Papież: Za mszę się nie płaci. Msza to bezinteresowna ofiara Chrystusa

/ pixabay.com/CC0/reynaldodallin

  

Papież Franciszek powiedział dziś, że "za mszę się nie płaci". W ten sposób w czasie audiencji generalnej odniósł się do mszy odprawianych w różnych intencjach, zwykle za zmarłych. Wyjaśnił, że można dać ofiarę.

Zwracając się do wiernych w czasie spotkania w Watykanie papież mówił, że ludzie pytają: "Ile mam zapłacić za mszę, aby odczytane zostało podane przeze mnie imię?"

- Nic. Zrozumiano? Nic. Za mszę się nie płaci, msza to ofiara Chrystusa, która jest bezinteresowna

 - podkreślił Franciszek w kolejnej katechezie na temat mszy. Następnie wyjaśnił:

"Jeśli chcesz ofiarować datek, zrób to, ale nie płaci się".

Słowa pozdrowień papież skierował do uczestników rozpoczynających się w piątek Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich w Pjongczangu. Zauważył, że zakończone tam niedawno Zimowe Igrzyska Olimpijskie "pokazały, że sport może stawiać mosty między skonfliktowanymi krajami i wnieść ważny wkład w perspektywę pokoju wśród narodów".

"Igrzyska Paraolimpijskie jeszcze bardziej dowodzą tego, że poprzez sport można pokonać swoją niepełnosprawność" - dodał. "Paraolimpijczycy są dla wszystkich wzorem odwagi, wytrwałości i uporu, by nie dać pokonać się przez ograniczenia" - oświadczył Franciszek. Wyraził przekonanie, że sport to "wspaniała szkoła integracji".

Pozdrowił Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski, sportowców i naród koreański.

Papież powiedział też, że w piątek w bazylice świętego Piotra odprawi liturgię pokutną w ramach inicjatywy "24 godziny dla Pana". Zaapelował, aby tego dnia wszędzie kościoły były dłużej otwarte dla tych, którzy chcą "przygotować się do Wielkanocy poprzez sakrament pojednania i doświadczyć w ten sposób Bożego miłosierdzia".

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Na nich zawsze można liczyć! Przy polskich kibicach w Moskwie mogli grać niemal jak u siebie

zdjęcie ilustracyjne / fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Biało-czerwone barwy stadionu Spartaka i zdecydowana większość Polaków na trybunach – w meczu mistrzostw świata z Senegalem (1:2) w Moskwie piłkarze Adama Nawałki mogli czuć się jak u siebie. To jednak nie pomogło w zdobyciu choćby jednego punktu.

Mielec, Tychy, Biłgoraj, Wronki, Gdynia, Zabrze, Międzyzdroje, Libiąż, Sochaczew, Lubartów, Śliwice, Brodnica – nazwy miast na biało-czerwonych flagach, rozwieszonych na trybunach, nie pozostawiały wątpliwości, że na mecz z Senegalem przybyli kibice z całej Polski

Jeden z głównych sektorów polskich kibiców znajdował się za stojącym blisko murawy pomnikiem czterech braci Starostinów, założycieli miejscowego Spartaka (przedstawia dwóch braci siedzących na ławce, a pozostałych dwóch - stojących tuż za nią).

Tak naprawdę jednak polscy kibice byli na trybunach praktycznie wszędzie – w zdecydowanej większości zapełnili stadion Spartaka.

Nic więc dziwnego, że przed meczem i w jego trakcie rozlegało się głośne „Polacy gramy u siebie!”. Z dalekiego Senegalu przybyła tu garstka fanów, których doping nie mógł się przebić na trybunach.

Entuzjazmu polskich fanów nie ostudził nawet padający godzinę przed meczem deszcz, a jeszcze bardziej otuchę w ich serca wlał przemawiający krótko przed meczem – jako gość FIFA – Władysław Żmuda, uczestnik czterech mundiali (1974, 1978, 1982, 1986). Później na trybunach były obrońca reprezentacji Polski siedział obok słynnego Niemca Lothara Matthaeusa.

„Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Polska gra”

– niosło się w trakcie pierwszej połowy po stadionie w moskiewskiej dzielnicy Tuszyno.

Kiedy jednak w 28. minucie Arkadiusz Milik w ciągu kilku sekund podał dwukrotnie niecelnie, rozległy się gwizdy.

„My chcemy gola!” – krzyczeli coraz bardziej zniecierpliwieni kibice.

Ale bramkę zdobyli Senegalczycy, przy udziale pechowo interweniującego Thiago Cionka. Schodzących na przerwę Polaków pożegnały gwizdy.

Po pierwszej połowie rozgrywającego setny mecz w kadrze Jakuba Błaszczykowskiego zmienił Jan Bednarek.

Kwadrans po wznowieniu gry było już 2:0 dla Segenalczyków.

„Polacy gramy do końca” – krzyczeli kibice. Po jednej z kolejnych nieudanych akcji zaczęły jednak padać niewybredne okrzyki z trybun.

W 86. minucie Grzegorz Krychowiak strzelił kontaktowego gola i stadion znów zaczął „żyć”.

„Jeszcze jeden” – skandowali polscy fani. Do końca wynik jednak już nie uległ zmianie.

Nieliczni fani z Senegalu zaczęli tańczyć na trybunach i po raz pierwszy tego dnia byli słyszalni. A trener zwycięskiej ekipy Aliou Cisse podszedł do nich, położył rękę na sercu i wykonał kilka ukłonów niemal do ziemi...

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl