Przedstawiciele branży futrzarskiej spanikowali. Odmówili udziału w programie bo... nie spodobał im się artykuł

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Od wielu miesięcy trwa dyskusja dotycząca hodowli – głównie norek - na futra. Zwolennicy mówią o pozytywnym wpływie na gospodarkę, miejscach pracy i rozwoju branży futrzarskiej, przeciwnicy - o fatalnym wpływie na środowisko i ekosystem. Przytaczają fakty, że cały polski przemysł futrzarski jest skupiony w rękach kilku rodzin, a polska gospodarka niewiele zyskuje na hodowli zwierząt na futra. Gośćmi Doroty Kani byli dziennikarze „Gazety Polskiej” - Wojciech Mucha i Jacek Liziniewicz.

Telewizja Republika zaprosiła do „Końca Systemu” przedstawiciela branży futrzarskiej, jednak nikt nie zgodził się wziąć udziału w dyskusji. Powód? Udział w programie Wojciecha Muchy, który po śledztwie dziennikarskim opublikował w tygodniku „Gazeta Polska” krytyczny artykuł na temat przemysłu futrzarskiego.

- Jak na dziennikarzy przystało – jeśli pojawia się jakiś temat w przestrzeni publicznej to sprawdzamy, czy wart jest zainteresowania. Ten temat jest wart o tyle, bo wiąże się z nim wiele kontrowersji, niedomówień, niedopowiedzeń. A przede wszystkim jest to, co jest solą dziennikarstwa – wielki lobbing, wielkie pieniądze i polityczna gra o dużą stawkę – mówił Wojciech Mucha.

Z kolei Jacek Liziniewicz zwrócił uwagę na powiązania wielu polityków z branżą futrzarską.

- Oczywiście wielu polityków jest bezpośrednio związanych z branżą futrzarską. Nie jest tajemnicą, że w trakcie poprzednich rządów, kiedy wielkie hodowle farm futerkowych znacznie się rozwinęły to działo się to pod parasolem urzędów kierowanych przez Platformę Obywatelską i PSL. Zresztą wielu polityków tych formacji brało udział i ma własne hodowle. Jednym z przykładów jest pan Rajmund Gąsiorek – podkreśla Jacek Liziniewicz.

 
Wojciech Mucha odniósł się natomiast do zachowania przedstawicieli branży futrzarskiej, którzy nie zgodzili się wziąć udziału w dyskusji właśnie ze względu na obecność dziennikarza „Gazety Polskiej”.

- Jest wiele pytań i szkoda, że przedstawiciele branży futerkowej nie chcą się z nami spotkać. Jak to się stało, że hodowla norki amerykańskiej przeżywa swój rozkwit dopiero, gdy ten gatunek wykreślono z listy gatunków inwazyjnych? Stało się to w niejasnych okolicznościach, za rządów PO. W pierwszym tekście, który napisałem w połowie zeszłego roku wykazaliśmy, że senator PO Piotr Gruszczyński skutecznie się przyczynił do tego by norkę amerykańską wykreślić z listy gatunków inwazyjnych. Sam później przyznał się, że dostał od Rajmunda Gąsiorka 10 tys. zł na kampanię wyborczą. Zwykły, jeden poseł Ruchu Palikota, Andrzej Piątak był właścicielem fermy o wartości 2,5 mln złotych. To pokazuje, że politycy są uwikłani w tę branżę, ten lobbing jest skuteczny, jeśli się przyjrzymy w jaki sposób to funkcjonuje, to widać, że nie muszą już płacić na Platformę Obywatelską [...] Nie jesteśmy w stanie porozmawiać z hodowcami, musimy opierać się na informacjach, które oni sami publikują. Jako dziennikarzowi schlebia mi, że hodowcy nie przyszli ze względu na moją obecność. Gdyby pan Szczepan Wójcik uznawał, że nie znam się na tym temacie, to by mnie zrównał z ziemią podając fakty, a fakty są takie, że niestety hodowcy zawyżają każde dane, które przedstawiają w przychylnych sobie mediach – począwszy od liczby zatrudnienia, poprzez liczbę ferm, po rzeczywisty udział branży w rynku, to ile zwierząt jest w Polsce - tłumaczył Wojciech Mucha.


cytaty za telewizjarepublika.pl

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Historyczny mecz Lechii Dzierżoniów

/ derJani

  

Mecz Lechii Dzierżoniów z Jagiellonią Białystok w 1/32 finału piłkarskiego Pucharu Polski będzie historycznym, bo pierwszym oficjalnym pojedynkiem tego trzecioligowca z Dolnego Śląska z drużyną ekstraklasy.

W Dzierżoniowie już wszystko jest zapięte na ostatni guzik i wszyscy wyczekują środy, kiedy przyjedzie tam lider ekstraklasy. Dyrektor klubu Adam Bagiński przyznał, że przygotowania do meczu trochę go zaskoczyły.

"Musiałem kilka kwestii uzgodnić z Jagiellonią, a tam od każdej sprawy jest... osobny człowiek. Trzeba się było się nadzwonić, aby wszystko dopiąć. U nas wszystko ogarniają jedna, dwie osoby"

– przyznał z uśmiechem.

Dla Lechii pojedynek z "Jagą" będzie historyczny, bo po raz pierwszy zagra w meczu o stawkę z przedstawicielem ekstraklasy. Drużyna z Dzierżoniowa mierzyła się już z Śląskiem Wrocław, Wisłą Kraków, a także Legią Warszawa, ale z tymi dwoma pierwszymi to było w drugiej lidze (dzisiejsza pierwsza), a z tą ostatnią rozegrała tylko sparing.

Trener Zbigniew Soczewski powiedział, że dla jego podopiecznych to wielkie wyzwanie, ale przede wszystkim przygoda.

"Nie przygotowujemy się jakoś specjalnie do tego meczu, bo to nie miałoby sensu. Różnica klas jest zbyt duża, poza tym znamy swoje miejsce w szeregu. To nie znaczy jednak, że nie zależy nam na Pucharze. Wręcz przeciwnie. Chcemy pokazać się z jak najlepszej strony, powalczyć o korzystny wynik, ale najważniejsza jest liga, bo w niej gramy cały rok, a nie jeden mecz"

– tłumaczył.

Lechia gra w trzeciej grupie trzeciej ligi i na razie nie radzi sobie najlepiej, bo po dziewięciu kolejkach ma siedem punktów i zajmuje odległe 16. miejsce.

Soczewski nie ukrywa, że jego piłkarzom będą drżeć nogi przed pierwszym gwizdkiem w środę.

"Mogę im tłumaczyć, że nie ma się co bać, ale oni sami muszą sobie to poukładać w głowie. Myślę, że z biegiem gry trema minie. Oby tylko przetrzymać pierwsze minuty, nie dać się stłamsić i później będzie już tylko lepiej. Mam przynajmniej taką nadzieję. Gdyby udało nam się w regulaminowym czasie nie przegrać, będzie wielki sukces"

– dopowiedział.

Kameralny stadion w Dzierżoniowie może pomieścić ok. 4 tys. kibiców, ale włodarze klubu nie spodziewają się takiej frekwencji.

"Kompletu nie będzie, ale na pewno przyjdzie więcej kibiców niż na normalny ligowy mecz. Chcielibyśmy, aby to było święto piłki nożnej w Dzierżoniowie. Nie łudzimy się, że uda nam się ograć Jagiellonię, ale z drugiej strony to rywale muszą wygrać, a my tylko możemy. Jak przegramy, świat się nie zawali. Może zdarzy się wielka sensacja, bo taką byłby nasz awans?"

– nadmienił Bagiński.

Włodarze Lechii przyznają, że mecz z przedstawicielem ekstraklasy może być doskonałą okazją, by któryś z miejscowych graczy zwrócił na siebie uwagę. To w zespole z Dzierżoniowa przygodę z piłką nożną zaczynali Krzysztof Piątek (później Zagłębie Lubin, Cracovia, a obecnie Genoa CFC) oraz Jarosław Jach (Zagłębie Lubin, Crystal Palace, z którego wypożyczony jest tureckiego Caykur Rizespor).

"Chcemy, aby przygoda z Pucharem Polski trwała jak najdłużej, ale jesteśmy realistami. To będzie starcie zawodowców, którzy żyją z gry w piłkę nożną, z amatorami, którzy bawią się w futbol. Chciałbym, abyśmy stworzyli fajne widowisko, o którym kibice jeszcze długą będą rozmawiać"

- podsumował trener Lechii.

Początek meczu Lechia – Jagiellonia w środę o godz. 16.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl