Polska, Niemcy, historia, reparacje

W sprawie reparacji od Niemców: „Jarosław Kaczyński locuta – causa finita”. Naczelnik Państwa zamknął dyskusję, która rozgorzała po niebywale dyplomatycznym oświadczeniu w Berlinie nowego ministra spraw zagranicznych RP.

Konkludując: nie tylko zespół dzielnego Arkadiusza Mularczyka, ale również polska dyplomacja oraz zaplecze rządu będą pracowały na rzecz reparacji za straty materialne i osobowe Polski poniesione podczas niemieckiej okupacji w latach 1939–1945. Symbolicznie, w tym samym momencie, gdy Jarosław Kaczyński przeciął dywagacje na temat reparacji, niemiecki sąd („są jednak sądy w Berlinie”!) nakazał niemieckiej telewizji publicznej ZDF przeproszenie za haniebne słowa o „polskich obozach śmierci”. To ważne, choć pośrednie przypomnienie, kto na kogo napadł i kto kogo okupował. Nie mniej symboliczne jest to, że proces ZDF-owi wytoczył Polak – więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego. Mamy bardzo dobre relacje gospodarcze z naszym zachodnim sąsiadem. Z politycznymi bywa różnie, choć chcemy, aby były jak najlepsze – jednak żeby takie były, muszą po pierwsze być partnerskie, a po drugie trzeba załatwić to, co jest próbą wyrównania niezadawnionych krzywd.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ekonomia dla palantów

– Wiecie, po co studiujecie ekonomię? – miał zwyczaj pytać swoich studentów jeden z profesorów SGGW. – Po to, aby w naukowy sposób wytłumaczyć, dlaczego wasze prognozy się nie sprawdziły – udzielał z satysfakcją odpowiedzi.

Ekonomia nie jest nauką ścisłą i nigdy nie będzie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to spytajcie go, jaki wpływ na gospodarkę ma szara strefa i na ile ją obecnie szacuje. Odpowiedzi dobrej na to nie ma, ale pominięcie tak istotnego czynnika (a to tylko jeden z przykładów) sprawia, że nie można nigdy mówić o 100-proc. pewności. Można więc śmiało oświadczać, że każdy, kto ogląda programy ekonomiczne, traci czas. Ten, kto słucha polskich ekonomistów, robi to podwójnie. Nie wierzycie? To cofnijcie się do stycznia 2016 r., kiedy Standard & Poor’s obniżyło rating dla Polski. Przez trzy dni szarlatani od ekonomii młotkowali rząd. Oczywiście najśmieszniejsi byli ci z opozycji. Ryszard Petru wieścił, że rating w perspektywie dwóch lat zostanie nam jeszcze obniżony. Ekspert od złodziejskiej prywatyzacji Janusz Lewandowski niemal płacząc, mówił o pożarze wiarygodności spowodowanym konfliktem o Trybunał Konstytucyjny. Leszek Balcerowicz grzmiał o antypatriotycznej postawie i dodawał: „Odpowiedzialny rząd zwiększa odporność na zagrożenia zewnętrzne, nieodpowiedzialny rząd zwiększa te zagrożenia”. Jak rozumiem, teraz Petru, Rostowski, Balcerowicz i spółka będą chwalić rząd za rozsądek i wyważenie na arenie międzynarodowej, bo S&P właśnie rating dla Polski podniosła. Czy któremuś z nich przejdzie to przez gardło? Oczywiście, że nie. Nadal będą wykładać swoją ekonomię dla palantów, ale tym razem będą tłumaczyć, że wszystko jest zasługą... ciężkiej pracy milionów obywateli. A ja mam spokój, bo ratingi mam tam, gdzie kończą się plecy. Pamiętam bowiem, że na dzień przed upadkiem bank Lehman Brothers miał najwyższe kategorie ze wszystkich. S&P nigdy nie wytłumaczyło, jak to było możliwe.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl