Jak rozpoznać niebezpieczne aplikacje? To da się zrobić

/ MariusMB; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że Polacy są na szarym końcu Europy pod względem kompetencji cyfrowych. Prawie 1/3 nigdy nie korzystała z Internetu, a wśród osób, które w domu nie posiadają dostępu do Internetu czy nawet komputera, aż 63% uważa, że zwyczajnie nie jest im oto niczego potrzebne. Na szczęście świadomość możliwości, jakie daje korzystanie z sieci, stopniowo rośnie. Według badania przeprowadzonego na zlecenie Digital Virgo, 65% polskich internautów przynajmniej raz w życiu kupiło w Internecie treści lub usługi cyfrowe. Zasadniczą kwestią, której Polacy nie poświęcają szczególnej uwagi, jest niestety nadal bezpieczeństwo danych i płatności.

Pobieranie aplikacji na telefon czasem niesie za sobą pewne ryzyko. Jest ono podobne do tego, które znamy gdy korzystamy z komputera. Na co uważać przy instalowaniu nowej aplikacji w telefonie i jak możemy ustrzec się zagrożeń?
 
Przy ściąganiu programu warto zwracać uwagę na uprawnienia, do których mamy dać dostęp. Jeśli aplikacja jest nieskomplikowana i ma mało funkcji, a żąda dostępu do wielu uprawnień, nie powinna wzbudzać zaufania.

- Przykładowo, jeśli chcemy zainstalować aplikację typu latarka a ona ma dziesięć uprawnień typu wysyłanie SMS-ów, nawiązywanie połączeń to od razu powinna się nam „zapalić lampka kontrolna” - mówi Marcin Łaciak, dyrektor sprzedaży i marketingu Digital Virgo.


Oczywiście uprawnienia są czymś na co powinniśmy uważać w przypadku instalowania aplikacji, ale kiedy są to aplikacje do portali społecznościowych to dostęp do naszych kontaktów, czy wysyłanie SMS-ów jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania aplikacji.
 
65% polskich internautów przynajmniej raz dokonało w Internecie zakupu treści i usług cyfrowych: e-booka, muzyki, dostępu do platformy VoD, biletu czy gry. Najczęściej są to osoby do 24 roku życia i mieszkańcy mniejszych miast. Z badania wynika, że:
 
- Wobec zakupów w Internecie bardziej nieufni są mężczyźni – ponad 32% w tych, którzy nigdy nie kupowali w sieci, wskazało właśnie na ten powód
- Dla tych, którzy kupują online, liczy się przede wszystkim wygoda- dotyczy to również wyboru formy płatności
- Treści cyfrowe służą Polakom przede wszystkim do rozrywki, w celach zawodowych częściej kupują je kobiety
- Korzystanie z tzw. torrentów nie jest alternatywą dla w pełni legalnego kupowania dostępu do muzyki czy filmów

 
Według raportu najpopularniejszą metodą płatności jest zwykły przelew internetowy (42%), na drugim miejscu znajdują się systemy płatności

- Polacy nie mają świadomości zagrożeń, jakie mogą wiązać się z korzystaniem z niezaufanych sieci WiFi, ściąganiem zainfekowanego oprogramowania czy podawaniem pełnych danych dostępu do konta bankowego bądź karty kredytowej. Świadczy o tym fakt, że aż 60% internautów, wybierając metodę płatności, kieruje się przede wszystkim wygodą, a tylko 18,6% kupujących w Internecie Polaków zadeklarowało, że wybiera najbezpieczniejszą metodę płatności - zwraca uwagę Marcin Łaciak, dyrektor sprzedaży i marketingu Digital Virgo.

Ekspert zaleca także się szczególną ostrożność przy dokonywaniu płatności w aplikacjach mobilnych. Dokonywanie transakcji kartą płatniczą z podaniem pełnych danych karty powinno się odbywać tylko w zaufanych i sprawdzonych aplikacjach, które są rekomendowane przez innych użytkowników.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Newsrm.tv

Tagi

Wczytuję komentarze...

Byli policjanci prawomocnie skazani. Mieli bezpodstawnie używać paralizatora

Zdjęcie ilustracyjne / Jan Sroda/Gazeta Polska

  

Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy wyrok tamtejszego sądu rejonowego, który skazał na kary więzienia trzech byłych już policjantów. Byli oskarżeni o bezprawne użycie paralizatora.

W styczniu tego roku lubelski sąd rejonowy, który rozpatrywał tę sprawę w pierwszej instancji, uznał b. policjanta Marcina G. winnym znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dwiema zatrzymanymi osobami przez rażenie ich paralizatorem. Skazał go za to na trzy lata więzienia.

Dwaj inni byli funkcjonariusze - Piotr D. i Łukasz U. - zostali skazani na kary po roku więzienia za przyzwolenie na znęcanie się nad zatrzymaną osobą.

Od wyroków odwołali się obrońcy wszystkich oskarżonych, a także prokurator.

"Wszystkie wniesione w sprawie apelacje okazały się bezpodstawne i stąd, nie zasługiwały na uwzględnienie"

– powiedziała w uzasadnieniu dzisiejszego wyroku sądu okręgowego sędzia Dorota Janicka.

Jak dodała, sąd rejonowy prawidłowo przeprowadził postępowanie i właściwie ocenił materiał dowodowy.

"W sprawie jest szereg dowodów, które wprost świadczą o winie wszystkich oskarżonych"

– zaznaczyła sędzia.

Sąd Okręgowy wprowadził jedynie niewielkie poprawki w treści orzeczenia, ale zasądzone kary pozostały bez zmian. W procesie odwoławczym sąd jeszcze raz przeanalizował zapisy monitoringu z izby wytrzeźwień, gdzie miało dojść do znęcania się nad zatrzymanymi. W ocenie sądu odwoławczego ten zapis potwierdza ustalenia sądu pierwszej instancji. Sędzia podkreślała, że użycie paralizatora nie było jednokrotne, tylko wielokrotne. Łączyło się również z poniżaniem.

Sąd pierwszej instancji uznał za udowodnione, że funkcjonariusz III komisariatu lubelskiej policji, 41-letni Marcin G., kilkakrotnie raził nielegalnie posiadanym paralizatorem dwie osoby zatrzymane do wytrzeźwienia w czerwcu ubiegłego roku, podczas Nocy Kultury w Lublinie. Miał je razić paralizatorem w genitalia.

Przy rażeniu paralizatorem jednego z zatrzymanych byli obecni dwaj inni funkcjonariusze z tego samego komisariatu, 38-letni Piotr D. i 36-letni Łukasz U. Nie przeszkodzili oni w znęcaniu się nad poszkodowanym - uznał sąd.

Oprócz kary więzienia dla Marcina G. sąd pierwszej instancji orzekł także zakaz wykonywania zawodu policjanta na sześć lat, a wobec Piotra D. i Łukasza U. - po cztery lata. Marcin G. ma zapłacić poszkodowanym łącznie 50 tys. zł tytułem nawiązki, zaś Piotr D. i Łukasz U. po 5 tys. zł.

Uzasadniając orzeczenie, sędzia Jarosław Dul podkreślał, że dowodem wyjściowym dla ustalenia winy oskarżonych była obdukcja lekarska jednego z pokrzywdzonych, obywatela Francji, 30-letniego Igora C. Lekarz stwierdził w ramach oględzin rany, które mogły być skutkiem użycia paralizatora. U oskarżonego Marcina G. w szafce na komisariacie znaleziono prywatną latarkę z paralizatorem, taką samą, jaką miał on przy sobie w Noc Kultury w izbie wytrzeźwień, co zarejestrował monitoring.

Wszyscy trzej oskarżeni zostali usunięci z policji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl