Iwicki o Eurowizji: Zawieziemy drzewo do lasu

Piotr Iwicki / fot. YouTube

  

W sobotę poznaliśmy polskiego reprezentanta w tegorocznym 63 Konkursie Piosenki Eurowizji. Między 8 a 12 maja w Lizbonie po słowie „Poland” pojawi się polsko-szwedzki tandem Gromee i Lukas Meijer z piosenką „Light Me Up”. Zasłużenie - pisze na łamach "Gazety Polskiej Codziennie" Piotr Iwicki.

Sobotnie prezentacje polskich eliminacji otworzył Paweł Stasiak z Papa D. czyli filar Papa Dance, teraz funkcjonujący pod pseudonimem Pablosson. O piosence „Sunflower” powinniśmy jak najszybciej zapomnieć. Przyrównanie jej do disco polo jest obrazą dla disco polo. Marta Gałuszewska w piosence „Why Don’t We Go” będącej anglojęzyczną wersją „Nie mów mi nie”, miała świetny refren, trochę w duchu Margaret. Mogły też zachwycić kolorowe włosy artystki, i dzięki nim zapadnie nam ona na dłużej w pamięci. Wielu stawiało na Maję Hyży i jej „Skin (Błysk)”. Nie pomogła pięcioosobowa armia kompozytorów piosenki acz chwała za to, że była ona stuprocentowo polska. Future Folk „Krakowiacy i górale”, zdecydowanie zawiedli. Taka propozycja mogła dać efekt przebijając się przez eurowizyjną sztampę już tam, w Lizbonie. No ale najpierw trzeba wygrać u siebie. Nie udało się. Trema? Nie lepiej było za chwilę. Kiedy już myślałem, że Isabell Otrębus w piosence „Delirium” zaczyna czuć scenę i wychodzi z niedoskonałości intonacyjnych, jak na złość w to nieczyste śpiewanie piosenkarka wróciła. Dobry kawałek, wykonanie – dyskwalifikacja. Występujący po niej Gromee czyli Andrzej Gromala i Lukas Meijer z „Light Me Up” pokazali, że wiedzą co to festiwalowa piosenka konwencji Eurowizji i telewizji muzycznych. W 50-procentach polska a w drugiej połowie ukazująca istotny wkład szwedzkiej piosenkarskiej myśli technologicznej czy może raczej koncepcyjnej.

Świetne przyjęcie nie zdeprymowało zespołu Happy Prince, którego „Don’t Let Go” zabrzmiało trochę jak mroczne A-ha. Choć sam Jakub Prachowski nie jest Mortenem Harketem, to w gronie polskich propozycji ta propozycja wybijała się ponad sztampę. Piszę polskich, bo warto dodać, że była to stuprocentowo polska piosenka. I wreszcie kolejna mocna pozycja - Saszan z „Nie chcę Ciebie mniej” Piotra Siejki i Małgorzaty Uściłowskiej, warto dodać, że to ten tandem był częścią twórczego kwintetu odpowiadającego za piosenkę Mai Hyży. Wysoka pozycja Saszan w ostatecznym werdykcie, zasłużona. Na pewno osobowością eliminacji była Ifi Ude a „Love Is Stronger” polsko-nigeryjskiej artystki to na pewno jeden z najlepszych momentów tego wieczoru, świetny pop z silnym fundamentem r’n’b. Ude pięknie wirowała w finale utworu. Niemal jak derwisz. Na koniec pojawiła się Monika Urlik której „Momentum” było do bólu eurowizyjne, przewidywalne acz dobrze zaśpiewane. Zapamiętam na pewno to, że Urlik ma prawdziwie znakomity głos.

Bohaterem wieczoru był też gość ze Szwecji - Måns Petter Albert Sahlén Zelmerlöw czyli zwycięzca konkursu Eurowizji, tego który za sprawą rok wcześniejszego sukcesu Toma Nuewirtha czyli Conchity Wurst odbył się w Wiedniu. Dobre piosenki - przerywniki, świetna reakcja publiczności. Brawo. 

Jeśli zagłębić się w wyniki punktacji, można zauważyć, że byli pewniacy, choć różnorodność zaprocentowała tym, że jurorzy w sumie postawili na zdecydowaną trójkę, najbardziej dopieszczając Happy Prince, drugą Ifi Ude, trzeci był Gromee. I przyznam, że taki wynik moim zdaniem oddawał artystyczny aspekt wykonań koncertowych. Happy Prince zyskał uznanie Maryli Rodowicz, Kasi Moś i Stefano Terrazzino, Jan Borysewicz dały wygraną Monice Urlik a Gromee zdobył serce producenta o pseudonimie Tabb. Gdy wyrok jury połączono z telefonicznym Vox populi vox Dei telewidzów, jednym punktem wygrał Gromee (20 pkt) z Happy Prince (19), a Monika Urlik (17) przeskoczyła Ifi Ude (16). Ostatecznie (łącznie jury + telewidzowie) 14 pkt. dostała Monika Gałuszewska, 9 punktów dla Saszan to istna czara goryczy (wielu uznawało ją za faworytkę), ale na pewno nie mniejsza niż 7 oczek dla Mai Hyży, która dostała tyle samo punktówco Future Folk. Konkursowy ogon stanowiła Isabell Otrębus a szyld „koniec wyścigu” przypadł w udziale Pablossonowi. Cóż, zakwalifikowanie tej piosenki można potraktować jako wstyd dla selekcjonerów, bowiem nie da się ożywić trupa powiewającego brakiem scenicznej wiarygodności. Finałowe dwa punkty pokazują, że zarówno u jurorów jak i telewidzów był najgorszym wykonawcą. Niestety, sobotni wieczór był pechowy dla Future Folk. Niedoskonałość intonacyjna, znacznie wykraczająca za typową, góralską manierę wokalną i dziwna sztywność, pogrzebały zespół.

Polskie eliminacje jeszcze zanim się zaczęły, wzbudziły emocje. Niezdrowe. Otóż z dziesięciu piosenek, tylko cztery były całkowicie polskie. Pozostałe były albo efektem pracy połączonych sił polsko-zagranicznych, bądź wręcz były produktem stricte zagranicznym, wykonanym przez Polaków. Oczywiście wszystko zgodnie z regulaminem, tym samym, który sprawia, że Margaret startuje w eliminacjach szwedzkich a Australia jest uczestnikiem konkursu na jej Antypodach. I choć trzymam kciuki za Gromeego w Lizbonie, dziwnie czuję, że organizacja konkursu w przyszłym roku nam nie grozi.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Dywizjon 303" już w sierpniu w kinach!

/ fot. www.dystrybucjamowiserwis.pl/ mat.pras.

  

31 sierpnia wejdzie do kin pierwszy polski film fabularny o Dywizjonie 303. Produkcja opowiada prawdziwą historię Dywizjonu 303 inspirowaną bestsellerem Arkadego Fiedlera. Syn autora – Marek Fiedler przekonuje, że każdy z Polaków powinien ten film zobaczyć.

Niesłychanie cieszę się, że ten film powstał. Myślę, że każdy z nas Polaków, powinien zobaczyć Dywizjon 303. Jestem bardzo związany z tym projektem, bo książkę napisał mój ojciec – Arkady Fiedler. Gdyby ojciec wiedział, że powstał ten film, niesłychanie by się ucieszył. Ta produkcja, na szczęście, nie będzie dzieliła w Polsce nikogo. Jest to temat jest dla wszystkich Polaków równie ważny, bo to jedno z naszych wspaniałych zwycięstw, o których powinniśmy pamiętać. To film o Polakach, którzy zasługują na to, żeby ich przypomnieć

 – mówi Marek Fiedler.

Film „Dywizjon 303” to prawdziwa historia polskich asów przestworzy, inspirowana bestsellerem Arkadego Fiedlera o tym samym tytule. Polscy lotnicy, początkowo niedoceniani i wyśmiewani, stają się legendą. W ramach Królewskich Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii (RAF) tworzą elitarną jednostkę – Dywizjon 303, który nie ma sobie równych. W czasach, gdy każdy dzień mógł być ostatnim, nie wahali się wykonywać ewolucji powietrznych na granicy szaleństwa. Nikt nie latał tak jak oni. Ich ponadprzeciętne umiejętności i niezwykły patriotyzm mogą być przykładem dla kolejnych pokoleń Polaków, czym jest prawdziwe bohaterstwo.

Film opowiada nie tylko o spektakularnych akcjach, w których brali udział podczas Bitwy o Anglię, ale pokazuje również ich życie prywatne. Kogo kochali, kogo stracili i za kim tęsknili. W rolach głównych występują: Maciej Zakościelny, Piotr Adamczyk, Jan Wieczorkowski, Antoni Królikowski, Marcin Kwaśny, Krzysztof Kwiatkowski, Anna Prus i Cara Theobold. Film „Dywizjon 303” jest współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. 

Źródło: mat.pras., niezalezna.pl, www.dystrybucjamowiserwis.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl