Biskupi: „Kostka” znaczy „więcej”

Rzeźba św. Stanisława Kostki w kościele św. Andrzeja w Rzymie / fot. By Jastrow - Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1290978

  

„Kostka” znaczy „więcej” – podkreślają biskupi w liście pasterskim z okazji Roku Świętego Stanisława Kostki. Zachęcają, by był to czas, w którym będziemy od siebie więcej wymagać. List będzie odczytywany w polskich kościołach w niedzielę, 14 stycznia.

Nie był mięczakiem, który mówi: taki już jestem, a zło usprawiedliwia słabością, obwinia innych, oskarża warunki i historię. Był czujnym ogrodnikiem wyrywającym chwasty słabości i grzechu, aby wyrosły piękne kwiaty i owoce

– tak o św. Stanisławie Kostce piszą biskupi w liście pasterskim z okazji przeżywanego w Kościele w Polsce Roku tego Świętego.  

Uwierzył w miłość Boga i całym sobą na nią odpowiedział

– dodają. 

Opisują, jak św. Stanisław jako siedemnastoletni chłopak mimo sprzeciwu rodziców opuścił Wiedeń, gdzie się uczył i przeszedł pieszo ponad 600 km, żeby dotrzeć do przełożonego jezuitów w Bawarii i tam wstąpić do zakonu.

W liście pasterskim biskupi wyjaśniają, że oprócz obchodzonej w 2018 roku 450. rocznicy śmierci św. Stanisława Kostki, ważnym motywem ogłoszenia jego roku jest też zwołany na październik w Rzymie Synod Biskupów poświęcony młodzieży i rozeznawaniu powołania oraz 100. rocznica odzyskania niepodległości.

Już w 1674 roku, a więc jeszcze przed kanonizacją bł. Stanisława Kostki, papież Klemens X ogłosił go patronem Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego

– czytamy w liście.

Biskupi nawiązują też do hasła obecnego programu duszpasterskiego, które poświęcone jest darom Ducha Świętego. Stwierdzają, że nie może być lepszego patrona na ten rok „niż ten, który został uzdolniony przez Ducha Świętego do „mężnego wyznawania wiary” w dojrzały i niebanalny sposób”. W tym kontekście zwracają się do młodych, by wzięli przykład ze św. Stanisława, przygotowując się do sakramentu bierzmowania.

W swoim liście biskupi wymieniają kilka lekcji danych nam przez św. Stanisława Kostkę w czasie jego 18-letniego życia. Pierwsza z nich, to fakt, że uczył się, „aby podobać się Bogu i ludziom […], a w przyszłości ojczyźnie i sobie samemu przynieść korzyść”. Druga to pobożność zachowywana mimo braku zrozumienia i wyznawanie zasady, że „trzeba więcej podobać się Bogu, niż bratu”. Kolejna lekcja św. Stanisława na dzisiejsze czasy to wezwanie do wiernego trwania przy katolickiej prawdzie życia, nawet wówczas, gdy cały świat wokół próbuje jej zaprzeczyć. Następna zaś, jak piszą biskupi, to wezwanie do sumiennego wykonywania obowiązków, czyli do tego, co Jezus nazywa „wiernością w rzeczach małych”. Ostatnią, którą wymieniają biskupi jest lekcja o tym, „jak tęsknić za niebem i jak żyć tu i teraz, by żyć w wieczności”.

List episkopatu zachęca przede wszystkim młodych do tego, by apelowali do ludzi kultury i środków społecznego przekazu o przywracanie pamięci o św. Stanisławie. Biskupi zapraszają też do pielgrzymowania do Rostkowa, gdzie się urodził św. Stanisław, do Przasnysza, gdzie został ochrzczony oraz do katedry płockiej z ołtarzem mu poświęconym. 

Młodzi, mobilizujcie waszych rodziców i duszpasterzy, by nie bali się wymagać od was i od siebie „rzeczy większych” 

– czytamy w liście.

„Więcej” – jak wyjaśniają biskupi – może oznaczać zerwanie z lenistwem duchowym i intelektualnym, zerwanie z nałogiem, zachowanie trzeźwości, modlitwę za nauczyciela lub księdza, adopcję dziecka poczętego albo post w konkretnej intencji. Zapraszają też na poziomie różnych wspólnot do pogłębiania refleksji na temat życia św. Stanisława i wyzwań stojących przed młodymi katolikami w Polsce.

List kończą błogosławieństwem  na cały rok 2018, „który będziemy przeżywać razem ze św. Stanisławem Kostką, patronem dzieci i młodzieży”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: episkopat.pl, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Twórcy niemieckiego serialu zostaną skazani?

  

Sąd Okręgowy w Krakowie podczas piątkowej rozprawy ogłosił, że najpóźniej 28 grudnia zapadnie wyrok w procesie cywilnym, który twórcom niemieckiego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" wytoczyli żołnierze AK. Uważają oni, że produkcja narusza ich dobra osobiste.

Proces wytoczył 92-letni żołnierz Armii Krajowej Zbigniew Radłowski oraz Światowy Związek Żołnierzy AK. Wystąpili oni przeciwko producentom trzyczęściowego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie", tj. UFA Fiction oraz ZDF (II program niemieckiej telewizji) za naruszenie dóbr osobistych rozumianych jako prawo do tożsamości narodowej, dumy narodowej i narodowej godności oraz wolności od mowy nienawiści. Proces monitoruje i wspiera Reduta Dobrego Imienia.

Podczas kolejnej, piątkowej rozprawy w trwającym od 2016 r. procesie cywilnym sąd zdecydował, że we wtorek wysłucha mów końcowych. Jak zapowiedział, być może już wtedy zapadnie wyrok w sprawie, jednak najprawdopodobniej stanie się to dopiero 28 grudnia.

Według powodów, w serialu znalazły się sceny, które mają dowodzić, że AK rzekomo była współwinna zbrodni na osobach narodowości żydowskiej, Niemcy zaś są przedstawieni jako ofiary II wojny światowej.

W złożonym pozwie powodowie domagają się przeprosin we wszystkich telewizjach, w których film był emitowany, lub poprzedzenia pierwszej emisji w pozostałych telewizjach, do których go sprzedano, informacją historyczną ze stwierdzeniem, że jedynymi winnymi Holocaustu byli Niemcy. Podobny komunikat miałby też się znaleźć na stronie internetowej twórców. Powodowie chcą także usunięcia z filmu znaku graficznego AK na biało-czerwonych opaskach noszonych przez aktorów (według powodów w AK nie było takiego zwyczaju) i zapłaty 25 tys. zł.

Podczas piątkowej rozprawy sąd poinformował o modyfikacji żądania w pozwie, która polegać na na tym - jak tłumaczyła dziennikarzom reprezentująca powodów mec. Monika Brzozowska-Pasieka - "żeby przed każdorazową następną emisją serialu, gdziekolwiek by ta emisja była, zostały zaprezentowane pewne fakty". - Przede wszystkim wprowadzenie, że wszystkie postaci są fikcyjne, ale również fakty historyczne – że Polska była okupowana, że AK była największą organizacją w Europie, że istniała "Żegota", która pomagała Żydom - które mają pokazać widzowi, że te postaci faktycznie są fikcyjne. W naszej ocenie wiele elementów wskazuje, że film jest zrobiony jako taki, który pokazuje prawdziwe, realne wydarzenia - powiedziała mec. Brzozowska-Pasieka.

W trakcie piątkowej rozprawy odczytano także oświadczenie będącego na sali kpt. Zbigniewa Radłowskiego, zdaniem którego "obraz AK pokazany w serialu jest niezgodny z fundamentalnymi i dobrze znanymi faktami historycznymi, i że sekwencje serialu dotyczące AK zostały zrealizowane według najlepszych wzorów hitlerowskiej propagandy".

Przypomniał, że "w dziejach okupowanej przez Niemców Europy nie było drugiej takiej instytucji, nawet choćby porównywalnej, jak Polskie Państwo Podziemne", a "AK była integralną częścią Sił Zbrojnych RP". "A co zobaczyliśmy w serialu? Bandę dzikich zbirów – antysemitów grasujących po lasach" - napisał kpt. Radłowski. "Czas wojny wydobywa z ludzi to, co w nich najlepsze, ale i co najgorsze. Niemniej, nie jest mi znany ani jeden udokumentowany przypadek grupy czterech żołnierzy AK, która zgodziłaby się na zamknięcie drzwi wagonu bydlęcego wiozącego Żydów do komór gazowych" - czytamy w oświadczeniu.

"Czy w szeregach AK nie było antysemitów? Byli. Jak wszędzie. W każdej zbiorowości. Ale to był margines marginesu" - podkreślił ktp. Radłowski. "Czekam na sprawiedliwy wyrok. (…) Żaden film i żaden wyrok nie jest w stanie zatrzeć prawdy, którą znam o tym, kto był sprawcą, a kto ofiarą. Kto zbrodniarzem, a kto bohaterem" - głosi oświadczenie kapitana.

Pełnomocnicy pozwanych producentów wnieśli z kolei o odrzucenie pozwu. Sąd oddalił wniosek o powołanie kolejnego biegłego z zakresu filmoznawstwa, który miał być innej narodowości niż polska.

Nie zawarto także ugody, którą proponował sąd.

Film "Nasze matki, nasi ojcowie" w trzech częściach TVP1 wyemitowała w czerwcu 2013 r. Film wywołał dyskusję w Polsce i Niemczech, dotyczącą sposobu przedstawienia w serialu Polaków oraz problemu odpowiedzialności Niemców za zbrodnie II wojny światowej. Po emisji filmu w publicznej telewizji ZDF w marcu w niemieckich mediach rozpoczęła się burzliwa debata o odpowiedzialności "zwykłych Niemców" za zbrodnie II wojny. W Polsce produkcję krytykowano za ukazywanie partyzantów z AK jako antysemitów i relatywizowanie odpowiedzialności Niemców. Pod koniec czerwca 2013 r. warszawska prokuratura rejonowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie publicznego znieważenia narodu polskiego w związku z emisją filmu w TVP. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl