Abp Gądecki liczy, że posłowie dotrzymają słowa

Abp Stanisław Gądecki / fot. episkopat.pl

– Liczę na to, że parlamentarzyści, odwołując się do własnego sumienia postarają się o to, aby najpierw dotrzymać obietnic, które zostały złożone, a następnie, żeby uszanować prawo do życia każdego człowieka – powiedział abp Stanisław Gądecki, odnosząc się do dzisiejszego procedowania w sejmie obywatelskich projektów ustaw dotyczących życia, w tym projektu „Zatrzymaj aborcję”.

Przewodniczący episkopatu wyraził radość z przyspieszenia toku prac nad inicjatywą ustawodawczą „Zatrzymaj aborcję” dotyczącego ochrony w fazie prenatalnej dzieci chorych i niepełnosprawnych.  

Nie jest to całość projektu „Zatrzymaj aborcję”,  dlatego że całość dotyczy w ogóle zakazu zabijania dzieci w fazie prenatalnej,  ale jest to jakiś krok do przodu
– powiedział abp Gądecki. Podkreślił, że  projekt cieszył się wielką popularnością i zebrał 830 tys. podpisów czyli tyle, ile do tej pory nie zebrał żaden z podobnych projektów.

Liczę na to, że parlamentarzyści, odwołując się do własnego sumienia postarają się o to, aby najpierw dotrzymać obietnic, które zostały złożone, a następnie, żeby uszanować prawo do życia każdego człowieka
– powiedział abp Gądecki. Zaznaczył, że skoro tak wiele mówi się o prawach człowieka, dobrze byłoby, żeby to prawo zostało zachowane także w odniesieniu do dziecka najsłabszego, czyli takiego, które nie może się bronić.

Wzywam też wszystkich do modlitwy w tej intencji, ażeby duch dobrych praw inspirował wszystkich, którzy podejmują decyzje w tej ważnej dziedzinie
– zaapelował przewodniczący episkopatu.

Źródło: episkopat.pl, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Atak paniki": debiut gorący jak wulkan. RECENZJA

Kadr z filmu "Atak paniki" / mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

W „Ataku paniki” emocje bohaterów sięgają krawędzi, za którą czaić się może już tylko szaleństwo. Nic dziwnego, że kipiący od ekspresji debiut Pawła Maślony jest jednym z najgłośniejszych filmowych wydarzeń sezonu.

Maślona zawiązuje akcję w samym środku zdarzeń - bez ceregieli i na dzień dobry funduje widzom scenę samobójstwa jednego z bohaterów, by minuta po minucie intensyfikować napięcie jeszcze bardziej. Niemal równolegle toczy się kilka historii - zestresowana i ciężarna panna młoda (Julia Wyszyńska) nie może doczekać się męża, uzależniony od gier komputerowych kelner (znakomity Bartłomiej Kotschedoff) pada ofiarą ataku hakerskiego, wracające z wakacji małżeństwo (przezabawni Artur Żmijewski i Dorota Segda) zmaga się z natrętnym współpasażerem, a spragniona miłosnego spełnienia pisarka kryminałów (poruszająca rola Magdaleny Popławskiej) gaśnie w oczach, gdy kolejny mężczyzna odprawia ją z kwitkiem. Gdzieś w domu na przedmieściach, gdy dorośli imprezują, za ścianą nastolatkowie (a wśród nich Nicolas Przygoda znany z „Placu zabaw” Bartosza M. Kowalskiego) wyruszają w swój pierwszy trip po marihuanie, gdzie indziej młoda kobieta (Aleksandra Pisula), podczas spontanicznego spotkania z koleżankami, drży ze strachu przed tym, że wstydliwa prawda o jej karierze zawodowej ujrzy światło dzienne.

Każdy wątek, choć początkowo trudno to dostrzec, łączy się z resztą historii, a akcja została zbudowana w taki sposób, by widz czerpał przyjemność z domyślania się i samodzielnego odkrywania tych połączeń. Podobnie jak we wcześniejszej etiudzie Maślony pt. „Magma”, bohaterowie są doprowadzani na skraj załamania nerwowego, za którym może czaić się już tylko szaleństwo. Atmosferę narastającego napięcia doskonale buduje zarówno obsada (oprócz wymienionych już aktorów Maślona do współpracy zaprosił m.in. Grzegorza Damięckiego, Andrzeja Konopkę, Mirosława Haniszewskiego i Annę Romantowską), ciekawy montaż Agnieszki Glińskiej, jak i przyprawiająca o dreszcz niepokoju muzyka Radzimira Dębskiego.

W finale rodzi się nowy człowiek, którego pojawienie się niejako rekompensuje samobójstwo z pierwszej sceny filmu. Jak się okazuje, to tylko chwilowa ulga, bo ostatnie słowa, jakie padają w filmie, brzmią: „Nic już nie ma”. Debiutujący pełnometrażowo reżyser brawurowo rozprawia się z nękającymi dzisiejsze społeczeństwo „atakami paniki”, chociażby dotyczyły spraw pozornie tak błahych jak kiepski żart internetowego trolla. Wnioski, które wyciągamy z filmu Maślony są gorzkie i zabarwione nihilizmem, ale podane w tak zabawnej i atrakcyjnej formie, że podobnie jak niegdyś obrazy Marka Koterskiego, oprócz smutnej autorefleksji, wywołują uśmiech na twarzy.
 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl