Polscy księża posługują na Syberii – NIEZWYKŁE ZDJĘCIA

flickr.com/EpiskopatNews

– Na terenie mojej parafii mieszka 2,5 miliona ludzi, a ja jestem jeden – podkreśla ksiądz Marek Jaśkowski, który posługuje w Surgucie. – Nasza posługa tak po ludzku wydaje się bankructwem; największym wyzwaniem jest być i trwać – nie tracić ducha – dodaje ksiądz Piotr Łapa z Barnauł. Polscy księża posługujący na Syberii często są jedynymi księżmi katolickimi na przestrzeni setek kilometrów. Przed Dniem Pomocy Kościołowi na Wschodzie mówią o tym, jak wygląda ich codzienna posługa.

Ks. Piotr Paweł Łapa pracuje w Barnauł, w południowej Syberii. Jak mówi, w jego dekanacie, który jest kilkakrotnie większy od Polski, jest obecnie czterech księży. 

Do wielu miejsc jeszcze nie dotarliśmy, nie wiadomo, czy kiedykolwiek dotrzemy
– wyznaje.  Jak dodaje, w Barnauł brakuje w tej chwili miejsca, które pomogłoby przypomnieć ludziom o Chrystusie, o katolicyzmie. Co prawda w latach dwudziestych Polacy wybudowali tam kościół, jednak już ponad 80 lat jest w nim apteka.

Nasza posługa tak po ludzku wydaje się bankructwem. Często jadę wiele kilometrów z Eucharystią dla pięciu, dziesięciu osób. Jednak wystarczy spotkać jedną staruszkę na północnej Syberii, która z płaczem powie, że ponad siedemdziesiąt lat czekała na spowiedź i modliła się o to, by przed śmiercią się jeszcze wyspowiadać. Choćby z powodu tej jednej osoby, która przez lata nie straciła wiary i modliła się, jak potrafiła, wiem, że ta misja jest potrzebna
– mówi ks. Łapa.

Największym wyzwaniem jest być i trwać – nie tracić ducha w takich momentach, kiedy człowiek zderza się z prawdą – nie mam kościoła, nie mam katechezy, muszę pokonać kilkaset czasem kilka tysięcy kilometrów, aby spotkać tam kilka osób
– wyznaje.

Ks. Marek Jaśkowski posługuje w Surgucie w północnej Syberii, w parafii trzykrotnie większej od całej Polski. Jest jedynym rzymsko-katolickim księdzem na tym terenie. W tej samej parafii pracuje jeszcze dwóch księży grecko-katolickich, ale do najbliższego księdza rzymsko-katolickiego ks. Jaśkowski ma 550 km. Na Syberii zima trwa ponad pół roku.

W zeszłym roku były dni, kiedy mróz doszedł do -52 w Surgucie i -62 na terenie mojej parafii. Nasza „północ” jest znacznie zimniejsza niż południowa część Syberii
– mówi kapłan.

W ostatnich kilku dziesięcioleciach przybyło do Surgutu w poszukiwaniu pracy wielu ludzi, wśród których są katolicy – z Rosji, Ukrainy, Białorusi, Kazachstanu, Armenii, Gruzji. Żeby dotrzeć do mniejszych czy większych wspólnot katolików w różnych miejscach ks. Jaśkowski codziennie pokonuje setki kilometrów. 

Dwa tygodnie temu wyjechałem, by odwiedzić Jugorsk i Sowiecki oddalone 650 kilometrów na południowy zachód od Surgutu, potem Uraj (720 kilometry), Niagań (600 kilometrów), Chanty-Mansyjsk (300 kilometrów). W następnych dniach pojechałem na północ i odwiedziłem Nojabrsk (320 kilometrów) i Kogałym (190 kilometrów). W przeciągu pięciu dni  przejechałem samochodem, przy różnych warunkach atmosferycznych, 2550 kilometrów
– relacjonuje ostatnie dni swojej posługi. 

W następnym tygodniu pojechał pociągiem 800 kilometrów do Tiumenii, żeby stamtąd polecieć samolotem do Salechardu, na koło podbiegunowe, gdzie samochodem dojechać nie można. 

Odwiedziłem tam swoich parafian, którzy wzięli urlop w pracy, aby móc pobyć ze mną, uczestniczyć w mszy świętej i w katechizacji
– opowiada.

Jak podkreśla, w jego parafii dramatycznie potrzeba księży.

Żeby rozwijały się parafie, katolicy muszą mieć większy i częstszy dostęp do sakramentów
– mówi. Dodaje, że niemal każdego miesiąca pisze lub dzwoni do niego człowiek, ubolewając nad tym, że wraz z rodziną są katolikami, jednak mieszkają daleko od kościoła.

Jestem przekonany, że do większości mieszkających tu katolików jeszcze nie dotarłem, nie mówiąc o niekatolikach, często jeszcze bardziej zainteresowanych naszą religią i naszym wyznaniem
– mówi, wspominając m.in. o mieszkającej na tym terenie  tubylczej ludności, jak Chantowie, Mansowie, Nieńcy, która często praktykuje pogańskie tradycje. 

Wielu katolików, z powodu braku swojego kościoła zaczęło przechodzić do innych wyznań albo najczęściej odzwyczaiło się od jakichkolwiek religijnych praktyk. Teren ten to duchowa pustynia, która pragnie żywej wody chrześcijaństwa. Kościół katolicki ma bardzo wiele do zaproponowania, jednak nie starcza nam sił. Na obszarze mojej parafii mieszka około 2,5 miliona ludzi, w samym Surgucie 350 tysięcy. A ja jestem jeden
– podkreśla.

Źródło: niezalezna.pl


SONDA
Wczytuję sondę...

Tagi
Wczytuję komentarze...

Policja ujawnia szczegóły ataku demonstrantów na policjanta przed Sejmem. NOWE FAKTY

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Na łamach portalu niezalezna.pl informowaliśmy o groźnym incydencie do którego doszło w czasie manifestacji przed Sejmem i Senatem. Jak się okazuje nie był to jedyny atak demonstrantów na funkcjonariuszy. Policja ujawnia nowe szczegóły w tej sprawie. Mimo informacji o rozwiązaniu protestu demonstrujący przed Senatem nie opuścili miejsca zgromadzenia. Policja zapowiada wnioski do sądu wobec osób, które łamały prawo, m.in. tamując ruch na ulicy. KSP poinformowała też, że jeden z policjantów doznał urazu nogi i trafił do szpitala.

Wcześniej policja poinformowała już o rozwiązaniu przez organizatora protestu przeciw reformie sądownictwa, trwającego dziś wieczorem przed budynkiem parlamentu. Zebranych wezwano do rozejścia się. Tymczasem kamera telewizyjna wychwyciła moment, kiedy jeden z protestujący, próbował przedrzeć się przez kordon policyjny, zamachnął się ręką i chciał uderzyć pięścią w twarz jednego z funkcjonariuszy.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Chciał uderzyć pięścią policjanta! Protest przed parlamentem został rozwiązany
 
Tymczasem okazuje się, że w trakcie zabezpieczania manifestacji, jeden z policjantów doznał urazu nogi i trafił do szpitala. Jak się okazuje funkcjonariusz został kopnięty kilka razy w nogę oraz uderzony.
 
O szczegółach policja informuje na Twitterze:

 


Wcześniej policjanci podali, że "około godz. 19:20 organizator rozwiązał zgromadzenie na ul. Górnośląskiej i ul. Maszyńskiego przy Sejmie. Policjanci podejmowali interwencje wobec osób łamiących prawo. Mowa m.in. o tamowaniu ruchu. W powyższej sprawie kierowane będą wnioski o ukaranie do sądu" - napisano na Twitterze.

Policjanci zapewnili, że "nie podejmują interwencji wobec protestujących. Policjanci interweniują wobec osób łamiących prawo. Funkcjonariusze działają w oparciu o obowiązujące prawo, z pełnym jego poszanowaniem" - zapewniono na Twitterze Komendy Stołecznej Policji.

Zgromadzenie rozwiązano chwilę po tym, jak część demonstrantów próbowała sforsować barierki ochronne.

Do demonstrantów co jakiś czas wychodzą politycy opozycji, m.in. senator Tomasz Grodzki z PO, a z okna przemówił wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz również z PO. Już po formalnym rozwiązaniu protestu do demonstrujących wyszedł poseł Bartosz Arłukowicz z PO, a później senator Platformy Bogdan Klich.

Klich zaczął nawet w pewnym momencie przemawiać do demonstrantów i nawiązywał do... okoliczności wprowadzenia stanu wojennego.

- Uważajcie na prowokacje zwłaszcza ze jest dzisiaj noc z 12 na 13 grudnia. Wielu z nas pamięta jak nas w gaciach wyciągano tamtej nocy z domów. I jest rzeczą podwójnie symboliczną, że straż marszałkowska zabiera protestującym - najdzielniejszym z dzielnych kobietom i najwytrwalszym z wytrwałych - transparent z „wolnymi sądami” - mówił Klich.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP, policja.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl