Nowy biskup warszawsko-praski o swoich planach

/ wikipedia.org/Mirosław Hartung/CC BY-SA 4.0

Budowę dobrych relacji z warszawskimi księżmi i siostrami zakonnymi oraz wzmacnianie duszpasterstwa rodzin, wymienił wśród swoich planów nowy biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński. Hierarcha dodał, że zamierza też się troszczyć o przybywających do stolicy.

W piątek papież Franciszek przyjął rezygnację biskupa warszawsko-praskiego abp. Henryka Hosera, który skończył 75 lat i przeszedł na emeryturę. Następcą abp. Hosera został bp Romuald Kamiński, którego ingres do katedry jest planowany na 20 stycznia 2018 r.

Bp Kamiński spotkał się dziś z dziennikarzami. Zastrzegł, że w nowo objętej diecezji nie zamierza wprowadzać rewolucyjnych zmian. Jak zapowiedział, jego program duszpasterski będzie raczej "kontynuacją i odnowieniem" kierunku, w jakim diecezja podążała pod kierownictwem abp. Hosera.

Podkreślił, że jego głównym zadaniem będzie zbudowanie dobrych relacji z warszawskimi księżmi.

Przypomniał, że na terenie diecezji warszawsko-praskiej pracuje ponad 1,2 tys. sióstr zakonnych i osób konsekrowanych.

Wspólnoty te w większości cierpią dzisiaj na brak powołań, co się odbija potem na ich zaangażowaniu w codzienne życie, nie tylko religijne, ale i w służbę. Bo te osoby prowadzą wiele placówek, choćby z niepełnosprawnymi, chorymi, prowadzą szkoły i przedszkola, służą ludziom żyjącym w trudnych warunkach, a przede wszystkim trwają na modlitwie. Moim pierwszorzędnym obowiązkiem w stosunku do tych wspólnot jest pomoc, aby one miały się lepiej i duchowo i fizycznie - wyjaśnił hierarcha.

W ocenie bp. Kamińskiego, jego ważnym zadaniem będzie praca z rodzinami i małżeństwami.

To są te gniazda podstawowe, tam się wszystko formuje, stamtąd idzie się w samodzielne życie. Jeśli właściwie zadbamy o jakość małżeństw i rodzin, to automatycznie uporządkują się nam wszystkie inne pola. Nie ma takiej dziedziny życia, która pozytywnie by nie zareagowała na ten wkład w formację małżeństwa i rodziny - powiedział bp Kamiński.

Zdaniem hierarchy, problemem stolicy - a zwłaszcza jej prawobrzeżnej części - jest duży napływ ludności z innych części Polski.

O tych ludzi trzeba zadbać i to zaraz. Tam zamyka się szkoły, łączy się parafie, zostają setki hektarów, a tutaj trzeba budować nowe osiedla i parafie. Jest coś takiego w człowieku, że jak opuszcza swoje środowisko, to pragnie być anonimowy. W tej anonimowości rodzą się nieraz kiepskie programy, człowiek nie umie sobie z tym poradzić, to jest bardzo zły czas. Dlatego trzeba stworzyć warunki, żeby ten przychodzący do nowej wspólnoty dał się, w dobrym znaczeniu, ogarnąć" - podkreślił bp Kamiński.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl