Trabzonspor znów kusi Pazdana

/ Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

  

Wraca temat transferu Michała Pazdana do Turcji. Obrońcą Legii Warszawa i reprezentacji Polski zainteresowany jest Trabzonspor. Za Pazdana trzeba zapłacić Legii około 2,5 miliona euro - taka suma została wpisana w klauzulę odejścia zawartą w kontrakcie.

Jeszcze do niedawna Pazdan nie był zainteresowany tureckim kierunkiem. Defensor tęsknym wzrokiem patrzył w kierunku Bundesligi czy ligi francuskiej. Na przeprowadzkę do Turcji, z uwagi na kwestie związane z bezpieczeństwem, nie chciała zgodzić się również żona zawodnika. Zegar jednak tyka i dla Pazdana może to być jedna z ostatnich możliwości, by podpisać dobry kontrakt za granicą. Menedżerowie piłkarscy przyznają, że Pazdana nie jest wcale sprzedać łatwo. Po pierwsze zawodnik we wrześniu skończył 30 lat i jego wartość na rynku piłkarskim zaczęła mocno spadać, tymczasem zainteresowane pozyskaniem środkowego obrońcy kluby muszą liczyć się z wydatkiem nawet 2,5 mln euro. I nawet jeśli Legia zdecyduje się nieco zejść z klauzuli (mówi się o 1,5 mln euro), kwota do zapłaty nadal zostanie pokaźna, a piłkarz walczy też przecież o dobre zarobki w nowym miejscu pracy. Nie bez znaczenia jest też wzrost "Pazdka" - zaledwie 180 cm sprawia, że silniejsze kluby w ogóle nie widzą środkowego obrońcy w swoich szeregach.

Trabzonspor od dawna jednak monitoruje sytuację zawodnika. W klubie z Trabzonu wierzą w Polaków i lubią na nich stawiać - w przeszłości grali tam m.in. Adrian Mierzejewski, Arkadiusz Głowacki czy Mirosław Szymkowiak. Tureccy działacze są gotowi rozpocząć negocjacje z Legią, a i sam zawodnik wyraża tym razem zainteresowanie tym kierunkiem.

Sprawy nabrały tempa od kiedy Pazdan postawił na nowy skład menedżerski - od grudnia jego interesy reprezentuje Mariusz Piekarski i jego agencja Unidos. Znany ze skutecznych działań "Piekarz" już kilka dni temu zasugerował, że Pazdan zmieni zimą klub. 

Priorytetem Pazdana jest teraz wyleczyć kontuzję stawu skokowego, która dokucza mu już od miesiąca. Po raz ostatni obrońca wybiegł na boisko podczas meczu z Pogonią Szczecin. W tym sezonie zaliczył w barwach Legii 19 występów, w tym tylko 13 w Ekstraklasie.

Wciąż nie wiadomo, jak zakończą się negocjacje w sprawie nowego kontraktu dla Guilherme. Na stanowisko klubu czeka również Łukasz Broź, którego umowa jest ważna do czerwca 2018 roku. – Chciałbym wiedzieć, czego się mam spodziewać – mówi GPC piłkarz.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie - dodatek mazowiecki

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Poseł Platformy uderzył posła PiS. Prokuratura nie zamierza ścigać Lenza "z urzędu"

/ Poseł Tomasz Lenz (pierwszy z lewej) uderza polityka PiS / screen You Tube

Grzegorz Broński

Dziennikarz „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezależna.pl.

Kontakt z autorem

  

Podczas debaty polityk Platformy Obywatelskiej Tomasz Lenz uderzył posła PiS Józefa Leśniaka - tego nikt nie kwestionuje. Także prokuratura, która wyjaśniała skandaliczny incydent. Zresztą koronnym dowodem są nagrania z sejmowych kamer. A jednak dochodzenie zostało umorzone z powodu „braku znamion czynu zabronionego”. W uzasadnieniu - do którego dotarł nasz reporter - jest więcej równie zaskakujących stwierdzeń.

O skandalicznym incydencie sprzed nieco ponad roku portal niezalezna.pl informował wielokrotnie.

"W lipcu zeszłego roku debatowano nad reformą Sądu Najwyższego. I wtedy stało się coś szokującego – do rozmawiających polityków PiS podszedł Tomasz Lenz z Platformy Obywatelskiej i uderzył jednego z parlamentarzystów. Ten moment jest doskonale widoczny na rozmaitych nagraniach. Pokrzywdzonym był poseł Józef Leśniak" - pisaliśmy w jednym z tekstów.

Zdarzenie z nocy 18/19 lipca widać doskonale na nagraniu.

Leśniak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Lenza. Poseł PiS podkreślił, że został uderzony podczas obrad Sejmu, a tym samym naruszono jego nietykalność cielesną jako funkcjonariusza publicznego podczas wykonywania obowiązków służbowych (art. 222 Kodeksu karnego).

„Osobą, która tego dokonała był poseł Tomasz Lenz, który dokonał tego czynu umyślnie”- podkreślił poseł Leśniak.

CZYTAJ WIĘCEJ: Poseł PiS zaatakowany przez agresywnego polityka PO. Zawiadomienie do prokuratury

Sprawą zajął się prokurator z wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Dochodzenie trwało wiele miesięcy, ale kilka tygodni temu wydano postanowienie o umorzeniu dochodzenia: "wobec braku znamion czynu zabronionego i wobec braku interesu społecznego ściganiem z urzędu”.

W uzasadnieniu, z którym się zapoznaliśmy, padają zaskakujące stwierdzenia.

„Nie ulega wątpliwości, że Józef Leśniak doświadczył przemocy fizycznej (…) tym niemniej nie sposób przyjąć, że doświadczył tego zachowania podczas wykonywania obowiązków służbowych, a tym bardziej w związku z pełnieniem obowiązków służbowych” - stwierdził prokurator.

Skąd ten wniosek? Bo poseł Leśniak opuścił swoje miejsce w ławach, a do uderzenia doszło „już po zarządzeniu przerwy w obradach”. W związku z tym nie doszło – jak twierdzi prokurator - do naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego, a jedynie występku ściganego z oskarżenia prywatnego.

Poseł Leśniak zaskarżył decyzję o umorzeniu. Teraz sprawą zajmie się sąd.

Więcej na ten temat w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl