40. urodziny Adama Małysza

/ Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

  

W niedzielę Adam Małysz skończył 40 lat. "Orzeł z Wisły" przeszedł niesamowitą metamorfozę - od nieśmiałego, stroniącego od dziennikarzy skoczka, po dyrektora w Polski Związku Narciarskim, który absorbując uwagę mediów, stara się zdjąć presję z zawodników.

Urodzony w Wiśle 3 grudnia 1977 roku Małysz już w wieku trzech lat zaczął jeździć na nartach zjazdowych. Jako przedszkolak budował ze śniegu miniaturowe skocznie i próbował się z nich odbijać. Był skazany na sport, a miłość do nart wpajano mu od urodzenia. Pradziadek miał własną skocznię, na której najlepsi beskidzcy zawodnicy osiągali odległości w granicach 50 metrów. Ojciec był kierowcą w klubie sportowym Wisła, a wujek - Jan Szturc, najpierw znanym skoczkiem, a po zakończeniu kariery - trenerem.

16 marca 1996 roku Małysz odniósł pierwsze zwycięstwo w zawodach PŚ w Oslo-Holmenkollen. W tym samym roku stanął na podium także w Iron Mountain (drugi), w Falun (drugi) i w Lahti (trzeci). W klasyfikacji generalnej PŚ na koniec sezonu uplasował się na siódmej pozycji.

Lata 1998 i 1999 nie były udane dla skoczka z Wisły, który myślał nawet o zakończeniu kariery. W igrzyskach w Nagano zajął na średniej skoczni 51., a na dużej - 52. miejsce. W klasyfikacji generalnej PŚ był 30., a w 1999 roku - 43. Pod kierunkiem nowego trenera reprezentacji Apoloniusza Tajnera, współpracując ze Szturcem, psychologiem dr. Janem Blecharzem i fizjologiem prof. Jerzym Żołądziem, Małysz zaczął skakać lepiej. Na otwarcie sezonu 2000/01 polscy skoczkowie pojechali do Kuopio. O pobycie w fińskim mieście Małysz pamięta do dziś. Po wygraniu serii kwalifikacyjnej tuż przed konkursem został zdyskwalifikowany za zbyt długie narty. Falstart nie spowodował załamania sportowca, a jego forma rosła powoli, by wystrzelić w Turnieju Czterech Skoczni.

Od tego momentu na lata stał się czołową postacią skoków. Cztery razy zdobył Kryształową Kulę, co wcześniej udało się tylko Finowi Mattiemu Nykanenowi. Jako jedyny natomiast dokonał tej sztuki trzy razy z rzędu. W dorobku ma także m.in. cztery złote medale mistrzostw świata, jeden srebrny i jeden brązowy.

W Polsce zapanowała "Małyszomania", a w wielu rodzinach niedziela zaczęła się kojarzyć ze wspólnym oglądaniem konkursów Pucharu Świata.

W ostatnim swoim sezonie Małysz wygrał jeden konkurs - w Zakopanem i wywalczył trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ. W skokach narciarskich osiągnął wszystko oprócz... najcenniejszego trofeum - olimpijskiego złota. W 2002 roku w Salt Lake City był drugi i trzeci, a osiem lat później w Vancouver dwukrotnie drugi. Za każdym razem przed nim był niesamowity na igrzyskach Szwajcar Simon Ammann.

Najbliżsi i ludzie, którzy go dobrze znają opisują go krótko: "skromny, pracowity, uśmiechnięty, życzliwy". Sukcesy go nie zmieniły; pozostał sobą. Za to kochają go nie tylko Polacy, którzy ubrani w biało-czerwone barwy, z transparentami i trąbkami jeździli za nim po całym świecie.

Przez Niemców nazywany "Królem Weissflogiem II", przez Austriaków - "Goldbergerem Wschodu", w swojej ojczyźnie doczekał się wielu przydomków. Najbardziej powszechny to "Orzeł z Wisły", od miejsca urodzenia. Za życia został legendą, kiedy jego imię nadano zmodernizowanej skoczni w Wiśle.

Nierozerwalnie kojarzony jest z noszonymi w trakcie kariery wąsami oraz bułką i bananem, których jedzenie miało mu pomagać w zwycięstwach. Od dziennikarzy stronił, a po latach przyznał, że rozmowy z nimi po prostu bardzo go stresowały. Do kanonu weszła jego wypowiedź, że "najważniejsze jest oddać dwa równe, dobre skoki".

Ostatnią próbę wykonał 26 marca 2011 roku podczas pożegnalnej imprezy na Wielkiej Krokwi. Po zakończeniu kariery pozostał aktywny i poświęcił się nowej pasji - sportom motorowym. Małysz m.in. pięć razy uczestniczył w niezwykle wymagającym Rajdzie Dakar. Do skoków wrócił w 2016 roku. Trenerem kadry został wówczas Austriak Stefan Horngacher, a on dyrektorem-koordynatorem w PZN ds. skoków i kombinacji norweskiej.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP/ niezależna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Niezwykły wyczyn młodej łodzianki

/ kuszapro

  

Łodzianka Aleksandra Bednarek jest pierwszą Polką, która przepłynęła wpław 34-kilometrowy kanał Catalina pomiędzy Los Angeles i wyspą Catalina. "To było wyzwanie, ale na pewno nie ostatnie” - przyznała 20-letnia zawodniczka UKS SP149 Łódź.

Wyczynu dokonanego pod koniec sierpnia na otwartych wodach Oceanu Spokojnego młodej pływaczce pogratulował wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela.

Wyprawę zorganizowano pod hasłem Polska Przeprawa Stulecia z okazji setnej rocznicy odzyskania przez niepodległości. Razem z łódzką pływaczką cały dystans kanału pokonała również Hanna Bakuniak ze Szczecina.

"To było dla mnie wyzwanie, ale chcieliśmy zrobić coś, co zapisze się w tym szczególnym dla Polaków roku. Jedni wspinają się na K2, inni śpiewają sto pieśni patriotycznych, a my powiedzieliśmy, że przepłyniemy coś fajnego. Początkowo miał to być kanał La Manche, lecz okazał się on zbyt oblegany, a otwarty dla nas był kanał Catalina"

– wspomniała Bednarek.

To 34-kilometrowa droga wodna na Pacyfiku łącząca Los Angeles z wyspą Catalina. Należy ona do tzw. Korony Oceanów, pływackiego odpowiednika Korony Ziemi. Składa się na nią siedem długodystansowych przepraw – kanały: Catalina, Północny, La Manche i Molokai oraz cieśniny: Cooka, Tsugaru i Gibraltarska.

Bakaniuk pokonała dystans z wyspy na ląd, ale wcześniej dokonała tego łodzianka płynąc w przeciwnym kierunku, co okazało się trudniejsze i zajęło jej 12 godzin, 7 minut i 32 sekundy.

"Wiązało się to z płynięciem pod fale, co jest dodatkowym i rzadkim wyczynem. Najtrudniejsze było ostatnich siedem mil, kiedy zaczęło mocno wiać i fala uderzała we mnie z większą częstotliwością. Kiedy widzi się obrysy wyspy przez kilka kolejnych godzin, trzeba toczyć walkę z samym sobą. Byliśmy jednak do tego dobrze przygotowani, także pod względem mentalnym"

- przekonywała zawodniczka UKS SP149 Łódź.

Akcja miała również charakter charytatywny, bo pływacy każdą przepłyniętą milę dedykowali Ignacemu Pianko – chłopcu z zespołem wad genetycznych, autyzmem i guzem mózgu, podopiecznemu Fundacji "Słoneczko". W ten sposób promowano także zbiórkę środków na jego leczenie i rehabilitację.

Bednarek zaznaczyła, że pokonanie kanału Catalina nie było ostatnim wyzwaniem w jej karierze. Jak mówiła, w planach ma wiele innych "głośnych" przepraw należących do Korony Oceanów.

20-letnia studentka inżynierii biomedycznej na Politechnice Łódzkiej ma w dorobku medale mistrzostw Polski w stylu dowolnym na 400 i 800 m, ale od kilku lat jej pasją jest pływanie na wodach otwartych - w jeziorach, rzekach czy morskich i oceanicznych kanałach, a także pływanie zimowe na otwartych wodach. Podczas takich zawodów temperatura wody często niewiele przekracza 0 stopni Celsjusza.

Podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata IWSA (International Winter Swimming Association) w Tallinie zdobyła trzy złote medale na dystansach 50, 100 i 200 metrów stylem klasycznym, a w całym sezonie 2017/18 zwyciężyła w klasyfikacji Pucharu Świata w zimowym pływaniu.

"W przyszłym roku lodowe mistrzostwa odbędą się w Murmańsku, gdzie chcę wystartować na dystansie kilometra. Pod tym kątem zmieniam cykl treningowy, ponieważ podczas tej imprezy zostanie podjęta decyzja o przyłączeniu tej konkurencji do programu zimowych igrzysk olimpijskich. Gdyby tak się stało, dystans 1 km byłby pokazowy na kolejnych igrzyskach"

- tłumaczyła pływaczka. 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl