W warszawskim matriksie. O czym Jakub R. - nowy ulubieniec Platformy - pisał w listach do HGW?

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/geralt

  

"Nie ma afery reprywatyzacyjnej" - to w piśmie skierowanym do prezydent Warszawy stwierdził Jakub R., nowy ulubieniec PO, który zza krat aresztu śledczego we Wrocławiu stara się oczernić obecnych szefów specsłużb. Podczas dzisiejszego posiedzenia komisji weryfikacyjnej ws. kamienicy przy Mokotowskiej 36 okazało się także, że R. miał naciskać na urzędniczkę, by ta podpisała decyzję zwrotową, mimo że była przeciwna reprywatyzacji nieruchomości.

Jakub R., były wicedyrektor Biura Gospodarowania Nieruchomościami stołecznego ratusza, jedna z grubych ryb warszawskiej reprywatyzacji, który w styczniu 2017 r. został zatrzymany przez CBA i od tamtej pory przebywa w areszcie we Wrocławiu, od kilku tygodni jest wielkim ulubieńcem PO. Wszystko za sprawą donosów, które pisze zza krat pod adres m.in. prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Insynuuje w nich rzekome powiązania szefów obecnych specsłużb - Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika i Ernesta Bejdy - z jego osobą.

Niedługo po ujawnieniu sprawy donosów pisanych przez Jakuba R., do naszej redakcji wpłynęło oświadczenie pełnomocnika innego zatrzymanego w związku z aferą reprywatyzacyjną - Grzegorza M. 

Działając jako obrońcy adwokata Grzegorza M. odcinamy się od pomówień podejrzanego Pana R. i nieprawdziwych insynuacji w stosunku do CBA i jego kierownictwa. Klient nie ma zastrzeżeń co do działania CBA. Czynności dokonywane przez CBA były wzorowo przeprowadzane i w żaden sposób nie naruszały żadnych norm

- pisze pełnomocnik M., Jerzy Szaniawski.

CZYTAJ WIĘCEJ: Insynuacje "prawej ręki" HGW. Platforma szuka afery, a rzecznik PiS celnie ripostuje

Dziś rzecznik Komisji Weryfikacyjnej badającej dziką reprywatyzację w stolicy ujawnił fragment pisma Jakuba R. do Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Nie ma afery reprywatyzacyjnej. Jest polityczne polowanie na czarownice (...) Proszę nigdy nie wątpić w moją praworządność i etykę

- pisał były wicedyrektor BGN.

Czy w "praworządność i etykę" Jakuba R. nie należy wątpić również wtedy, gdy miał naciskać na urzędniczkę, by ta wydała i podpisała pozytywną decyzję zwrotową, chociaż była ona przeciwna reprywatyzacji? Takich bowiem informacji dowiadujemy się z dzisiejszego przesłuchania przed Komisją Weryfikacyjną urzędniczki Agaty Szpakowskiej-Ignaczak w związku z reprywatyzacja kamienicy przy Mokotowskiej 36 w Warszawie.

Połowę praw do nieruchomości przy Mokotowskiej uzyskała była pracownica Ministerstwa Sprawiedliwości Marzena K. W połowie 2017 r. sprzeciw wobec reprywatyzacji wyraziła prokuratura. Nieruchomość została zwrócona, chociaż już w 2004 r. odmówiono reprywatyzacji kamienicy przy Mokotowskiej. Dziś, podczas przesłuchania urzędniczki, przypomniano jej, że w sprawie Mokotowskiej 36 przygotowała dwie decyzje - odmowną w 2004 i pozytywną - w 2011 r. Nie potrafiła odpowiedzieć, skąd ta rozbieżność.

Pokazała jednak komisji notatkę, sporządzoną przez siebie w 2011 r., w której przedstawiała swoje wątpliwości dotyczące przekazania kamienicy. Notatka została przekazana przełożonym świadek w Biurze Gospodarki Nieruchomościami. Przyznała, że znalazły się w niej wątpliwości prawne, w której świadek nie czuła się "za mocna". Patryk Jaki zauważył, że nie ma jej w aktach sprawy i pytał, czy przełożeni mogli ją ukryć. Świadek odpowiedziała, że nie wie, co się mogło z nią stać.

W notatce znalazła się informacja, że świadek nie chce parafować decyzji zwrotowej. Jaki pytał, czemu jednak pod decyzją znalazł się jej podpis.

Okazuje się, że jej zwierzchnicy - Krzysztof R., Gertruda J. oraz właśnie Jakub R. - wywierali na nią nacisk, by przygotowała i podpisała się pod decyzją pozytywną, mimo że była ona temu przeciwna. 

Jakub R. - według ustaleń śledczych - miał przyjąć łącznie ponad 45 mln złotych łapówek w zamian za decyzje zwrotowe. Ostatnia podpisana przez niego decyzja - dotycząca nieruchomości przy Chmielnej 70 - została "wyceniona" na 2,5 mln złotych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Mecenas od reprywatyzacji zaczął sypać! Czy pociągnie za sobą HGW?
 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Twitter, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Niecodzienny gość w Alpach. Policjanci i strażacy zrobili obławę na... kangura

zdjęcie ilustracyjne / Pixabay.com/CC0/PhotoMIX-Company

  

Austriaccy policjanci i strażacy w alpejskiej miejscowości Mattsee, na północy kraju, złapali kangura, którego niespodziewana obecność niemal doprowadziła do wypadku drogowego - podaje hiszpańska agencja EFE. Na razie nie wiadomo, kto jest właścicielem zwierzaka.

Jak poinformowała policja w Salzburgu, kangura złapano w nocy z piątku na sobotę. Przestraszony kierowca samochodu zgłosił policjantom, że niewiele brakowało, a zderzyłby się z kangurem, który siedział na skraju łąki.

"Zaskoczeni policjanci rzeczywiście zobaczyli kangura" i usiłowali go schwytać, "ale nie udało im się ze względu na szybkość, z jaką poruszało się zwierzę"

- brzmi komunikat policji.

Następnie - poinformowano - "jedynie dzięki pomocy ochotników ze straży pożarnej w Mattsee udało się 'zatrzymać' zwierzaka i go złapać, po trwających ponad godzinę wysiłkach".

Na razie nie wiadomo, kto jest właścicielem kangura, który dotarł do austriackich Alp. "Zatrzymany" kangur został unieruchomiony i dostał zastrzyk uspokajający od weterynarza - członkini lokalnej straży pożarnej. Do czasu podjęcia decyzji o dalszym losie zwierzaka o kangura zadba tamtejsza jednostka straży. 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl