Najstraszliwszy przymus

Najstraszliwszemu przymusowi”, czyli skazaniu na śmierć swoich najbliższych, by uratować życie innego człowieka, były poddane oba nasze narody. Negowanie tego faktu wypacza historię i blokuje porozumienie

„Żadnemu granatowemu policjantowi polskiemu, inaczej niż policjantom gettowym, nie groziła śmierć rodziny za odmowę dostarczenia Żydów w ręce Niemców. Wymienianie ich, działających pod najstraszliwszym przymusem, jednym tchem ze sprawcami polskimi, ukraińskimi czy zbrodniarzami niemieckimi, którzy od popełniania zbrodni mogli się uchylić, jest dowodem moralnej ślepoty” – oto fragment oświadczenia polskich środowisk żydowskich po wypowiedzi premiera Morawieckiego w Monachium. Kilka zdań, które szef polskiego rządu wygłosił podczas konferencji prasowej, można uznać za niedostatecznie precyzyjne – jednak gdy zestawimy wszystkie wystąpienia prezesa rady ministrów na temat relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej, oczywisty staje się fakt, że trzeba złej woli, by odczytać je jako zrównujące z działaniami Niemców. W oświadczeniu poruszono jednak bardzo ważną kwestię – nawet kluczową dla zrozumienia postawy bardzo wielu Polaków, którzy wobec niewyobrażalnego cierpienia żydowskich współobywateli zachowali obojętność, a czasami podporządkowali się niemieckiemu prawu okupacyjnemu nakazującemu wydanie ukrywającego się Żyda. Chodzi o „najstraszliwszy przymus” – czyli skazanie na śmierć swoich najbliższych, by uratować życie innego człowieka. Sęk w tym, że również Polacy byli postawieni przed „najstraszliwszym przymusem”. Nie znali go Francuzi czy Holendrzy, ale obywatele okupowanej przez Niemców Rzeczypospolitej znali go doskonale. Policjanci w getcie byli przede wszystkim ochotnikami. Zapewne zgłaszali się na tę służbę w nadziei, że da im i ich bliskim szanse na przeżycie. Bardzo wielu z nich, działając w realiach iście piekielnych, uznało, że podejmując się współpracy z Niemcami, przysłużą się swoim współbraciom – z morza śmierci uratują jak najwięcej istnień. Jestem przekonana, że bardzo wielu Polaków rozumie ich położenie i niesłychany dramat. Trudno wyobrazić sobie straszliwsze zadanie niż tworzenie listy skazanych na zagładę. Lecz być może część z nich tworzyła te spisy, łudząc się, że kogoś uda się pominąć, że z jednej strony listy wypadnie choćby jedno nazwisko. Zapewne byli i tacy, których ta sytuacja zdemoralizowała zupełnie i gotowi byli nawet handlować z przeznaczonymi na wywózkę ich własnym życiem. Jednak skoro środowisko żydowskie potrafi wczuć się w beznadziejne położenie funkcjonariuszy policji w gettach, to dlaczego bardzo często odrzuca prawdę o Polakach, którzy albo bali się pomagać, albo – co gorsze – w obawie o życie własnej rodziny denuncjowali ukrywających się Żydów? Ich postawa nie przynosi chwały, ale nie da się jej zrównać z zachowaniem szmalcowników. Apel premiera Mateusza Morawieckiego o to, by każdy wypadek oceniać indywidualnie, współgra z opisanym przez polskie środowiska żydowskie „najstraszliwszym przymusem”. Generalizowanie zawsze będzie niesprawiedliwe i co ważne – nie będzie zgodne z prawdą. Dopóki będziemy ulegali pokusie wystawiania opinii zbiorowej, dopóty żaden dialog polsko-żydowski nie nastąpi. „Najstraszliwszemu przymusowi” były poddane oba nasze narody. Negowanie tego faktu wypacza historię i blokuje jakiekolwiek porozumienie.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Pieniądze z Moskwy i Berlina w obronie polskich sądów

Na głowę prezydenta Dudy spadły gromy za kilka oczywistych słów na temat stanu Unii Europejskiej. Prymat interesów narodowych nad interesami wspólnoty narodów jest i powinien być sprawą oczywistą, zwłaszcza jeśli rzekome interesy wspólnoty narodów w istocie oznaczają jedynie maskowanie korzyści największego spośród członków wyimaginowanej wspólnoty. Kolejnego przykładu dostarczył w minionym tygodniu Schwab. Poseł Schwab.

Niemiecki socjaldemokrata postanowił zorganizować w Bundestagu spotkanie, w trakcie którego pochylał się nad łamaniem w Polsce praworządności. Gościem tego spotkania postanowił uczynić świetnie znaną w naszym kraju panią Ludmiłę Kozłowską, która ledwie miesiąc temu otrzymała od Polski zakaz wjazdu na teren Unii Europejskiej. Zastrzeżenie jej europejskiej wizy w europejskim systemie wizowym jest działaniem, do którego Polska ma pełne prawo. Nasze służby uznały, że jej aktywność w naszym kraju finansowana jest ze źródeł, co do których istnieją wątpliwości. Na czym one polegają? Nie wiemy. Wiemy jednak, co na temat finansów Otwartego Dialogu pisał zajmujący się białym wywiadem Marcin Rey z bloga „Rosyjska V kolumna w Polsce”: „Całkowicie sprzeczny z pro-ukraińskim wizerunkiem fundacji jest fakt, że wyroby firmy jej głównego darczyńcy, za pośrednictwem dwóch przedstawicielstw w Sankt-Petersburgu, trafiają przede wszystkim do rosyjskich państwowych stoczni obsługujących marynarkę wojenną. Dyrektorzy tych przedstawicielstw, handlujący na co dzień z rosyjską generalicją, należą do największych darczyńców fundacji”. Polska uznała, że próba wpływania na naszą scenę polityczną – w tym na spór dotyczący reformy sądownictwa – przez szefową fundacji finansowanej przez ludzi związanych z otwarcie wrogim Polsce państwem, jest sprzeczna z naszym bezpieczeństwem. Skoro jednak coś niezgodne jest z interesem Polski – bardzo często zbieżne jest z interesem naszych sąsiadów. W tym zwłaszcza dwóch. Rosji i Niemiec. Nie należy się zatem dziwić, że Niemcy na prośbę posła Schwaba wydały specjalną wizę uprawniającą do poruszania się po terenie Niemiec pani Kozłowskiej. Nasi szczerzy partnerzy zza Odry w dokumentach wpisali również, że ta wiza przyznana została właśnie ze względu na interes bezpieczeństwa Niemiec. Pan Poseł Schwab przywitał swojego gościa, odnosząc się do polskiej decyzji o niewpuszczaniu pani Kozłowskiej do systemu wizowego strefy Schengen: „To, co widzieliśmy, to poważne naruszenie mechanizmu Schengen, jestem więc bardzo szczęśliwy, że państwo niemieckie zdołało dostarczyć specjalną wizę, dzięki czemu może pani uczestniczyć w tym spotkaniu w budynku niemieckiego parlamentu. Chciałbym również nakłonić inne państwa do obchodzenia zakazu wprowadzonego przez Polskę”. Skandal? Na pewno nie jest to pierwszy raz, kiedy niemieckie instytucje włączają się w polski spór. W podobny sposób włączyła się w niego niedawno, organizując manifestację przeciwko reformie sądów, Akcja Demokracja. W „Gazecie Polskiej” pisaliśmy, że ta fundacja finansowana była przez człowieka, który z ramienia kolegów partyjnych posła Schwaba pełnił funkcję... wiceministra finansów Niemiec, a kiedy pracował w Deutsche Banku, zajmował się kredytowaniem budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream. Jak więc widzimy, w ramach europejskiej wspólnoty w sprawie reformy polskiego sądownictwa na polskich ulicach spotykają się pieniądze płynące z jednej strony z rosyjskiej armii i przemysłu zbrojeniowego, z drugiej – z niemieckich banków. W naszej historii tego typu interesy kończyły się tak jak 20 września 1939 roku, kiedy to Wehrmacht spotkał się z Armią Czerwoną, defilując wspólnie w polskich miastach. I właśnie dlatego dbając o własny, a nie wyimaginowanej wspólnoty interes bezpieczeństwa, powinniśmy zwalczać taką współpracę z całych sił. 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl