Małysz: Stoch jest w stanie zrobić wszystko

/ Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

Adam Małysz jest przekonany, że Kamil Stoch jest w stanie powtórzyć wyczyn Svena Hannawalda i wygrać na czterech obiektach Turnieju Czterech Skoczni. - On jest w tej chwili w takiej formie, że jest w stanie zrobić wszystko – powiedział przed konkursem w Innsbrucku.

- Kamil jest w tym momencie topowym zawodnikiem. Jest w stanie zrobić wszystko. Kiedy Sven wygrywał wszystkie konkursy, nie był tak doświadczony, jak teraz Kamil. Na pewno przed nim trudne zadanie, ale jest w takim gazie, że nic nie jest w stanie mu przeszkodzić w dążeniu do swoich celów – ocenił dwukrotny medalista olimpijski.

Małysz odniósł się także do wypowiedzi Hannawalda, który obiecał, że temu skoczkowi, który pokona Stocha w Innsbrucku lub Bischofshofen stawia piwo. Niemiec chciałby pozostać jedynym w historii zawodnikiem, który zwyciężył na czterech obiektach.

- Widocznie jest biedny, skoro tylko piwo stawia. Jeśli tak chce zostać tym jedynym, powinien postarać się o coś więcej. Piotrek Żyła po dobrym skoku w Zakopanem zaoferował kilka flaszek, a to jest już gest – śmiał się obecny dyrektor sportowy związku.

Stoch to triumfator z ubiegłego sezonu. Turniej Czterech Skoczni już wygrał i wie, jak to zrobić, to właśnie w tym tkwi jego przewaga nad najgroźniejszym z rywali – Niemcem Richardem Freitagiem. - Kiedy nic nie musisz, tylko możesz, jest zdecydowanie łatwiej. Jesteś w formie, wszystko robisz tak jak trzeba i wszystko zależy od tego, czy się wyśpisz, od humoru, od pogody. W takiej sytuacji jest teraz Kamil – powiedział Małysz.

Zwrócił on także uwagę, że kiedyś każda skocznia była inna. Teraz wszystkie są do siebie podobne. - Taki jest zresztą trend w Pucharze Świata, żeby obiekty miały zbliżone do siebie profile. Dawniej w Innsbrucku był stromy rozbieg, szybkie przejście, krótki próg. W Bischoshofen długi i wolny, nie wiadomo było, kiedy się odbijać. Nie powiem, że teraz jest łatwiej, ale podobieństwo skoczni powoduje, że jak skaczesz dobrze, to obiekt ci nie przeszkodzi – ocenił.

W związku trwają już też rozmowy na temat przedłużenia umowy z trenerem Stefanem Horngacherem. To pod jego wodzą Polacy zaczęli liczyć się jako drużyna i zdobyli w zeszłym sezonie pierwszy w historii złoty medal mistrzostw świata. Odbudował też Stocha i sprawił, że każdy z zawodników wspiął się na wyżyny swoich umiejętności.

W austriackich mediach coraz częściej mówi się o... zatrudnieniu Horngachera w miejsce Heinza Kuttina. Wszystko dlatego, że Austriacy radzą sobie słabo, są bez formy, a drużyna praktycznie nie istnieje.

- Była już mowa o tym, żeby przedłużyć kontrakt ze Stefanem. Na razie daliśmy mu tylko gwarancję, że to zrobimy. Myślę jednak, że to będzie długoterminowa współpraca. Był nacisk na prezesa na to, żeby nie przedłużać umowy z roku na rok, a od igrzysk do igrzysk. Z tego, co rozmawiałem ze Stefanem, chce z nami zostać – przyznał Małysz.

Na półmetku Turnieju Czterech Skoczni liderem jest Kamil Stoch, który o 11,8 pkt wyprzedza Niemca Richarda Freitaga. Trzeci jest Dawid Kubacki. Trzeci konkurs w Innsbrucku odbędzie się w czwartek o godz. 14.00 (transmisje w Eurosporcie i TVP).

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych.

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl