Sędzia Igor Tuleya – ikona walki z PiS-em

Gdyby w Sądzie Okręgowym w Warszawie działał system losowy, wprowadzany przez Ministerstwo Sprawiedliwości, szanse, że to akurat Igor Tuleya zajmie się kolejną sprawą polityczną, byłyby nikłe. A tak ktoś – w domyśle przewodniczący wydziału karnego, sędzia Wojciech Małek – przydzielił właśnie jemu kolejny odcinek walki z PiS-em.

Przypomnijmy, warszawski sąd pod kierownictwem sędziego Tulei nie zgodził się na umorzenie postępowania ws. przeniesienia posiedzenia Sejmu do Sali Kolumnowej.

W grudniu ub.r. opozycja storpedowała przebieg obrad w parlamencie. Protestowała tym samym przeciwko wykluczeniu posła Michała Szczerby za ironiczne odzywki do Marka Kuchcińskiego. Sam marszałek później przywrócił Szczerbę, poniekąd przyznając się do zbyt gwałtownej reakcji. Opozycja wybrała natomiast najbardziej radykalną metodę – blokadę mównicy sejmowej. Dlatego Kuchciński zdecydował, że Sejm pochyli się w innym miejscu nad ustawą budżetową i bezpieczniackimi emeryturami.

Prokuratura sprawdzała, czy w czasie głosowania doszło do złamania prawa. Według posłów opozycji nie wpuszczono ich do sali, a głosowanie było nieważne, bo liczone ręcznie. Poza tym PiS nie dopuszczało wniosków formalnych opozycji. Prokuratura umorzyła sprawę, swoje ekspertyzy potwierdzające, że do złamania prawa nie doszło, przedstawiła Kancelaria Sejmu. Wraz z kłótniami polityków PiS u i PO rosła temperatura przed gmachem przy ul. Wiejskiej, osiągając stan wrzenia – kilkuset zwolenników opozycji wyzywało posłów partii rządzącej i blokowało im wyjazd, czym też łamali prawo.

Metody rodem z maminej pracy

I wtedy do akcji ruszył Igor Tuleya. Sędzia znany z bardzo krytycznych wypowiedzi wobec PiS u. Zatem – nawet gdyby ktoś zakładał, że jest specjalistą w swoim fachu – musi być zwyczajnie nieobiektywny w tej sprawie. Mówiąc krótko: Tuleya nie powinien zostać przydzielony do oceny postanowienia prokuratury ws. zamieszania z grudnia ubiegłego roku. Co to za dający rękojmię niezależności i bezstronności sędzia, który fotografuje się podczas biesiady z posłanką PO na Sejm Henryką Krzywonos? Co to za sędzia, który nadinterpretuje przesłanki dowodowe i stwierdza, że CBA wobec dr. Mirosława G. – tego, który podobno ma ręce pianisty, jak orzekł niegdyś Jacek Żakowski – zachowało się jak stalinowska służba specjalna? „Opisane działania stanowią wyraz pogardy dla drugiego człowieka, która właśnie jest podstawą każdego totalitaryzmu” – oceniał w uzasadnieniu w 2013 r.

Ponadto Tuleya uznał, że CBA nie spełnia nawet „standardów” panujących w komunistycznej bezpiece. Problem w tym, że w organach bezpieczeństwa pracowała matka sędziego. I nie byłby to aż tak wielki ambaras – wszak dzieci nie odpowiadają za błędy i grzechy rodziców – gdyby Tuleya nie orzekał w sprawach lustracyjnych. Jeśli tylko ktoś o tym wspomni i skrytykuje wyraźnie ujawniane polityczne poglądy sędziego, „Gazeta Wyborcza” ma jedną i taką samą śpiewkę: „nagonka”. Jeśli jest tu jakaś „nagonka”, to Tuleya urządza ją sobie sam. Wszak doskonale musiał wiedzieć, jaka będzie reakcja na kolejny polityczny wyrok.

Niefortunne opóźnienia

Reforma wymiaru sprawiedliwości, która zbliża się wielkimi krokami, może rzeczywiście ten problem naprawić. Inna sprawa, że ustawa o sądach powszechnych weszła w życie w sierpniu. Tymczasem mamy grudzień, a nowe rozwiązanie jeszcze nie działa. Ministerstwo Sprawiedliwości powinno mieć opracowany system informatyczny i dopiero wtedy należało przyjąć ustawę. System losowy jest jej najważniejszym punktem, razem z wymianą kadrową w sądach. Gdyby rozwiązanie działało, Tuleya zapewne nie byłby kolejny raz gwiazdą mediów.

Gromy może zebrać także Wojciech Małek, przewodniczący wydziału karnego w warszawskiej okręgówce. To sędzia, który wsławił się uniewinnieniem dygnitarza PRL-owskiego Stanisława Kociołka za masakrę na Wybrzeżu w 1970 r. Proces ciągnął się 18 lat. Według Małka każdego sprawcę należy sądzić indywidualnie, bez stosowania odpowiedzialności zbiorowej. Głównodowodzący pacyfikacją robotników otrzymali w 2013 r. symboliczne kary – dwa lata w zawieszeniu do czterech lat, i to nie za zabójstwo.

Krecia robota

80 proc. Polaków wyraziło w badaniach sondażowych potrzebę reformy sądów. I choć ustawy reformujące wymiar sprawiedliwości stwarzają kilka poważnych zagrożeń – polityczny wybór sędziów przez parlamentarzystów oraz większe uprawnienia prokuratora generalnego – a być może spora część respondentów nie zgadza się na rozwiązania proponowane przez PiS, to zachowania takich sędziów jak Igor Tuleya wspierają proponowane zmiany. Igor Tuleya wraz ze swoimi obrońcami nie zdają sobie chyba sprawy, że wykonują „krecią robotę” dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Dzięki upolitycznionym sędziom cierpi wizerunek również tych, którzy nie wychodzą przed szereg i po prostu wypełniają swoje obowiązki względem państwa. Lepszego argumentu niż antypisowski Tuleya PiS nie mógł dostać do wprowadzania własnych porządków w sądownictwie. Tylko czekać na kolejne wiadomości o kradnących wiertarki, spodnie i pendrive’y. Oni również przysłużą się do „zamachu na demokrację”, o którym tyle mówi środowisko sędziowskie.

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Iwulski i towarzysze

W 1982 r. ppor. Józef Iwulski, jako sędzia Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego, orzekał kary więzienia wobec opozycjonistów na podstawie „prawa” stanu wojennego („przestępstwo mające na celu obalenie ustroju PRL poprzez działalność w Konfederacji Polski Niepodległej)”. Jego żona, Anna Iwulska, jako oficer SB, inwigilowała opozycję.

Iwulski został oddelegowany do sądownictwa z komunistycznego kontrwywiadu wojskowego, czyli jest to kariera od Wojskowej Służby Wewnętrznej w PRL do Sądu Najwyższego w III RP. Prof. socjologii Zygmunt Bauman zaczynał karierę w 1944 r. w moskiewskiej milicji, potem był oficerem polityczno-wychowawczym LWP. Jako funkcjonariusz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego pacyfikował antykomunistyczne podziemie. A jako agent „Semjon” przez lata współpracował ze stworzoną przez Sowietów zbrodniczą Informacją Wojskową, poprzedniczką WSW. Ostatecznie Bauman został oddelegowany na front nauki, by z Uniwersytetu Warszawskiego trafić do brytyjskiego Leeds – kariera od politruka do profesora. Helena Wolińska, ppłk Naczelnej Prokuratury Wojskowej, morderczyni sądowa, po doktoracie „Przerwanie ciąży w świetle prawa karnego” wykładała w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR. Jej mąż, Włodzimierz Brus – jak Zygmunt Bauman, politruk LWP – został profesorem, tym razem ekonomii, Uniwersytetu Warszawskiego, a potem Oksfordzkiego. Stefan Michnik, kpt. LWP, informator i rezydent Informacji Wojskowej, jako sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, dopuścił się szeregu zbrodni sądowych, został wykładowcą Wojskowej Akademii Politycznej im. F. Dzierżyńskiego w Warszawie, adwokatem, redaktorem w Wydawnictwie MON, a ostatecznie bibliotekarzem na uniwersytecie w szwedzkiej Uppsali. I jeszcze Hilary Minc i Piotr Jaroszewicz, którzy na szczyty aparatu partyjno-państwowego PRL też trafili z aparatu politycznego LWP. Dlatego przypadek Józefa Iwulskiego potwierdza regułę – z wojska czy bezpieki wojskowej do wysokich stanowisk cywilnych. Przepraszam, zapomniałbym o Jaruzelskim.
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl