Islamska mapa Europy

Parlament Europejski uczcił w ostatni czwartek minutą ciszy pamięć kilkuset Egipcjan, muzułmanów zabitych przez islamskich terrorystów. Skala ofiar zamachu może szokować, choć na pewno nie szokuje to, że muzułmanie zabijają nie tylko chrześcijan w Europie, Afryce, Azji i USA, ale też swoich braci w wierze. 

Okazuje się nawet, że liczba muzułmańskich ofiar jest większa niż zabitych przez islamistów chrześcijan. Ten fakt często jest używany jako argument w dyskusjach i ma świadczyć o tym, że w Europie i na świecie nie toczy się żadna wojna religijna, ale front jest inny: „terroryści kontra niewinni ludzie niezależnie od wyznania”. Tymczasem polowanie islamistów na chrześcijan na paru kontynentach jest niezaprzeczalnym faktem, co wcale nie oznacza, że nie dochodzi do bratobójczych mordów wewnątrz społeczności muzułmańskiej. 

Jeśli ktoś zapyta, dlaczego wyznawcy Mahometa zabijają więcej muzułmanów niż chrześcijan, to odpowiedź powinna brzmieć: ponieważ są oni łatwiejszym i bardziej masowym celem niż chrześcijanie. Wyznawcy Chrystusa giną w Europie i w rzeziach chrześcijan w Afryce. Jednak częściej dochodzi do zamachów w Afganistanie, Pakistanie, Iraku, Syrii, Turcji – a więc krajach zdominowanych przez islam, nawet jeśli są to państwa o historycznych wpływach chrześcijan (jak Irak i Syria). 

Muzułmanie w UE i EOG

Na razie wyznawcy Mahometa stanowią dwudziestą część populacji Starego Kontynentu. Jednak przy dalszej konsekwentnej emigracji muzułmanów do Europy oraz wysokiej ich rozrodczości za nieco więcej niż trzy dekady już nie co dwudziesty, a co siódmy mieszkaniec Europy będzie wyznawał islam. Wzrost z 5 do 14 proc. ma nastąpić do 2050 r. Tylko w ciągu ostatnich sześciu lat ‒ między 2010 a 2016 r. ‒ według danych Pew Research Center liczba wyznawców islamu w krajach Unii (oraz Szwajcarii i Norwegii) wzrosła o przeszło 6 mln. Największy wzrost populacji muzułmanów nastąpił na Cyprze – przeszło 25 proc. oraz w Bułgarii – ponad 11 proc., i Francji – prawie 9 proc. Kolejną trójkę krajów o największym przyroście muzułmanów stanowią dwa państwa Beneluksu: Belgia i Holandia – odpowiednio 7,6 i 7,1 proc., oraz znana z dotychczasowej bardzo liberalnej polityki migracyjnej Szwecja – ponad 8 proc. O ok. 7 proc. i poniżej tej liczby wzrosły wspólnoty muzułmańskie w Austrii, Niemczech oraz w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Polska znajduje się na ostatnim, trzydziestym miejscu w tym zestawieniu (28 państw członkowskich Unii plus Berno i Oslo z Europejskiego Obszaru Gospodarczego). 

W naszym kraju liczba wyznawców islamu zwiększyła się w ciągu ostatnich sześciu lat o mniej niż… 1 promil. Przed nami w tej tabeli kraje, które bądź formalnie zawetowały decyzję o przymusowej relokacji na szczycie UE w Brukseli we wrześniu 2015 r. (Czechy i Słowacja) bądź też te, które formalnie się zgodziły, ale zarządziły „strajk włoski” w tej sprawie, czyli państwa bałtyckie. 

Wiele jednak w naszych rękach

Dzisiaj mamy w Europie ok. 25 mln muzułmanów. Prognozy mówią, że w 2050 r. ma ich być przeszło 75 mln. Jak to się będzie rozkładało w poszczególnych krajach? Doskonałe pytanie. Odpowiedź jest, mówiąc wprost, pochodną polityki imigracyjnej prowadzonej przez poszczególne państwa Starego Kontynentu. Za te nieco ponad 30 lat niemal co trzeci mieszkaniec Szwecji będzie wyznawał islam. Na Cyprze przeszło 28 proc. ludności stanowić mają muzułmanie, dla co piątego mieszkańca Austrii i co piątego mieszkańca Republiki Federalnej Niemiec punktem odniesienia będzie Koran, a nie Biblia. Ogólnie w Europie Zachodniej 15 proc. populacji będą stanowili wyznawcy proroka Mahometa.
 
Oczywiście te prognozy zakładają utrzymanie podobnego tempa imigracji, co obecnie. Ktoś powie, że tempo to spadło. Zgoda. Ale nie jest powiedziane, że nie nastąpią kolejne tąpnięcia migracyjne. Co się stanie, gdy Turcja, nie doczekawszy się obiecanych przez Unię miliardów euro (z przyrzeczonych sześciu Ankara dostała tylko część) ani, również obiecanego, zniesienia wiz, podniesie szlaban dla islamskich uchodźców z Iraku i Syrii, koczujących na tureckim terytorium? Jakie będą konsekwencje potencjalnego exodusu emigracyjnego z kraju o olbrzymim wzroście demograficznym i kolosalnej populacji, jakim jest 97-mln Egipt? Tego typu pytania można mnożyć i nie będzie to bynajmniej gdybanie, lecz rozważanie scenariuszy, które mogą się spełnić.

Polski realizm versus unijna ideologia

Imigracja do Europy – a także oczywiście do Polski – nie jest filmem, na który idziemy do kina, biernie siedząc w fotelu, zjadając popcorn i popijając colą. Europę i Polskę stać na aktywny udział w kształtowaniu takiej polityki migracyjnej, która zmniejszy koszty społeczne i polityczne oraz ograniczy napięcia międzyreligijne. Należy jednak otwartym tekstem powiedzieć kilka brutalnych prawd. Trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co stało się przed dekadą, gdy świat Zachodu obalił łamiące prawa człowieka dyktatury w Iraku i Libii. Pod sztandarem wsparcia dla westernizacji tych krajów wygenerowano, niezależnie od intencji, wojny domowe w obu państwach, masowe masakry i wreszcie emigrację setek tysięcy ludzi, które opuściły niebezpieczny Bliski Wschód dla bezpiecznej, charytatywnej Europy. Powinniśmy o tym pamiętać, kształtując swoją politykę choćby wobec Turcji i Egiptu. I w Ankarze, i w Kairze władze ze sporym dystansem – mówiąc eufemistycznie – traktują europejskie standardy dotyczące praw człowieka. Oczywiście wolelibyśmy, żeby było inaczej. Jednak jeśli jest wybór między półdyktaturami czy nawet dyktaturami pełną gębą a chaosem i masową inwazją dosłownie milionów nowych uchodźców do Europy – to wybór ten wydaje się stosunkowo prosty. Prawa człowieka są ważne, choć nie powinny całkowicie przesłaniać nam polityczno-imigracyjnego kontekstu. Lepsza jest współpraca z krajami o różnych od naszego rozumienia prawach kobiet czy prawach obywatela niż – pod sztandarem tychże praw człowieka – wywołanie zimnej wojny z nimi i w rezultacie pogodzenie się z perspektywą olbrzymiej fali migracyjnej. To doprawdy oczywisty wybór. Jestem pewny, że państwo polskie wybierze w tej kwestii, w trosce o bezpieczeństwo własnych obywateli i spokój społeczny, formułę efektywnej współpracy ekonomiczno-politycznej z tym regionem świata. Nie wiem natomiast, na jaki wariant zdecyduje się Unia Europejska. Obawiam się, że może to być scenariusz mało realistyczny, za to bardzo ideologiczny.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Krytyka czy działania agentury

Celami ataku rosyjskiej agentury jest m.in. NATO, jego bazy w Polsce, sojusz Polski z USA. Gdyby głosić te tezy wprost, nie znalazłyby one dużego oddźwięku. Na szczęście dla Rosji istnieją Żydzi, a część z nich autentycznie atakuje Polaków.

Zwolennicy religii Holocaustu najchętniej obciążyliby nas odpowiedzialnością za ludobójstwo, dostarczając usprawiedliwienia przedsiębiorstwu Holocaust dla wydojenia Polski. To jest autentyczny konflikt, dla którego paliwa dostarcza część elit żydowskich w USA i Izraelu. Rosyjska agentura wykorzystuje go, przekierowując propagandę na USA jako narzędzie Izraela, które dąży do zniszczenia Polski. Raz słyszymy, że USA już zawarło nową Jałtę, a więc oddało nas Putinowi, to znów że chce nas użyć do wojny z Rosją, by wygubić, robiąc miejsce dla Żydów. „Braungryguć” nie może się zdecydować. Wtóruje Michalkiewicz, wieszcząc obrócenie Polaków w żydowskich niewolników za sprawą nacisków amerykańskich. Sugeruje też rozbiór Polski i Ukrainy i stworzenie tu państwa żydowskiego. Braun już widzi wyspowe państwo żydowskie, ale wyłącznie na terenie państw, które sprzeciwiają się Rosji, a więc bez Białorusi i Węgier. Agentura rosyjska adresuje swój przekaz do osób przerażonych, sfrustrowanych, antysemitów i ludzi, którzy szukają prostych wytłumaczeń. Za agenturą podążają gawnojedy – ofiary sukcesu polskiego szkolnictwa w dziedzinie wymóżdżania młodzieży – zasypując internet tezami dla kretynów o niebezpieczeństwie żydowskim, żydowskiej agenturze i pokojowej Rosji, okupacji amerykańskiej, o żołnierzach USA, którzy mają mordować Polaków, i tylko neutralność może nas uratować. Ta rosyjska walka z USA, często dokonywana polskimi rękami, jedynie szkodzi w walce z rzeczywistym zagrożeniem.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl