Prezydent na 70-leciu zespołu „Mazowsze”

/ Jakub Szymczuk \ KPRP

  

„Mazowsze” to zespół, który kultywuje to, co w polskiej kulturze najpiękniejsze, co pozwoliło nam przetrwać zabory - powiedział prezydent Andrzej Duda podczas dzisiejszego koncertu upamiętniającego 70-lecie powstania Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”.

Prezydent Andrzej Duda wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą biorą udział w koncercie „Mazowsze Niepodległej”, który odbywa się w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie. Prezydent wyraził radość z faktu, że w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, ten „najsłynniejszy i najświetniejszy polski zespół folklorystyczny, jakim jest "Mazowsze" rozpoczyna świętowanie jubileuszu swojego 70-lecia koncertem nawiązującym do rocznicy polskiej niepodległości”.

Kiedy mówmy o 1918 roku, kiedy po 120 latach zaborów Polacy czynili wszystko, aby odzyskać ojczyznę i to się udało (...), to wszystko było możliwe, bo podczas zaborów w rodzinach trwała tradycja, kultura, mowa polska - to wszystko co czyni społeczność narodem. Mazowsze to 70 lat tournee dla Rzeczpospolitej, dla polskiej kultury, rozwijania polskiej tradycji, tego, co w polskości najpiękniejsze, najbardziej barwne, to wszystko, co pozwoliło nam przetrwać. Niech żyje Mazowsze, niech żyje Niepodległa

- mówił prezydent Duda w dzisiejszy wieczór.

Zespół „Mazowsze” został powołany do życia dekretem Ministerstwa Kultury i Sztuki z 8 listopada 1948 roku, polecającym kompozytorowi i miłośnikowi folkloru prof. Tadeuszowi Sygietyńskiemu zorganizowanie zespołu ludowego, którego zadaniem miała być troska o tradycyjny repertuar ludowy, oparty na pieśniach, przyśpiewkach i tańcach wsi mazowieckiej i regionalnej tradycji artystycznej. Sygietyński i jego żona, aktorka przedwojennej sceny kabaretowej Mira Zimińska-Sygietyńska już podczas wojny planowali założenie zespołu ludowego. Uzdolnionej młodzieży małżeństwo poszukiwało w wiejskich chatach na Mazowszu.

Na siedzibę zespołu wybrano podwarszawską posiadłość Karolin. Występem na deskach warszawskiego Teatru Polskiego w 1950 roku „Mazowsze” uroczyście zainaugurowało swoją działalność. Pokaz w Paryżu w 1954 roku zapoczątkował tradycję zagranicznych podróży zespołu. Po śmierci Tadeusza Sygietyńskiego w 1955 roku rozważano zamknięcie zespołu. Mira Zimińska-Sygietyńska przejęła po mężu stanowisko dyrektora. Przez lata rozszerzała program „Mazowsza” o nieznane dotychczas szerszej publiczności pieśni oraz nowe regiony etnograficzne. Zmarła w 1997 roku. Obecnie dyrektorem „Mazowsza” jest Jacek Boniecki.

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalena.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Na nich zawsze można liczyć! Przy polskich kibicach w Moskwie mogli grać niemal jak u siebie

zdjęcie ilustracyjne / fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Biało-czerwone barwy stadionu Spartaka i zdecydowana większość Polaków na trybunach – w meczu mistrzostw świata z Senegalem (1:2) w Moskwie piłkarze Adama Nawałki mogli czuć się jak u siebie. To jednak nie pomogło w zdobyciu choćby jednego punktu.

Mielec, Tychy, Biłgoraj, Wronki, Gdynia, Zabrze, Międzyzdroje, Libiąż, Sochaczew, Lubartów, Śliwice, Brodnica – nazwy miast na biało-czerwonych flagach, rozwieszonych na trybunach, nie pozostawiały wątpliwości, że na mecz z Senegalem przybyli kibice z całej Polski

Jeden z głównych sektorów polskich kibiców znajdował się za stojącym blisko murawy pomnikiem czterech braci Starostinów, założycieli miejscowego Spartaka (przedstawia dwóch braci siedzących na ławce, a pozostałych dwóch - stojących tuż za nią).

Tak naprawdę jednak polscy kibice byli na trybunach praktycznie wszędzie – w zdecydowanej większości zapełnili stadion Spartaka.

Nic więc dziwnego, że przed meczem i w jego trakcie rozlegało się głośne „Polacy gramy u siebie!”. Z dalekiego Senegalu przybyła tu garstka fanów, których doping nie mógł się przebić na trybunach.

Entuzjazmu polskich fanów nie ostudził nawet padający godzinę przed meczem deszcz, a jeszcze bardziej otuchę w ich serca wlał przemawiający krótko przed meczem – jako gość FIFA – Władysław Żmuda, uczestnik czterech mundiali (1974, 1978, 1982, 1986). Później na trybunach były obrońca reprezentacji Polski siedział obok słynnego Niemca Lothara Matthaeusa.

„Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Polska gra”

– niosło się w trakcie pierwszej połowy po stadionie w moskiewskiej dzielnicy Tuszyno.

Kiedy jednak w 28. minucie Arkadiusz Milik w ciągu kilku sekund podał dwukrotnie niecelnie, rozległy się gwizdy.

„My chcemy gola!” – krzyczeli coraz bardziej zniecierpliwieni kibice.

Ale bramkę zdobyli Senegalczycy, przy udziale pechowo interweniującego Thiago Cionka. Schodzących na przerwę Polaków pożegnały gwizdy.

Po pierwszej połowie rozgrywającego setny mecz w kadrze Jakuba Błaszczykowskiego zmienił Jan Bednarek.

Kwadrans po wznowieniu gry było już 2:0 dla Segenalczyków.

„Polacy gramy do końca” – krzyczeli kibice. Po jednej z kolejnych nieudanych akcji zaczęły jednak padać niewybredne okrzyki z trybun.

W 86. minucie Grzegorz Krychowiak strzelił kontaktowego gola i stadion znów zaczął „żyć”.

„Jeszcze jeden” – skandowali polscy fani. Do końca wynik jednak już nie uległ zmianie.

Nieliczni fani z Senegalu zaczęli tańczyć na trybunach i po raz pierwszy tego dnia byli słyszalni. A trener zwycięskiej ekipy Aliou Cisse podszedł do nich, położył rękę na sercu i wykonał kilka ukłonów niemal do ziemi...

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl