - dodał.

Żona Reliu mieszka obecnie we Włoszech.

- Nie jestem pewien, czy jestem rozwiedziony, czy nie. Nie jestem pewien, czy ona wyszła za kogoś innego, czy nie. Nikt mi tego nie mówi - uskarżał się w rozmowie z AP.

Mężczyzna powiedział, że po raz pierwszy wyjechał do pracy w Turcji w 1992 r., a kiedy wrócił w 1995 roku, przeżył szok, gdy przekonał się, że żona go zdradza. W 1999 roku postanowił przenieść się do Turcji na stałe. Jednak w grudniu ub.r. władze tureckie zatrzymały go, ponieważ jego zezwolenie na pobyt i pracę w Turcji dawno wygasło. W styczniu został deportowany do Rumunii.

Gdy przyleciał do Bukaresztu, funkcjonariusze straży granicznej poinformowali go, że został oficjalnie uznany za zmarłego. Przez sześć godzin przesłuchiwano go i poddawano różnym badaniom. M.in. zmierzono mu rozstaw oczu, by stwierdzić, czy jest zgodny z tym, co widać na starej fotografii w paszporcie. Pytano go szczegółowo o jego rodzinne miasto, pobrano odciski palców.

- Zdecydowali, że to ja! - powiedział Reliu.

Władze miasta Barlad, gdzie zamieszkał, nie były jednak przekonane. Całymi tygodniami Reliu na próżno próbował przekonać urzędników do wydania mu jakichś dokumentów, aby mógł oficjalnie "zaistnieć". Podjął więc próbę sądowego unieważnienia aktu zgonu, wydanego w 2016 roku, ale właśnie przegrał. Nie poddaje się jednak i zapowiada kolejny proces, choć nie ma pieniędzy i cierpi na cukrzycę.

Władze tureckie orzekły wobec Reliu dożywotni zakaz wjazdu na terytorium Turcji, ale Reliu nie wyklucza, że napisze w tej sprawie do tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, jeśli rumuńscy urzędnicy nie przywrócą go jednak do grona żywych.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

To przeraża Donalda Tuska. Oj... tych kilka faktów popsuje humor „Królowi Europy”

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

W rozmowie z naszą reporterką poseł Iwona Arent z PiS zwraca uwagę na to, że Donald Tusk doskonale wie, jak wyglądało państwo polskie za rządów jego ekipy z PO-PSL. To właśnie ta wiedza panicznie przeraża byłego premiera. „Dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia” - podkreśla poseł Iwona Arent.

Według poseł Arent posiedzenia komisji ds. Amber Gold pokazują wyraźnie, że to za czasów rządów Donalda Tuska i ekipy PO-PSL doprowadzono do sytuacji, w której nagminnie dochodziło do wszelkiego rodzaju nadużyć.

- Te komisje śledcze, które dzisiaj funkcjonują, pokazują, że za czasów Donalda Tuska - on był odpowiedzialny jako premier za funkcjonowanie instytucji państwowych i urzędów - one nie funkcjonowały. Doprowadzały do sytuacji, gdzie ludzie mogli prać brudne pieniądze, mogli nie płacić podatków. Wychodzi na to, że w Gdańsku był raj podatkowy. Nie trzeba było jechać na Cypr czy gdzieś indziej szukać, tylko w Gdańsku wystarczyło. Za to odpowiedzialny jest tak naprawdę Donald Tusk – mówi polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Odnosząc się z kolei do lamentu przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty” w związku z reformą sądownictwa, poseł Iwona Arent przypomina, jak wyglądała sędziowska niezależność w czasach rządów PO-PSL.

- Sąd i prokuratury były niezależne. Sędziowie byli niezależni, a w piłkę nożną - jak Lechia Gdańsk grała - to regularnie spotykał się pan premier ówczesny Donald Tusk z sędziami, z prokuratorami razem w VIP-owskim sektorze sobie siedzieli. Tak wyglądały wtedy te niezależne właśnie sądy. Przypomnijmy Sędzia Milewski - „Sędzia na telefon”, który wykonywał polecenia - wydawało mu się, że to była osoba od premiera Donalda Tuska... Tak wyglądało państwo polskie za czasów rządów Tuska. Dlatego dzisiaj... to co powiedział Donald Tusk, to nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać, bo to pokazuje degrengoladę ówczesnej władzy, a dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia – uważa poseł Iwona Arent.


ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ:

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl