Okazuje się, że nie jestem głupi!

Spokojnie! Znam granice megalomanii i nie ma mowy, żebym się tak nisko wycenił, bo cóż to za rewelacja, że geniusz nie jest głupi. Okazało się coś zupełnie innego, a mianowicie to, że nie jestem już głupi dla redaktorów „Gazety Wyborczej”.

Wiem, że tak się stało dzięki lekturze kawałka tekstu na portalu gazeta.pl. Zwyczajem wychowanych przez ten portal czytelników, zapoznałem się wyłącznie z tytułem: „Poznajcie wyborców PiS: cenią demokrację, mają udane życie, nie znoszą pouczania”. Tyle wystarczy i nawet nie wiem, kto jest autorem, tych odkrywczych tez, wiem natomiast, że to nie żart, o czym dowiedziałem się z Twittera.

Produkcja genialnych recept na bałagan, który wcześniej samemu się stworzyło, to znane zjawisko, ale tu chyba wchodzimy na wyższy poziom abstrakcji. „Gazeta Wyborcza” przez 26 lat budowała obraz Polaka-buraka, który nijak nie pasuje do cywilizowanej Europy, i nagle odkryła, że pisała szkodliwe głupoty. Szok i niedowierzanie, ale to jeszcze nie koniec. Ta sama gazeta słusznie zauważa, że takie poniewieranie i lekceważenie przeciwnika zakończyło się sromotną klęską postępowej lewicy. Wreszcie nieznany mi autor w relacjach użytkowników Twittera pisze, że czas się wziąć do roboty, wyjść z okresu błędów i wypaczeń, zdać sobie sprawę z inteligencji i siły przeciwnika i rozprawić się z nim jak równy z równym. Długo się zastanawiałem, jako wyborca PiS, co mam z tymi wszystkimi komplementami zrobić? Ostatecznie zdecydowałem, że nie dam się skusić. Jakoś nie wierzę, żeby w redakcji na Czerskiej ktoś uważał mnie za mądrego, a gdyby tak było, cholernie bym się zmartwił, wszak powszechnie wiadomo, że jeśli  „Wyborcza” coś napisze, to z prawdą nie ma to nic wspólnego. 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Bokser z Auschwitz

W ramach Pilskich Dni Żołnierzy Wyklętych od czterech już edycji organizowaliśmy turniej kadetów w kick-boxingu i boksie im. Tadeusza Pietrzykowskiego. Przy okazji święta naszych bohaterów promujemy postać niezwykłą, która wpisała się w swoisty sposób w naszą walkę o wolność. Tadeusz Pietrzykowski walczył o nią głównie swoimi pięściami. Karierę bokserką rozpoczął jeszcze jako gimnazjalista w przedwojennej stolicy. Trenerem Teddy’ego został Feliks Stamm, legenda polskiego pięściarstwa. Pietrzykowski był zawodnikiem WKS Legia i w jej barwach zdobył tytuł wicemistrza Polski oraz mistrza Warszawy w wadze koguciej. Jako młody człowiek zaangażował się też w działalność harcerską.

Po wybuchu wojny brał udział w obronie Warszawy jako podchorąży Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Po przegranej kampanii wrześniowej postanowił uciec do Francji, by kontynuować walkę o Polskę. Niestety w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej został aresztowany i ostatecznie 14 czerwca 1940 r. trafił do KL Auschwitz jako jeden z pierwszych więźniów tego niemieckiego obozu zagłady. Otrzymał numer obozowy 77. Po kilku miesiącach pobytu w Auschwitz znalazł sposób na przetrwanie tego piekła. Rozpoczął walki bokserskie. W marcu 1941 r. stoczył pierwszą z nich z Walterem Düningiem, byłym zawodowym mistrzem Niemiec. Wygrał ją. Pokonał również Leu Sandersa, holenderskiego mistrza kraju w wadze półśredniej. W obozie stoczył ponad 40 walk i większość z nich wygrał. Włączył się też w obozowy ruch oporu. W KL Auschwitz spotkał również o. Maksymiliana Kolbego. Franciszkanin wywarł na „Teddym” ogromne wrażenie, gdy stwierdził, że więzień, który ukradł mu chleb, najwidoczniej bardziej go potrzebował. Nie rozumiał też wówczas decyzji kapłana o dobrowolnym pójściu na śmierć za innego współwięźnia, jednak po latach stwierdził, że dane mu było spotkać człowieka niezwykłego. Wspominał: „Rady i wskazówki, jakie wówczas otrzymałem od księdza Kolbego, były dla mnie – niespokojnego uosobieniem – skutecznym lekiem i są nim do dnia ­dzisiejszego”.


W 1943 r. Tadeusz Pietrzykowski został przeniesiony do kolejnego obozu śmierci – KL Neuengamme. Tu także walczył, m.in. z niemieckim bokserem Schallym Hottenbachem. Następny obóz, do którego go przewieziono, to KL Bergen-Belsen, gdzie 15 kwietnia 1945 r. został wyzwolony przez wojska brytyjskie. Potem wstąpił do 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie organizował zawody sportowe dla żołnierzy. W 1946 r. stanął ponownie na ringu i zdobył tytuł mistrza dywizji gen. Maczka w kategorii lekkiej. Po powrocie do Polski skończył studia na AWF w Warszawie i został trenerem boksu oraz nauczycielem.


Wczoraj w Muzeum II Wojny Światowej uhonorowano Pietrzykowskiego okolicznościowym wydarzeniem „»Teddy« – bokser z Auschwitz”. Po zakończeniu obrad rady muzeum o godz. 12 została otwarta czasowa wystawa „Bokserzy w piekle obozów” poświęcona sportowcom toczącym walki w niemieckich obozach zagłady. W uroczystości wzięli udział m.in. Jarosław Stawiarski, wiceminister sportu i turystyki, oraz córka Tadeusza Pietrzykowskiego – Eleonora Szafran.


Z kolei dzisiaj o godz. 15 w muzeum odbędą się pokaz filmu „Bokser i śmierć” w reżyserii Petera Solana (1962) oraz dyskusja panelowa z udziałem dr. Karola Nawrockiego, dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, dr. hab. prof. UG Krzysztofa Kornackiego oraz Marcina Marczaka, zawodowego boksera, właściciela Klubu Bokserskiego Ring3City, w którym o godz. 19 odbędzie się inscenizacja „Walcz lub umieraj!”. Naszych Czytelników serdecznie zapraszam, zwłaszcza do zapoznania się z wystawą czasową.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl