Pożegnanie Marcina

Zaraz po świętach 27 grudnia z rana doszła do kibiców Lechii smutna wiadomość. Zmarł nagle Marcin Marchlewski „Marchewa”. Miał 46 lat. Pozostawił żonę i dwóch dorastających synów. Należał do grupy kibiców, którzy w latach 80. budowali etos środowiska fanów biało-zielonych.

Marcin swój pierwszy mecz wyjazdowy zaliczył w 1985 r. Lechia grała wówczas w Łodzi z ŁKS-em. Odtąd biało-zielona brać pozostała już na zawsze w sercu „Marchewy”. Do 2017 r. jeździł za ukochanym klubem po całej Polsce. Był z Lechią na dobre i na złe. To dzięki takim kibicom klub w najbardziej kryzysowych latach podniósł się z kolan i przemaszerował od A-klasy do ekstraklasy. Był jednym z akcjonariuszy mniejszościowych spółki Lechia Gdańsk.

Dzięki takim kibicom przetrwały też wolnościowe tradycje, z których Lechia słynęła w ostatniej dekadzie komunistycznego zniewolenia. Marcin miał serce po prawej stronie, chociaż starał się być jak najdalej od politycznych sporów. Lubił się jednak na ten temat przekomarzać. Był typem człowieka szalonego, w jego głowie roiło się od żartów. Ludzie lubili przebywać w jego otoczeniu. Miał dobre serce. Nigdy nie przeszedł obojętnie wobec potrzebujących pomocy.

Druga miłość stadionowa „Marchewy” to reprezentacja. Był na wszystkich ważniejszych turniejach, na których występowała polska drużyna. W gronie fanów Lechii mógł być nawet rekordzistą pod względem liczby meczów reprezentacji, które obejrzał na żywo. Inną pasją naszego zmarłego kolegi były podróże. Dzielił ją z żoną Anią, o której mawiał, że jest jego „aniołem stróżem”. I tu się nie pomylił. Ania bardzo o niego dbała, kiedy zaczynało mu szwankować zdrowie. Pierwsze poważne ostrzeżenie pojawiło się rok temu. Spowodowało, że Marcin zmienił tryb życia. Patrząc z ludzkiego punktu widzenia – Pan Bóg dał mu czas, żeby poukładał lepiej doczesne sprawy.

Niektórzy mogliby pewnie wyliczyć wiele życiowych błędów Marcina. Tak, miewał i słabsze chwile. Oddajemy je już teraz Miłosierdziu Bożemu. Okoliczności śmierci są tym momentem w naszym życiu, kiedy poruszamy się po obszarze świętym i tajemniczym zarazem, bo na tym obszarze Boża świętość i tajemnica ludzkiej nieprawości wychodzą naprzeciw siebie. Co więcej, jak zauważył jeden z kaznodziejów, „skruszona ludzka nędza i Miłosierdzie Boże całują się nawzajem”. Wszyscy musimy wobec tej rzeczywistości przyjąć postawę zgiętych kolan. Wtedy (znów posłużę się cytatem, tym razem z „Ojca Goriota”) „doświadczymy owych szlachetnych i pięknych wyrzutów, których wartość rzadko oceniają ludzie, kiedy sądzą bliźnich, a które często każą aniołom w niebie rozgrzeszyć zbrodniarza skazanego przez ziemskie trybunały”.

Śmierć Marcina wywołała reakcję jego wiernych przyjaciół. Tłumnie w ostatnich dniach uczestniczyli w modlitwie różańcowej za jego duszę. To było wzruszające doświadczenie.
„Marchewę”, naszego drogiego przyjaciela, pożegnaliśmy w sobotę.


Żegnaj, Bracie. Niech Cię Bóg przygarnie do wiecznego życia w niebie. Do zobaczenia w sektorze niebo!
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Frank Taylor, zasada z Lockerbie w Smoleńsku

W wypadku katastrofy lotniczej nad Lockerbie w Szkocji, która okazała się zamachem terrorystycznym, to badanie kolejności, w której od konstrukcji samolotu oddzielały się poszczególne jej elementy, pozwoliło odnaleźć ten jeden kluczowy: fragment radiomagnetofonu Toshiba, znajdujący się w jednym z bagaży, z którego zamachowcy wymontowali części, zamienione na chronometr i materiał wybuchowy. 

Pierwszy program komputerowy, pozwalający na badanie sposobu rozkładu samolotu, który ulega katastrofie, współtworzył Frank Taylor – dziś szef europejskiego zespołu ekspertów Podkomisji MON badającej sprawę Smoleńska. Ów program pozwala na określenie, jak wygląda trajektoria poszczególnych elementów spadającego samolotu z określonej wysokości, między innymi na podstawie miejsc, w których znaleziono jego szczątki. Tego rodzaju badania pozwoliły rozwiązać zagadkę przyczyn, z powodu których samolot Pan Am spadł na szkockie Lockerbie. Kolejność, w której rozpada się ulegający katastrofie samolot, ma dla śledczych kluczowe znaczenie ze względu na obowiązującą w tej branży zasadę, która w tekście naukowym Franka Taylora z roku 2006 określona jest w ten sposób: „Aksjomatem jest zasada, że części, które najpierw odpadają od samolotu, najczęściej niosą w sobie odpowiedź na pytanie, z jakiego powodu odpadły”. Jak mówi Taylor, „elementy znalezione w określonym miejscu na ziemi pozwalają wyliczyć, z którego miejsca i w jaki sposób odpadały”. Tak było w wypadku Lockerbie (eksplozja w luku bagażowym), jak i w wypadku Smoleńska (eksplozje w lewym skrzydle). Ponieważ inną zasadą obowiązującą w badaniach tego rodzaju zdarzeń jest to, że zdecydowana większość zniszczeń wraku stanowi efekt uderzenia samolotu o ziemię, to bardzo często samo ustalenie kolejności rozkładu samolotu pozwala ustalić, gdzie szukać dowodów na przyczynę lub przyczyny katastrofy. Według Taylora, zadaniem śledczych jest znalezienie wśród części samolotu takich, które noszą ślady uszkodzeń powstałych przed uderzeniem samolotu w ziemię. To właśnie z tego powodu tworzy się szczegółowe mapy wrakowiska z informacjami, gdzie znaleziono poszczególne elementy. Również z tego powodu każdy zespół badaczy tego rodzaju zdarzeń dokonuje przestrzennej rekonstrukcji wraku samolotu. Czynności, której nie tylko nie dokonała Komisja Millera, co wielokrotnie jej zarzucano, ale przede wszystkim nie zrobiła jej rosyjska komisja MAK, o co z kolei z niezrozumiałych dla mnie powodów nikt nigdy nie pytał szefa rosyjskiej komisji działającej w tej sprawie, czyli ówczesnego premiera Federacji Rosyjskiej, Władimira Putina. Również z powodu tej zasady rosyjska propaganda oraz jej rezonatory w Polsce do dzisiaj przywiązują tak wielką wagę do kłamstwa o pancernej brzozie. Kłamstwo to zostało wielokrotnie obalone, jednak rosyjska strona tego sporu ciągle broni go jak Stalin Stalingradu. Jest ono bowiem koniecznym elementem rosyjsko-laskowo-tefałenowskiej wersji zdarzeń. Jeśli Anodina, Lasek i redakcja TVN zgodziliby się, że samolot nie uderzył w drzewo, to jak inaczej niż działaniem człowieka mogliby wytłumaczyć chirurgiczną precyzję odcięcia skrzydła, które na ich nieszczęście widać było na pierwszych zdjęciach satelitarnych z miejsca zdarzenia i które znalezione zostało daleko przed miejscem, gdzie samolot ostatecznie uderzył w smoleńską ziemię? Lewe skrzydło jest jednym z pierwszych elementów, które oderwały się od konstrukcji Tu-154, a więc zgodnie z zasadami badania katastrof lotniczych, zawiera w sobie odpowiedź na pytanie, co spowodowało upadek samolotu.
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl