Zintegrowany Informator Pacjenta - dane na wyciągnięcie ręki

/ StartupStockPhotos

Można wydrukować historię choroby, można sprawdzić, gdzie są najkrótsze kolejki do lekarza? – wszystkie te informacje znajdziesz w Zintegrowanym Informatorze Pacjenta (ZIP). ZIP jest ogólnopolskim serwisem dla pacjentów. Umożliwia dostęp do gromadzonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia danych o leczeniu.

Do tej pory, aby założyć konto w ZIP trzeba było osobiście odwiedzać odpowiedni oddział Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Od teraz, do ZIP dostęp zyskało 1,4 mln klientów Profilu Zaufanego. Dzięki integracji Informatora z PZ mogą sprawdzić wykonywane na ich rzecz świadczenia medyczne zarejestrowane w bazie NFZ. To mechanizm uszczelniający wydatki w służbie zdrowia i zapobiegający nieprawidłowościom w tym systemie.

Ale to nie wszystko, czego możesz dowiedzieć się dzięki ZIP. Rejestrując się w Informatorze, zyskujesz m.in.:

- szybki dostęp do informacji o Twoim prawie do świadczeń zdrowotnych,

- informację o odprowadzonych składkach,

- wiedzę o leczeniu, udzielonych Ci świadczeniach, lekach refundowanych oraz deklaracjach w zakresie Podstawowej Opieki Zdrowotnej,

- wgląd do danych o kwotach, które zostały przekazane na sfinansowanie Twojego leczenia,

- łatwy dostęp do wykazu placówek, w których każdy pacjent – w ramach ubezpieczenia zdrowotnego – może otrzymać pomoc medyczną finansowaną ze środków publicznych (adresy i telefony placówek medycznych).

Aby informacje o Twoim leczeniu pojawiły się w systemie, muszą zostać przesłane przez placówkę medyczną. Może się to stać nawet dwa miesiące po wizycie. Dostępne dane pojawią się jednak co najmniej 24 godziny od momentu założenia konta, będą aktualizowane raz na dobę.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Atak paniki": debiut gorący jak wulkan. RECENZJA

Kadr z filmu "Atak paniki" / mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

W „Ataku paniki” emocje bohaterów sięgają krawędzi, za którą czaić się może już tylko szaleństwo. Nic dziwnego, że kipiący od ekspresji debiut Pawła Maślony jest jednym z najgłośniejszych filmowych wydarzeń sezonu.

Maślona zawiązuje akcję w samym środku zdarzeń - bez ceregieli i na dzień dobry funduje widzom scenę samobójstwa jednego z bohaterów, by minuta po minucie intensyfikować napięcie jeszcze bardziej. Niemal równolegle toczy się kilka historii - zestresowana i ciężarna panna młoda (Julia Wyszyńska) nie może doczekać się męża, uzależniony od gier komputerowych kelner (znakomity Bartłomiej Kotschedoff) pada ofiarą ataku hakerskiego, wracające z wakacji małżeństwo (przezabawni Artur Żmijewski i Dorota Segda) zmaga się z natrętnym współpasażerem, a spragniona miłosnego spełnienia pisarka kryminałów (poruszająca rola Magdaleny Popławskiej) gaśnie w oczach, gdy kolejny mężczyzna odprawia ją z kwitkiem. Gdzieś w domu na przedmieściach, gdy dorośli imprezują, za ścianą nastolatkowie (a wśród nich Nicolas Przygoda znany z „Placu zabaw” Bartosza M. Kowalskiego) wyruszają w swój pierwszy trip po marihuanie, gdzie indziej młoda kobieta (Aleksandra Pisula), podczas spontanicznego spotkania z koleżankami, drży ze strachu przed tym, że wstydliwa prawda o jej karierze zawodowej ujrzy światło dzienne.

Każdy wątek, choć początkowo trudno to dostrzec, łączy się z resztą historii, a akcja została zbudowana w taki sposób, by widz czerpał przyjemność z domyślania się i samodzielnego odkrywania tych połączeń. Podobnie jak we wcześniejszej etiudzie Maślony pt. „Magma”, bohaterowie są doprowadzani na skraj załamania nerwowego, za którym może czaić się już tylko szaleństwo. Atmosferę narastającego napięcia doskonale buduje zarówno obsada (oprócz wymienionych już aktorów Maślona do współpracy zaprosił m.in. Grzegorza Damięckiego, Andrzeja Konopkę, Mirosława Haniszewskiego i Annę Romantowską), ciekawy montaż Agnieszki Glińskiej, jak i przyprawiająca o dreszcz niepokoju muzyka Radzimira Dębskiego.

W finale rodzi się nowy człowiek, którego pojawienie się niejako rekompensuje samobójstwo z pierwszej sceny filmu. Jak się okazuje, to tylko chwilowa ulga, bo ostatnie słowa, jakie padają w filmie, brzmią: „Nic już nie ma”. Debiutujący pełnometrażowo reżyser brawurowo rozprawia się z nękającymi dzisiejsze społeczeństwo „atakami paniki”, chociażby dotyczyły spraw pozornie tak błahych jak kiepski żart internetowego trolla. Wnioski, które wyciągamy z filmu Maślony są gorzkie i zabarwione nihilizmem, ale podane w tak zabawnej i atrakcyjnej formie, że podobnie jak niegdyś obrazy Marka Koterskiego, oprócz smutnej autorefleksji, wywołują uśmiech na twarzy.
 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl