"Niezwyciężony": sztuka dialogu ponad podziałami. RECENZJA

/ mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Komedia miesza się z tragedią, patetyczne idee z szarą codziennością, a w miejsce wyrachowanego intelektualizmu wstępuje pełen pasji romans. „Niezwyciężony” w Teatrze 6. Piętro to emocjonalny rollercoaster, który stawia kilka ważnych pytań – m.in. o to, czy potrafimy jeszcze ze sobą rozmawiać ponad podziałami.

Emily (Agnieszka Grochowska) i Oliver (Bartłomej Topa) są typową postępową parą, jakich wiele w XXI wieku – żyją bez ślubu, kultywują zdrowy tryb życia, a ich wieczory upływają na nieco przeintelektualizowanych dyskusjach na temat bolączek współczesnego świata. W wyniku problemów finansowych para jest zmuszona do wyprowadzki z Londynu na prowincję. Tam poznają Alana (Szymon Bobrowski) i Dawn (Aleksandra Popławska), małżeństwo mieszkające po sąsiedzku i reprezentujące ludzi z tzw. „nizin społecznych”. Obie pary zdaje się dzielić przepaść –  począwszy od skrajnie różnych światopoglądów, a skończywszy na powierzchowności i obyczajach. Mimo początkowych obustronnych niechęci i braku zrozumienia, szybko okaże się, że bohaterowie mogą się od siebie wzajemnie wiele nauczyć, a tym, co uczyni ich równymi będzie doświadczenie cierpienia – wszak śmierć najbliższej osoby boli tak samo, niezależnie od statusu społecznego.

Począwszy od tytułu, sztuka bazuje na pewnej specyficznej przewrotności. Tytułowy „Niezwyciężony” to nazwa legendarnego brytyjskiego lotniskowca, który przez niemal 30 lat służył w Royal Navy, a zarazem imię kota (nazywanego przez Alana czule „Niezwysiem”) który na zawsze skrzyżuje losy bohaterów spektaklu.  Ekipa 6. piętra wie jak zafundować widzowi paletę skrajnych emocji. Komedia miesza się z tragedią, w jednej chwili widz śmieje się do rozpuku (klasyczna komedia pomyłek zdała tu egzamin na piątkę), innym razem chce płakać z bohaterami, nie dbając o to, czy akurat mu po drodze z jego poglądami. 

Twórcom należy oddać, że do tematu podeszli uczciwie, nie przechylając ostatecznie szali w żadną ze stron. Z taką samą skrupulatnością punktują przywary właściwe środowiskom konserwatywnym i liberalnym (a ci pierwsi – reprezentowani przez Alana i Dawn, zwłaszcza  w pierwszym akcie, zaskarbiają sobie sympatię widzów o wiele szybciej, niż ich oponenci) i  z taką samą czułością pochylają się nad ich problemami. Choć gra aktorów wyjątkowo nie porywa (a do tej pory był to jeden z najmocniejszych punktów załogi z 6. piętra) i momentami fabuła zdaje się zatrzymywać w miejscu, „Niezwyciężony” to dobra okazja, by zmierzyć się z pytaniami o naszą własną gotowość do dialogu – niekoniecznie tylko z  tymi, którzy nam we wszystkim przytakują. 
 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl