Kredyt dla Morawieckiego! Kredyt zaufania

Potrzebujemy polityka młodszego pokolenia, który będzie decyzyjny i zdolny mówić o gospodarce językiem innym niż Ryszard Petru. Jeśli Mateusz Morawiecki nie wypali się wielką polityką, może wyrosnąć na gracza dużego formatu. Do tego potrzebuje kredytu zaufania wśród elektoratu rządzącej partii.

Piotr Wójcik trafnie niedawno zauważył na łamach "Gazety Polskiej Codziennie”, że jak na razie lepsze efekty niż plan modernizacyjny Mateusza Morawieckiego przynoszą reformy społeczne, na czele z programem Rodzina 500+. Prawo i Sprawiedliwość zafundowało Polsce przez ostatnie dwa lata istotną pozytywną zmianę społeczno-gospodarczą – nie tylko na poziomie już zbadanych i opisanych wskaźników i mechanizmów materialnych, lecz także przez zburzenie stereotypów III Rzeczypospolitej.

Władza jako trybun ludowy

Rządząca formacja, początkowo nie do końca świadomie, ugodziła we wszystkie opowieści o uboższych, słabszych, pozbawionych perspektyw, zmuszonych do emigracji Polkach i Polakach, opisywanych przez main­stream jako zbędni roszczeniowi ludzie, którzy najlepsze, co mogą zrobić, to wpełznąć pod kamień, by nie psuć liberalnym elitom widoków na zielonej wyspie.

Upadek Platformy Obywatelskiej okazał się krachem wykluczającej, pseudoliberalnej opowieści o Polsce. Im większą arogancją i ignorancją wobec zwykłych ludzi wykazywali się w ostatnich latach zdesperowani obrońcy komitetu plutokracji, tym bardziej Prawo i Sprawiedliwość wchodziło w buty trybuna ludowego. Niekiedy wadziło to nawet nieco zamożniejszemu i wielkomiejskiemu elektoratowi tej partii. Ale im solidniej opozycja zachłystywała się własną frustracją, im mocniej spadały jej słupki poparcia – tym lepiej było widać, że to, co nazywamy dziś pięćsetplusową strategią społeczną, zadziałało.

Rekonstrukcja rządu pokazała równocześnie, że premier Beata Szydło stała się znakiem społecznych przemian w Polsce: symbolem pójścia pod prąd głównym trendom transformacji. Ten wizerunek już przy niej zostanie. I to jest w porządku, choć – mówili o tym niekiedy wprost politycy PiS w kuluarach – wiele jeszcze zostało do zrobienia. Dziś jednak da się zauważyć pewien niepokojący trend. Premier Szydło traktowana jest przez część PiS-owskiego elektoratu nie jako symbol, ale jak magiczna figurka, przynoszący szczęście amulet, którego brak spowoduje katastrofę.

Stawiam sprawę mocno, ale tak to momentami wygląda. Ostentacyjne tu i ówdzie przeciwstawianie pani premier nowemu szefowi rządu jest oczywiście zrozumiałe na psychologicznym, jednostkowym poziomie.

Jak przeciwdziałać animozjom?

Należy szanować uczucia i przekonania tych, którzy mocno utożsamili się z tym rządem – był dla nich również symbolem przełamania złej passy politycznej, nadzieją na długie i stabilne rządy Prawa i Sprawiedliwości. Ale to zjawisko jako pewien trend w obrębie obozu dobrej zmiany jest nieco niepokojący. I sporo może utrudniać. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby w najbliższych miesiącach antypolska propaganda stawiała na trolling w mediach społecznościowych, rozbudzający animozje wśród zwolenników i zwolenniczek PiS: przeciwstawianie „dobrej premier Szydło” „złemu Mateuszowi Morawieckiemu” świetnie się do tego niestety nadaje. Tym bardziej należy stosować zupełnie odmienną taktykę: doceniać faktyczne zasługi rządu pani premier i udzielić kredytu zaufania nowemu liderowi rządowego gabinetu.

Jest jasne, że nowy premier i nowe zaplecze to także swoiste ruchy tektoniczne w strukturach władzy: to istotne dla części PiS-owskiego środowiska ze względów zawodowych, z racji różnorakich interesów. Nie ma sensu udawać, że w wokół PiS nie poruszają się różnorodni lobbyści i ludzie, których przyciągają możliwe korzyści. Jednak rekonstrukcji rządu nie da się zawęzić do tej tylko perspektywy. Kwestia dalszej strategii państwa jest nader istotna. Warto, by bardziej prospołeczna część wyborców PiS zechciała posłuchać także biznesowo-wielkomiejskiego elektoratu tej partii. A ta część propisowskiej opinii publicznej zwykle wyraża dwa radykalnie różne przekonania: jedni uważają premiera Morawieckiego za zatwardziałego etatystę, który nie myśli o niczym innym, jak tylko o grabieniu polskich przedsiębiorców. Drudzy sądzą, że nowy szef rządu to szansa na realny liberalizm z PiS-owską twarzą.

Kapitol i kapitalizm

Z dużym prawdopodobieństwem premier Morawiecki będzie działał poza logiką tych dwóch schematów myślowych. W trakcie listopadowego VIII Kongresu Innowacyjnej Gospodarki obecny szef rządu zwracał uwagę na istotny, choć w znacznej mierze pozagospodarczy element naszych kłopotów ze wzrostem. Otóż poważnym mankamentem w historii polskiej innowacyjności był fundamentalny brak niepodległości i suwerenności. Polskie podatki budowały systemy gospodarcze inne niż ojczysty, wzmacniały cudzy kapitał. „Budowały ten system w Petersburgu, Wiedniu i Berlinie, a potem w sowieckiej Moskwie. Z trudem wywalczona niepodległość musi być rozbudowana, wzbogacona o system innowacyjności w polskiej gospodarce, który będzie pozostawiał owoce wzrostu u nas” – mówił wówczas Mateusz Morawiecki.

Gdy inne państwa w ścisłej współpracy świata polityki i biznesu budowały kapitalizm i centra wielkiego kapitału (wbrew stereotypom tak wyglądał w znacznej mierze również XIX-wieczny kapitalizm, również brytyjski, wspierany kanonierkami Jej Królewskiej Mości), my z braku suwerenności byliśmy zepchnięci na boczny tor tych procesów. Takie trendy bardzo trudno jest zmienić – także we współczesnej Polsce często szydzono z wizji gospodarczej suwerenności naszego państwa, sprowadzając rzecz do zero-jedynkowego dylematu: utopia gospodarczej autarkii kontra całkowite podporządkowanie choćby niemieckiej gospodarce. Dziś cała sztuka polega na tym, żeby zobaczyć, na jakich polach da się stopniowo odbudowywać polską suwerenność gospodarczą. Zostawmy na boku przesadny optymizm telewizji publicznej i skrajny pesymizm opozycyjnych telewizji: trzeba iść do przodu i grać na długofalowe pozytywne zmiany.

Także dlatego premier Morawiecki potrzebuje kredytu zaufania od elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. A jeśli rzecz pójdzie pomyślnie, stworzy wokół siebie środowisko polityków, ekonomistów, prawników, biznesmenów, którzy będą o polskiej gospodarce myśleli ambitniej, niż czyniono to dotychczas.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Sąd Najwyższy dla partii, których nie ma

„My niżej podpisani wzywamy do zrobienia wszystkiego, co możliwe, aby chronić niezależność wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Zwłaszcza wzywamy do jak najszybszego rozpoczęcia procedury naruszenia praworządności zgodnie z artykułem 7. Wzywamy również do wniesienia sprawy polskiej ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości UE tak, aby zatrzymać szkodliwą reformę najszybciej jak to możliwe”.

Któż podpisał się pod listem? „Zieloni, Wolny Sojusz Europejski”, „Europejska Partia Ludowa”, „Zjednoczona Lewica Europejska – Nordycka Zielona Lewica”, „Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów” oraz „Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy”. Nikt z czytelników tego tekstu nie głosował na żadną z tych partii. Bo nie da się na nie głosować. Te partie to stowarzyszenia prawdziwych partii politycznych z różnych państw Europy. Ich szefowie (pochodzący z Niemiec i Belgii) uznali właśnie, że mają prawo do decydowania zamiast Polski o tym, jak wygląda skład polskiego Sądu Najwyższego. Zrobili to, bo zostali poproszeni o interwencję przez ludzi, którzy w Polsce przegrali nie tylko ostatnie wybory, tak jak Platforma Obywatelska i PSL, ale również – jak środowisko „Gazety Wyborczej” – trwającą przez ostatnie 30 lat ideową wojnę o to, czy Polska ma nadal być postkomunistyczną republiką Okrągłego Stołu z uprzywilejowaną pozycją polityczną wybranych grup zawodowych, czy niepodległym demokratycznym państwem, w którym wszystkie władze, łącznie z sądowniczą, podlegają kontroli wyborców. Paradoks polega na tym, że to kartka wyborcza była bronią, za pomocą której środowisko „Wyborczej” tę wojnę przegrało. Żadnej demokratycznej legitymacji do podejmowania decyzji na temat polskiego systemu ustrojowego nie ma ani Trybunał Sprawiedliwości UE, ani Komisja Europejska, choć to te instytucje miałaby, zdaniem sygnatariuszy listu, zmusić Polskę do pozostawienia na stanowiskach skompromitowanych przez wiele lat trwania III RP sędziów SN. Wszystko wskazuje na to, że ta rozgrywka odbywa się nie bez udziału samych sędziów. Jak ogłosiła ostatnio prezes Sądu Najwyższego – nie zamierza ona składać wniosku do prezydenta o zgodę na pełnienie przez nią funkcji po osiągnięciu wieku emerytalnego. Taka decyzja ze strony pani prezes ma interesujące implikacje. Ewentualne podjęcie przez Trybunał Sprawiedliwości UE decyzji o zawieszeniu obowiązywania ustawy o Sądzie Najwyższym oznacza dla Unii, że żaden z przechodzących na emeryturę sędziów nie musi tego robić, a sędzią i tak pozostanie. Jednak z punktu widzenia Polski, 3 lipca upływa termin, w którym taka decyzja musi zostać podjęta. Jeśli więc prezes Gersdorf wniosku nie złoży, to po 3 lipca przestanie być prezesem SN. Może zatem dojść do sytuacji, w której UE oraz tak zwana totalna opozycja w Polsce wraz ze wspierającymi ją mediami uznawać będą Małgorzatę Gersdorf za prezesa Sądu Najwyższego, a polskie państwo – za byłą prezes. To potencjalnie oznaczać może stworzenie dwóch równoległych stanów prawnych: unijnego i polskiego. Ta sytuacja postawi zaś polskich polityków i sędziów przed wyborem, który będą musieli wytłumaczyć obywatelom. Czy za obowiązujący w Polsce stan prawny uważają ten, który jest wynikiem decyzji polskich wyborców, czy może ten, który wynika z wniosków składanych do Fransa Timmermansa i Jeana Claude’a Junckera przez niemieckich i belgijskich kumpli polityków, którzy w Polsce przegrali wybory.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl