Nudno się robi

Jeśli czytają Państwo niniejszy artykuł, to znaczy, że w redakcji jest straszna posucha i wzięto pierwszy lepszy materiał, który był pod ręką, w celu zapełnienia strony czymkolwiek. Istnieje też opcja, że mają dość moich namolnych telefonów z pytaniami „kiedy tekst się ukaże” i dano go do druku, abym się zwyczajnie odczepił. Każdy ceni sobie święty spokój i ludzie zrobią wiele, bym przestał ich nękać.

Dlaczego tak się dzieje? Dzieje się tak dlatego, że piszę stale o jednym i tym samym, więc po przeczytaniu kolejnego tekstu z serii: „Jak dzielni Niemcy wciąż budują swój rząd”, normalny człowiek ma dość. Ponieważ ja nigdy nie twierdziłem, że jestem normalny, uważnie obserwuję sytuację u naszego zachodniego sąsiada i staram się przekazywać Czytelnikom destylat z poczynań Angeli Merkel i jej wesołej kompanii, a moja wstępna konkluzja jest następująca – nudno się robi.

Okrągłe frazesy

Nudno się robi, ponieważ doniesienia zza Odry są utrzymane od tygodni w jednej konwencji – „Merkel z Schulzem odbędą jeszcze tylko dwa spotkania i jedną turę rozmów, które pozwolą im zbudować rząd marzeń, a wy, drodzy Niemcy, zajmijcie się w tym czasie sprawą łamania praworządności w Polsce, dla której uruchomiono w ramach braterskiej pomocy art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Ba, to i tak lepiej, niż robili Chruszczow z Breżniewem, bo tamci czołgi od razu wysyłali”. A teraz już kończymy z tymi naciąganymi żartami, gdyż Niemcom wcale wesoło nie jest, a i my z nich nie powinniśmy się śmiać.

Nie powinniśmy się śmiać z potężnego kraju leżącego w centrum Europy, którego prezydent w swoim świątecznym orędziu pokornie prosi społeczeństwo o zaufanie do polityków i stara się wytłumaczyć ich nieudolność na wszystkie możliwe sposoby. Tak, nie muszą Państwo przecierać oczu z niedowierzaniem – potwierdzam, że piszę o Franku-Walterze Steinmeierze. Jakie nastroje społeczne panują u naszych zachodnich sąsiadów, skoro głowa państwa w bożonarodzeniowym wystąpieniu tłumaczy, że rozumie bezsilność, niepewność i dezorientację ludzi? Co musiało się wydarzyć, że Steinmeier już jawnie wskazuje, iż przyczyną takiego stanu rzeczy jest długotrwały kryzys imigracyjny i ciągła niemożność skomponowania rządu federalnego, mimo że od wyborów do Bundestagu upłynęły już trzy miesiące? Dobrze, nawet jeśli przeciętni Peter i Helga nie chcą się zajmować odległymi, berlińskimi sprawami, to dlaczego zostali poproszeni przez swojego prezydenta o wewnętrzne wyciszenie w tym szczególnym czasie, mimo że dostęp do placówek służby zdrowia jest coraz trudniejszy, zniesiono wiele połączeń autobusowych do ich prowincjonalnych miejscowości czy zlikwidowano kolejne punkty handlowo usługowe? Steinmeier napomknął, że frustracja osób dotkniętych takim stanem rzeczy i poczucie zepchnięcia na margines znajdują u niego zrozumienie, ale jedyne co zrobił, to nieudolnie próbował pocieszyć je kilkoma okrągłymi frazesami o tym, że wszystko będzie dobrze.

Wszystko będzie dobrze nie wcześniej jednak niż na koniec marca, kiedy planowane jest zakończenie głównych rozmów pomiędzy chadekami z CDU/CSU a socjaldemokratami z SPD w sprawie powstania kolejnej wielkiej koalicji. Jeśli założymy, że 31 marca 2018 r. będzie dniem utworzenia gabinetu kanclerz Merkel, to prosta arytmetyka wskazuje, iż Niemcy potrzebują ponad pół roku na powołanie aparatu rządzącego. Jak słaba jest legitymizacja takiej władzy w porównaniu choćby z rządem polskim? Przypomnę, że gabinet premier Beaty Szydło uzyskał wotum zaufania po upływie 24 dni od elekcji. Czy rząd Niemiec będzie mógł nadal odgrywać główną rolę w Unii Europejskiej, skoro cieszy się tak słabym poparciem we własnym kraju? W mojej ocenie nie! Czy będzie to „pełnokrwisty” rząd demokratycznego kraju, czy raczej swoisty „gabinet przetrwania” do kolejnych wyborów w roku 2021? Te pytania pozostaną obecnie bez odpowiedzi, ale możemy pokusić się o dywagację, dlaczego, pomimo panującej sytuacji patowej, Niemcy nie chcą rozpisać kolejnych wyborów do Bundestagu?

Brudne chwyty

Kolejnych wyborów do Bundestagu unika jak ognia zarówno niemiecki prezydent, jak i kanclerz. Powód jest prozaiczny – dzięki uporczywemu forsowaniu przez Frau Bundeskanzlerin „polityki otwartych drzwi” trzecią siłą niemieckiego parlamentu stała się Alternatywa dla Niemiec (AfD) – partia określana jako populistyczna, skrajnie antyimigrancka i antyeuropejska, która zdobyła prawie 100 mandatów. Jej wejście na arenę polityczną zaszachowało wszystkich graczy tak skutecznie, że pozostało im jedynie wygłaszanie słabych orędzi i apeli, nawołujących liderów partii do opamiętania, kompromisu i wzięcia odpowiedzialności za kraj, oraz stawianie absurdalnych tez, że takowej odpowiedzialności nie można znów złożyć na barkach wyborców. Taki model niemieckiej demokracji przedstawił w listopadzie wspomniany już Steinmeier, zaraz po zerwaniu rozmów o powstaniu koalicji jamajskiej. Czyżby prezydent bał się, że wynik AfD będzie jeszcze lepszy od obecnego i partia stałaby się jednym możliwym koalicjantem dla chrześcijańskich demokratów? Może stąd wynikają obecne kłopoty AfD? Od kilku miesięcy bowiem ugrupowanie nie potrafi znaleźć patrona, którego imię byłoby znakiem rozpoznawczym fundacji wspierającej partię i będącej jednocześnie kuźnią oraz rezerwuarem jej kadr. Alexander Gauland, lider „Alternatywy”, zaproponował, aby to Gustav Stresemann stał się patronem fundacji, ale natychmiast podniósł się w Niemczech medialny krzyk przeciwników tej idei, w którym wiedzie prym wnuk byłego kanclerza Republiki Weimarskiej, wspierany zgodnie przez pryncypałów innych partii, które same od wielu lat mają podobne finansowane ze środków publicznych fundacje. Nie jestem zwolennikiem programu AfD, ale zwalczanie przeciwnika politycznego wątpliwej jakości metodami budzi we mnie jeszcze większy niesmak. Jaka więc jest niemiecka władza jakościowo?

Śledźmy sytuację

Niemiecka władza jakościowo jest zła, zużyta, reprezentowana przez ogranych liderów, na których ciążą wszystkie winy za doprowadzenie państwa do obecnej sytuacji swoistej regencji. Liderów, którzy nie są jednak zbyt skorzy, aby publicznie przyznać się do winy i wyrazić skruchę. Liderów, którzy pozostawiają rannych towarzyszy na polu bitwy, a sami bezpiecznie się wycofują na tyły, aby ocalić resztki zdobytych łupów.

Są Państwo zdziwieni tym porównaniem? Jak więc inaczej można nazwać postępowanie wiceszefowej socjaldemokratów Marii Dreyer, która dopuszcza możliwość powstania chadeckiego rządu mniejszościowego wspieranego ewentualnie przez SPD? Czyż to nie jest szatański plan? Dotychczasowy koalicjant zostawia Merkel z wizją rządu mniejszościowego, a sam, w zależności od sytuacji, będzie go wspomagał lub nie! Za pół roku Niemcy zapomną, że SPD współrządziło krajem przez ostatnie lata i pani kanclerz stanie się jedyną twarzą porażki. Z jakim więc politycznym kapitałem obydwa ugrupowania przystąpią do kolejnej elekcji? Odpowiedź na jakiekolwiek pytania odnośnie do struktury przyszłego niemieckiego gabinetu otrzymamy nie wcześniej niż 12 stycznia 2018 r., gdyż na ten dzień zaplanowany jest koniec wstępnych, sondażowych rozmów koalicyjnych pomiędzy CDU/CSU a SPD, a dopiero na koniec pierwszego kwartału przyszłego roku, jeśli oczywiście rząd powstanie, będziemy mogli dokonać kompleksowej oceny ich poczynań.

Kompleksowej oceny ich poczynań będzie musiało dokonać głównie polskie MSZ, które, mam przynajmniej taką nadzieję, bardzo uważnie śledzi obecną sytuację, poddaje ją bieżącej, dogłębnej analizie i wyprowadza stosowne wnioski. Niemcy nie są nam przyjaźni, traktują Polskę jako kraj lenny i zrobią wszystko, aby tak pozostało, dlatego, w mojej ocenie, polityczna matnia, w którą sami się wpędzili, bardzo nam sprzyja. Budujmy więc własną siłę na słabości sąsiadów i patrzmy im uważnie na ręce, mimo że czasem już nudno się robi.

Howgh!

Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

List otwarty przedsiębiorców

Sz. P. Henryk Kowalczyk, Minister Środowiska. W imieniu przedsiębiorców zrzeszonych w Radzie Gospodarczej Strefy Wolnego Słowa, reprezentujących branżę elektroodpadów, z ogromną satysfakcją i nadzieją przyjęliśmy zapowiedzi rządu w sprawie zaostrzenia przepisów związanych z gospodarką odpadami i likwidacji mafii śmieciowej w Polsce.

Polscy przedsiębiorcy, działający uczciwie i odpowiedzialnie na rynku elektroodpadów, apelują o to od lat. Dlatego z entuzjazmem wspieraliśmy wszelkie działania resortu środowiska, nastawione na likwidację patologii na rynku przetwarzania odpadów i przynoszące poprawę stanu środowiska w Polsce. W dalszym ciągu może Pan liczyć w tym względzie na nasze wsparcie i współpracę. Jednocześnie apelujemy do Pana Ministra o objęcie zdecydowanymi działaniami naprawczymi także rynku elektroodpadów. 

Według raportu NIK z czerwca 2017 roku polski system zbiórki i przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego funkcjonuje nieprawidłowo i wymaga naprawy. „Podmioty zaangażowane w system gospodarowania zużytym sprzętem, w tym m.in. zajmujące się jego zbieraniem i przetwarzaniem, nie przestrzegają przepisów w zakresie swojej działalności. Brakuje standardów przetwarzania elektroodpadów, a system sprawozdawczy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym nie jest źródłem rzetelnych i wiarygodnych danych. Częsta wymiana sprzętu elektrycznego i elektronicznego powoduje znaczny wzrost strumienia elektroodpadów, które ze względu na zawartość wielu niebezpiecznych substancji stanowią ogromne zagrożenie dla środowiska naturalnego oraz dla zdrowia i życia ludzi” – czytamy w raporcie.

Sprzęt ten zawiera bardzo wiele substancji chemicznych, takich jak azbest, brom, kadm, ołów, rtęć, freony czy cyklopentany, które muszą zostać w procesie przetwarzania odpadów wychwycone i unieszkodliwione. Inaczej przedostają się do atmosfery, gleby i wody, a następnie do organizmów ludzi, zwierząt, i roślin. 

Jednak zebrany sprzęt przetwarzany jest, według NIK, w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Według Izby „stan techniczny większości polskich zakładów przetwarzania zdecydowanie odbiega od standardów podobnych podmiotów działających w innych krajach Unii Europejskiej. Wiele zakładów przetwarzania opiera swoją działalność na ręcznym demontażu zużytego sprzętu, do którego wykorzystuje narzędzia ręczne oraz elektronarzędzia”. 

Powyższa sytuacja wynika według raportu NIK „z braku wymagań dla procesów przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego lub dla instalacji do przetwarzania tych odpadów oraz wymagań dla odpadów powstających w wyniku tych procesów” oraz niskich wymagań technicznych dla zakładów przetwarzania. Co warte podkreślenia, Polska, jako jedyny kraj UE, nie ma standardów technologicznych dla zakładów przetwarzania elektroodpadów. „Przerabiać” je może więc praktycznie każdy, kto posiada kawałek placu, nawet w centrum miasta, oraz młotek lub strzępiarkę do złomu.

Powyższa sytuacja to okazja dla przestępców i szarej strefy – bardzo atrakcyjna finansowo, gdyż w polskim systemie zbiórki występuje permanentny niedobór zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego w legalnym systemie zbierania oraz w zakładach przetwarzania, przy jednocześnie rosnącym zapotrzebowaniu ze strony producentów i sprzedawców sprzętu elektrycznego i elektronicznego na potwierdzenie wykonania obowiązku zbiórki i przetworzenia elektroodpadów. Tworzy to z kolei rynek „lewych kwitów”, skutkujący przestępczymi fortunami. Tym większymi, im bardziej rabunkowo i prymitywnie, przy niższych kosztach i inwestycjach, dokonuje się pozornego lub fikcyjnego przetworzenia elektroodpadów.

Obecna sytuacja blokuje z kolei inwestycje rzetelnych polskich przedsiębiorców w unowocześnianie zakładów przetwarzania – inwestowanie w poprawę jakości jest bowiem nieracjonalne. Powoduje wzrost kosztów i może doprowadzić przedsiębiorcę do upadłości – musi on bowiem konkurować z przestępcami i pseudoprzetwórcami, którzy nie ponoszą żadnych kosztów i nakładów na przetwarzanie zużytego sprzętu w zgodzie z wymogami środowiska.

Z poważaniem

Piotr Hofman
Prezes Zarządu Rady Gospodarczej SWS

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl