Kapela Maliszów: Grają tak, jak oddychają. WYWIAD

/ www.facebook.com/pg/kapelamaliszow

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

  

To, że gramy, jest dla nas czymś tak naturalnym jak oddychanie. Muzyka w naszym domu była obecna od zawsze - mówią członkowie rodzinnej Kapeli Maliszów w rozmowie z Magdaleną Fijołek.

Jak zaczęło się Wasze wspólne muzykowanie? Bo wizję mam taką: siedzicie sobie całą rodziną w tej swojej Męcinie Małej w salonie przy kominku. Kacper wyjmuje skrzypce, Zuzia siada do bębna, włącza się tata Jan i dajecie się ponieść folkowemu jam session. 

Kacper Malisz: (śmiech) Tak to wygląda chyba tylko w filmach.

Zuzanna Malisz: To jest sprawa pokoleniowa.

KM: To prawda, u nas muzyka była „od zawsze”. Szczerze mówiąc, nie pamiętam momentu, w którym bym nagle stwierdził „O, to teraz zaczniemy grać”. Po prostu się grało, a dopóki nie ogarnęliśmy tego do tego stopnia, że można to gdzieś pokazać publicznie, to się nie grało publicznie po prostu. Dla nas to pytanie zwykle jest kłopotliwe, bo to, że gramy, jest dla nas czymś tak naturalnym jak oddychanie. To trochę tak jak by spytać: dlaczego oddychacie? (śmiech)

Jan Malisz: Ja na to pytanie zawsze odpowiadam tak: ojciec grał, dziadek grał, to i ja gram.

Czyli nie macie wyjścia po prostu?

ZM: Tak, ja zawsze śmieję się, że to takie nasze przeznaczenie.

A dlaczego jest Was tylko troje? Dalsza rodzina nie próbuje do Was dołączyć? 

KM: Wujkowie coś tam podgrywają, ale generalnie nasz projekt obejmuje najbliższą rodzinę. Druga sprawa, że nam to chyba po prostu nieźle wychodzi w tym składzie. Bo w dalszej rodzinie owszem, gra się, ale z różnymi skutkami. 

JM: To znaczy to jest tak, że w mojej rodzinie grają bracia, synowie mojego brata również. Grałem kiedyś dużo z bratem w kapelach ludowych. Zawsze chciałem taką rodzinną kapelę założyć – nie udało się to z moimi braćmi, to postanowiłem, że…

…wyżyje się Pan na własnych dzieciach.

JM: (śmiech) Dokładnie.

Panie Janie, oprócz tego, że wykonuje Pan muzykę tradycyjną, zajmuje się Pan także lutnictwem. Skąd taka pasja? I czy w XXI w. jest jeszcze popyt na instrumenty ludowe?

JM: Tata kochał muzykę i otaczał się instrumentami. On zawsze mówił tak: „muszą być w domu instrumenty, żeby dzieci miały na czym grać” – to było dla niego oczywiste. Więc to, że teraz gram na wielu instrumentach bierze się stąd, że po prostu miałem do nich dostęp. Przygoda lutnicza zaczęła się, kiedy ojciec przyniósł do mojej pracowni swoje własne skrzypce. Były stare i połamane, tata wyjął je z jakiegoś woreczka i powiedział „a masz t, będziesz miał na rozpałkę”. Nigdy ich jednak nie spaliłem. Potem, po śmierci taty, to już po prostu nie miałem sumienia ich wyrzucić i któregoś dnia wziąłem te kawałki, zacząłem dopasowywać deseczki niczym puzzle i doszedłem do wniosku, że chyba uda mi się to posklejać. Z zawodu jestem również stolarzem i cieślą, zajmowałem się też wtedy rzeźbiarstwem,  więc było mi o tyle łatwiej, że miałem opanowaną pracę  z dłutem. A potem poszło już samo – zacząłem wykonywać inne instrumenty: liry korbowe, bębny. Wbrew pozorom jest dziś na nie duże zapotrzebowanie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, którzy grają muzykę tradycyjną. W ogóle mam wrażenie, że panuje w tej chwili taki boom na tego typu instrumenty, o czym może świadczyć sukces chociażby takiej inicjatywy jak targowisko instrumentów tradycyjnych podczas festiwalu Wszystkie Mazurki Świata.

No właśnie. Kiedy ostatnio rozmawiałam z Adamem Strugiem, powiedział mi, że ta moda na muzykę tradycyjną ma dwie strony medalu – z jednej to super, ze młodzież sięga do korzeni, ale z drugiej często podchodzi do materiału źródłowego z niedostatecznym poszanowaniem. Co wy poradzilibyście młodym twórcom, którzy chcą wykonywać tego typu muzykę?

KM: Jest w tym dużo prawy, że przydaje się pewna pokora względem oryginały. Ważne, by nie poczuć się zbyt pewnie, zwłaszcza na początku. Ale z drugiej strony, trzeba uważać, żeby też się nie zamknąć, żeby nie klonować czyjegoś stylu. No i przede wszystkim trzeba to naprawdę lubić, a nie zmuszać się z powodu jakiejś mody.

ZM: Może to oklepane, ale ja bym powiedziała też, by nie przejmować się krytyką innych. Kiedy my zaczynaliśmy nasza przygodę z muzyką tradycyjną, ludzie w naszej szkole  - Kacper był w gimnazjum, ja podstawówce  - pojawiały się docinki w stylu „hehe, gracie wiejskie disko” i tym podobne. Wtedy to było dla naszych rówieśników po prostu obciachowe. Przejmowałam się trochę tym, ale teraz, kiedy już osiągnęliśmy pewien poziom i jeździmy z naszym materiałem po całym świecie, widzę, że wtedy było warto być „obciachowym”.

A jakaś rada od ojca założyciela?

JM: Ja bym powiedział, że należy się uczyć jak najwiecej melodii tradycyjnych, żeby mieć duży repertuar. Jak się zna dużo melodii, to wtedy łatwiej tworzyć własne melodie na podstawie tego, co się już zna. Dlatego nam tak łatwo to przychodzi - nagrać niemal „z marszu” 10 lub 12 piosenek? Proszę bardzo - ale to dlatego, że mamy dużą bazę.

Na koniec zapytam o nowy krążek. Po „Mazurkach niepojętych” przyszedł czas na „Wiejski dżez”. Czy to jakiś nowy zwrot w Waszej muzyce?

KM: W pewnym sensie tak. Z muzyki tradycyjnej są może dwa utwory, reszta to nasze autorskie kompozycje. Tym razem położyliśmy nacisk na bardziej nowoczesne brzmienia. To nadal mazurki, ale bardziej improwizowane, z innymi skalami i innym podejściem do harmonii mazurkowej.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazet Polska, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Trener Nawałka zabrał głos po przegranym meczu. "Trzeba umieć z tym żyć"

Adam Nawałka / fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Polska przegrała w kiepskim stylu z Kolumbią 0:3 w swoim drugim meczu mistrzostw świata i straciła szanse na awans do 1/8 finału. - Moi piłkarze dali z siebie wszystko. Przegraliśmy z bardzo silną drużyną - komplementował rywali na konferencji prasowej trener Adam Nawałka.

- Początek był wyrównany, chwilami inicjatywa należała do nas. Nasza strategią był atak od początku, zdobycie gola i uważna gra w obronie. Kolumbia okazała się jednak bardzo dobrze dysponowana i należą jej się gratulacje. Taki jest sport i trzeba to zaakceptować

 - dodał selekcjoner.

Jak dodał, zawodnicy włożyli wiele trudu w to spotkanie, walczyli do samego końca.

Kolumbia na prowadzenie wyszła w 40. minucie. Po rzucie rożnym James Rodriguez dośrodkował, a w polu karnym polskiego bramkarza uprzedził Yerry Mina.

- Mecz tak się ułożył, że przy wyrównanej grze straciliśmy bramkę po stałym fragmencie. Potem nie mieliśmy nic do stracenia, staraliśmy się zaatakować, zmienialiśmy skład na jeszcze bardziej ofensywny. To niestety skutkowało tym, że rywale mieli więcej miejsca na rozgrywanie akcji i w pełni to wykorzystali. Nadzialiśmy się na kontry i przegraliśmy 0:3

 - powiedział szkoleniowiec.

- Bardzo żałujemy, wszyscy jesteśmy źli, natomiast trzeba umieć z tym żyć, jutro jest następny dzień

 - dodał.

Nawałka w stosunku do pierwszego meczu, przegranego z Senegalem 1:2, dokonał w składzie czterech zmian. Szansę dostali Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński, Jacek Góralski i Dawid Kownacki. Zabrakło w "11" m.in. Kamila Grosickiego i Jakuba Błaszczykowskiego, który w spotkaniu z "Lwami Terangi" został zmieniony już w przerwie.

- Kuba był do mojej dyspozycji, ale z powodu taktyki, jaką obrałem, zdecydowałem, że mecz zacznie na ławce. Planowałem wprowadzić go później, ale kontuzja Michała Pazdana spowodowała, że musiałem na boisko wpuścić Kamila Glika

 - tłumaczył Nawałka.

Według niego, wykorzystany został maksymalnie cały potencjał, jaki był w ofensywie.

- Zarówno graliśmy w ustawieniu 1-3-4-3, później przeszliśmy na czwórkę obrońców, wprowadziliśmy drugiego napastnika, natomiast okazało się, że dziś to było za mało

 - wskazał.

- Wszystkich boli to, co się stało, mnie chyba boli najbardziej, bo biorę za to odpowiedzialność. Taki jest sport, taka jest piłka i taki wynik jest wkalkulowany w to, co robimy

- podsumował.

To trzeci mundial w tym stuleciu, który kończy się dla Polaków praktycznie w ten sam sposób - po dwóch porażkach wiadomo, że trzeci mecz będzie stanowił pożegnanie, bo szans na awans do 1/8 finału już nie ma. W czwartek biało-czerwoni zmierzą się z Japonią.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl