Wyłudzili prawie 150 mln zł ze SKOK Wołomin. Do sądu trafił akt oskarżenia

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/jessica45

  

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku skierowała dziś do miejscowego sądu akt oskarżenia wobec czterech osób, którym zarzuca popełnianie przestępstw związanych z wyłudzeniami kredytów ze SKOK Wołomin. Straty sięgają 145,5 mln zł - poinformowała Prokuratura Krajowa.

Wśród tych osób jest 58-letni Mirosław Cz., były prezes jednej z białostockich firm. Zarzuca mu się m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, której celem było wyłudzanie kredytów ze SKOK w Wołominie.

Aktem oskarżenia objęto też zarzuty wyłudzenia 336,7 tys. zł z BGŻ BNP Paribas.

Mirosław Cz. to główny podejrzany w tzw. białostockim wątku śledztwa trwającego od kilku lat; postawiono mu 61 zarzutów. Miał on wyszukiwać - osobiście lub za pośrednictwem innych osób - kredytobiorców, którzy składali wnioski o kredyty oraz poświadczać nieprawdę co do zatrudnienia bądź osiąganych przez te osoby zarobków w firmach z nim powiązanych.

Jak podała prokuratura, niejednokrotnie zabezpieczeniem tych pożyczek lub kredytów były poręczenia oparte na nierzetelnych zaświadczeniach lub oświadczeniach poręczycieli oraz hipoteki na nieruchomościach należących do różnych osób, które były nieadekwatne do wysokości zobowiązań ani nie dawały gwarancji skutecznej ich egzekucji.

Mirosławowi Cz. zarzucono również współdziałanie z osobami odpowiedzialnymi za sprawy majątkowe SKOK Wołomin. Według śledczych, podejmowały one decyzję o przyznaniu i wypłacie pieniędzy pomimo świadomości, iż załączone do wniosku dokumenty są nierzetelne, a pożyczkobiorcy nie są zdolni do spłaty zobowiązań, nie mają zamiaru ich spłacać, udzielone zabezpieczenia są pozorne, zaś środki z pożyczek ostatecznie wpływają na konto lub są przekazywane w gotówce Mirosławowi Cz.

Jeden z zarzutów dotyczy pożyczki zaciągniętej w SKOK w Wołominie również osobiście przez tego oskarżonego.

Trzy inne osoby objęte tym aktem oskarżenia miały współdziałać z Mirosławem Cz. Tu też łącznie jest ponad 60 zarzutów dotyczących różnych przestępstw. Oprócz tych związanych z przegotowywaniem dokumentów stanowiących podstawę uzyskiwania pieniędzy, jest tam mowa np. o nakłanianiu innych osób do zaciągania zobowiązań na rzecz Mirosława Cz. czy wożeniu podstawionych kredytobiorców do SKOK w Wołominie, by podpisali tam umowę.

Jak podała prokuratura, straty SKOK Wołomin sięgają łącznie 145,5 mln zł.

Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Białymstoku. Główny oskarżony jest tymczasowo aresztowany od maja 2015 roku, wobec pozostałych trzech osób stosowane są poręczenia majątkowe w kwotach 20-100 tys. zł. Prokuratura stosuje też w tej sprawie zabezpieczenia na nieruchomościach i kontach osób oskarżonych. Łącznie to kwota blisko 46 mln zł.

Śledztwo dotyczące doprowadzenia Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej w Wołominie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości, prowadzone jest przez Prokuraturę Okręgową w Białymstoku od kilku lat. Sukcesywnie kolejne jej wątki kończą się aktami oskarżenia i trafiają do sądów.

W grudniu 2017 roku w Białymstoku zapadły pierwsze wyroki wobec grupy tzw. słupów, czyli tych osób na które wzięte zostały niespłacane później kredyty. Skazani dobrowolnie poddali się karze więzienia w zawieszeniu, grzywny (w większości przypadków 1-2 tys. zł), mają też zapłacić od 5 do 10 tys. zł w ramach częściowego naprawienia szkody SKOK w Wołominie.

Jeden ze skazanych mówił wtedy przed sądem, że w firmie zarabiał niecałe 3 tys. zł miesięcznie, a jako podstawiona osoba, na podstawie dokumentów z fałszywymi danymi, dostał 2,7 mln zł kredytów w SKOK Wołomin. Do wzięcia kredytu namówił go prezes spółki Mirosław Cz.; miało chodzić o ratowanie miejsc pracy.

Jak powiedział PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Łukasz Janyst, śledztwo jeszcze trwa. Chodzi o wątki dotyczące m.in. jeszcze części osób podstawianych jako kredytobiorcy; śledczy badają też podejrzenia dotyczące tzw. prania brudnych pieniędzy.

Podobne śledztwa, dotyczące wyłudzeń ze SKOK Wołomin kredytów na tzw. słupy, prowadzą też inne prokuratury w kraju. Największe - Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim; bada ona działalność grupy przestępczej, która w ciągu kilku lat miała wyłudzić z tej kasy ponad 1 mld zł kredytów.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Czy ORP Orzeł odnajdzie się w pobliżu Szkocji?

Po włączeniu w skład brytyjskiej 2. Flotylli Okrętów Podwodnych ORP Orzeł otrzymał numer burtowy 85A.

  

W niedzielę z Gdyni wyruszyła piąta już wyprawa w poszukiwaniu wraku zaginionego w maju 1940 r. okrętu wojennego ORP „Orzeł”. Kilkuosobowa grupa chce przebadać ok. 600 km2 dna Morza Północnego w pobliżu wybrzeży Szkocji. Rejs potrwa 14 dni.

Bardzo na to liczymy, że ta piąta ekspedycja będzie zarazem ostatnią, a następne wyprawy będą miały już tylko bardziej charakter inwentaryzacyjny.

– powiedział jeden z organizatorów wyprawy, Tomasz Stachura.

We wtorek rano w porcie Thyboron w Danii, poszukiwacze przesiądą się na trzydziestometrowy kuter rybacki. Jednostka, dzięki wsparciu Instytutu Morskiego w Gdańsku, zostanie wyposażona w profesjonalne urządzenia poszukiwawcze, takie jak echosonda wielowiązkowa (MBES), umożliwiająca badanie dna morskiego w paśmie o szerokości nawet do 400 m.

Od początku przychylamy się do hipotezy, że ORP Orzeł został zatopiony omyłkowo i przypadkowo przez brytyjski samolot. Naszym zdaniem właśnie „friendly fire" jest najbardziej prawdopodobną z ośmiu wersji zaginięcia okrętu. I ta hipoteza jest jak najbardziej do sprawdzenia. Bo są takie hipotezy, których w żaden sposób nie można dziś udowodnić, jak chociażby najechanie okrętu na minę.

– dodał Stachura.

Członkowie ekspedycji chcą przebadać około 600 km kw. dna morskiego na obszarze znajdującym się ok. 120 mil morskich na wschód od szkockiego portu Rosyth oraz 200 mil od wybrzeży Danii. Tam bowiem miał nastąpić atak przeprowadzony 3 czerwca 1940 r. przez brytyjską maszynę Lockheed Hudson. Pilot, w wyniku błędnej identyfikacji okrętu podwodnego, który został uznany za niemieckiego U-Boota, miał zrzucić na sojuszniczego Orła trzy 250-funtowe bomby, prawdopodobnie powodując jego zatopienie.

To już piąta wyprawa pod hasłem „Santi odnaleźć Orła” (Santi to nazwa firmy, której szefem jest Stachura, będącej sponsorem przedsięwzięcia ). W trakcie trzech wypraw – w 2014, 2015 i 2017 r. – przeczesano za pomocą sonarów trzy wytypowane obszary dna Morza Północnego w pobliżu angielskich wybrzeży. Z kolei w 2016 r. poszukiwania prowadzono u wybrzeży Holandii, a ich rejon wyznaczono w oparciu o hipotezę zakładającą, iż ORP Orzeł został zatopiony przez niemiecki okręt.

Przed ekspedycjami z serii Santi odbyło się kilka innych wypraw mających na celu odnalezienie wraku Orła. Część z nich prowadziła Marynarka Wojenna działająca wspólnie z kilkoma innymi instytucjami, w tym z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. Wszystkie dotychczasowe wyprawy zakończyły się fiaskiem.

W środę w tygodniku GP ukaże się dodatek poświęcony polskiej marynarce. O walce Orła i innych okrętów pisze Tomasz Panfil. Z kolei o kształtowaniu się floty handlowej i turystycznej będzie można przeczytać w artykule Piotra Dmitrowicza.

Źródło: dzieje.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl