"Polskie mięso drobiowe bezpieczne dla konsumentów"

/ By Taken byfir0002 | flagstaffotos.com.auCanon 20D + Tamron 28-75mm f/2.8 - Own work, GFDL 1.2, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=135320

  

Mięso drobiowe dostępne na polskim rynku jest całkowicie bezpieczne dla konsumentów, a producenci drobiu działają zgodnie z restrykcyjnymi przepisami prawa krajowego oraz unijnego - poinformowała Krajowa Rada Drobiarstwa, odnosząc się do raportu NIK.

Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła w województwie lubuskim w I półroczu 2017 r. kontrole dotyczące stosowania antybiotyków u zwierząt w latach 2015 i 2016. Wyniki kontroli wskazują, że w Lubuskiem antybiotyki w hodowlach zwierząt stosowane były powszechnie: 70 proc. wszystkich hodowców zwierząt, objętych monitoringiem wody i pasz stosowało antybiotyki, a w przypadku stad indyków i kurcząt odsetek ten przekraczał 80 proc.

Jak zaznacza Krajowa Rada Drobiarstwa-Izba Gospodarcza w przysłanym oświadczeniu, "zgodnie z obowiązującymi regulacjami antybiotyki są dopuszczone w procesie produkcji i hodowli drobiu wyłącznie z przepisu i pod nadzorem lekarza weterynarii, a bezwzględna konieczność stosowania okresów karencji zabezpiecza przed przenikaniem leków do mięsa drobiowego, trafiającego do konsumentów".

Krajowa Rada Drobiarstwa zauważa, że raport NIK jednoznacznie stwierdził, iż "w każdym zbadanym wypadku użycie antybiotyków było uzasadnione względami leczniczymi”.

Przytoczony przez NIK argument, że „w ciągu pięciu lat (2011-2015) w Polsce sprzedaż antybiotyków weterynaryjnych wzrosła o 23 proc.”, nie świadczy o zwiększeniu ich stosowania w chowie drobiu, gdyż w tym samym okresie, tj. w latach 2011-2015, nastąpił dynamiczny wzrost produkcji mięsa drobiowego w naszym kraju, który wyniósł blisko 55 proc.

Zdaniem organizacji drobiarzy, w tym kontekście raport NIK wskazuje na wyhamowanie dynamiki sprzedaży antybiotyków weterynaryjnych w Polsce. Szczególnie jest to widoczne w latach 2014-2015.

KRD zwraca uwagę, że zdecydowana większość hodowców i producenci drobiu w Polsce prowadzi swoją działalność także w oparciu o dodatkowe krajowe i międzynarodowe systemy kontroli jakości, takie jak QAFP, QNS, BRC, IFS, które wymagają od nich stosowania uzupełniającego nadzoru oraz niezależnej certyfikacji procesu produkcji, tym samym pełniąc rolę kolejnego elementu, gwarantującego bezpieczeństwo mięsa drobiowego wprowadzanego do obrotu.

Skuteczne wdrożenie zasad kontroli jakości jest warunkiem koniecznym pozwalającym na uzyskanie możliwości sprzedaży drobiu na wymagających rynkach państw członkowskich Unii Europejskiej, takich jak m.in. Niemcy, Wielka Brytania czy kraje skandynawskie - wskazuje Izba Gospodarcza producentów drobiu. Podkreśla też, że rosnąca dynamika eksportu rodzimego drobiu na te rynki świadczy o utrzymywaniu przez polski przemysł drobiarski najwyższych standardów bezpieczeństwa produkcji.

Równolegle KRD-IG podkreśla, że temat ograniczenia stosowania antybiotyków w produkcji i chowie drobiu jest jednym z priorytetów działalności Izby oraz jej członków, reprezentujących ponad 70 proc. rynku drobiarskiego w Polsce. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Walentynowicz to iskra, która zapaliła ogień"

/ European Solidarity Centre [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)]

  

- Anna Walentynowicz była iskrą, która zapaliła ogień wysadzający komunistów w powietrze – mówił na spotkaniu w Łodzi historyk Sławomir Cenckiewicz, współautor albumu "Anna Walentynowicz 1929-2010", poświęconego opozycjonistce.

Spotkanie w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi, połączone z promocją książki, zorganizowane zostało w przededniu 37. rocznicy wprowadzenia w Polsce stanu wojennego przez łódzki oddział IPN.

Wydany przez Instytut Pamięci Narodowej w 2017 r. album - autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Adama Chmieleckiego - zawiera ponad 300 stron m.in. fotografii i kopii dokumentów dotyczących życia i dokonań bohaterki Solidarności. Zdaniem Cenckiewicza, album to historia Anny Walentynowicz opowiedziana przez zdjęcia. Ma ona m.in. pokazać wielkość tej postaci, przywrócić pamięć nie tylko o niej, ale o ludziach Solidarności, czy ruchu antykomunistycznego przed sierpniem 1980 r., którzy w jakiś "sposób zostali wymazani z kart historii". "Anna Walentynowicz by nie chciała, aby to był pomnik wystawiony tylko jej samej" – powiedział Cenckiewicz.

Przyznał, że znał osobiście Walentynowicz, a rozmawiał z nią po raz ostatni na kilka dni przed jej tragicznym wylotem do Smoleńska. Cała zapłakana miała mu wówczas mówić, że nie miała pełnej świadomości, na temat tego, co się wokół niej działo i wokół całego ruchu Solidarności. Cenckiewicz podkreślił, że zarówno ona sama, jak również całe środowisko tzw. "gwiazdozbioru" – osób skupionych wokół Andrzeja i Joanny Gwiazdów - ukształtowanego przez Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, już u zarania powstania Solidarności, na przełomie sierpnia i września 1980 r., "zostali wskazani jako grupa, którą trzeba wyeliminować z rodzącego się ruchu".

Zdaniem historyka, Wojciech Jaruzelski i Stanisław Kania (w latach 1980-81 I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR) szczególnie się na Walentynowicz uwzięli. Wszelkie notatki esbeckie na jej temat wędrowały na ich biurka. "Komuniści doceniali jej znaczenie dla tego ruchu solidarnościowego. Była iskrą, która zapaliła ten ogień wysadzający komunistów w powietrze" – mówił. Zwrócił uwagę, że pamięć o Annie Walentynowicz zamazywana była także po 1990 r. ub. wieku, nie tylko przez władze, ale co jego zdaniem było szczególnie bolesne - przez historyków.

Jak mówił, Walentynowicz "ukochała miasto Łódź", do którego wielokrotnie przyjeżdżała na spotkania z robotnicami - miała wielki szacunek do ludzi ciężkiej pracy, umęczonych w warunkach PRL i w pewnym sensie już wtedy wykluczonych.

Historyk odniósł się też do postaci Lecha Wałęsy. Jak powiedział, jako historyk kwestionuje zasługi Wałęsy dla Solidarności. Wiedza, którą posiadł, każe mu mówić o Wałęsie jako "o człowieku tamtej strony". Według niego Wałęsa nie był politykiem suwerennym, nawet wtedy, gdy stał na czele Solidarności.

Album "Anna Walentynowicz 1929-2010" otwiera wiersz "Pani Cogito" Wojciecha Wencla, który powstał po tragicznej śmierci bohaterki Solidarności w katastrofie smoleńskiej.

Tom składa się z komentarza historycznego Cenckiewicza i Chmieleckiego oraz siedmiu rozdziałów. W albumie przypomniano, że to właśnie dzięki postawie m.in. Walentynowicz, stoczniowcy kontynuowali "solidarnościowy" strajk z innymi zakładami w Polsce.

Inne rozdziały albumu dotyczą rodziny Anny Walentynowicz z domu Lubczyk, w tym jej męża Kazimierza Walentynowicza i syna Janusza, czy też działalności w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża. Album prezentuje też tę część jej życia, gdy Walentynowicz, obok Lecha Wałęsy, stała się ikoną Solidarności i okres, gdy była z Wałęsą w konflikcie. Nie brakuje też wielu informacji i dokumentów dotyczących represji wobec niej, stosowanych m.in. przez Służbę Bezpieczeństwa, (w 1981 r. SB próbowała ją otruć), a także dotyczących okresu jej internowania w stanie wojennym i późniejszych pobytów w więzieniach. Rozdział pt. "Ostatni lot" przypomina, że Anna Walentynowicz zginęła w katastrofie smoleńskiej w drodze na uroczystości 70-lecia zbrodni katyńskiej. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl