Polak nominowany do Grammy

Mariusz Kwiecień (z prawej) / youtube

Piotr Iwicki

Kontakt z autorem

Jay-Z, Kendrick Lamar, Bruno Mars, piosenka „Despecito” Luisa Fonsi, Dyddy Yankee i Justina Bibera, podobnie jak Chris Cornell, Metallica i Foo Fighters, mogą być 29 stycznia przyszłego roku szczęśliwcami w czasie rozdania nagród Grammy. Akademia Amerykańskiego Przemysłu Muzycznego ogłosiła we wtorek nominacje. I przyznam się szczerze, bardzo dziwnie to wygląda.

Oczywiście są pewniacy. Nominacje do trzech z czterech najważniejszych kategorii trafiły do rapera Jay-Z. Tyle samo ma Bruno Mars. Na dwie statuetki szanse mają Kendrick Lamar, Childish Gambino, Luis Fonsi (tak tak, ten od "Despacito"). Zapewne fanki są zniesmaczone zepchnięciem w cień Eda Sheerana, którego nie uświadczymy najbardziej prestiżowych kategoriach. Na potarcie łez fakt, że jednak ma dwie nominacje. Za to świetnie wypada w tym roku świat… rocka. Nominacje otrzymali w sobie właściwych kategoriach: Bob Dylan, The Rolling Stones, Metallica, Mastodon czy Queens of The Stone Age i The War On Drugs. Jednak ten pierwszy powalczy też o tytuł piosenki popowej roku z Michaelem Bublé, Coldplay, Laną Del Ray oraz Lady Gagą. Uff, jak widać niezbadane są wyroki nominujących. Mnie cieszy swietny powrót legendy, czyli nominacja dla dinozaurów tanecznej elektroniki, niemieckiego Kraftwerk za „3-D The Catalogue”  (kategoria najlepszy album dance/elektronika). Jak widać, szeroko lansowana teoria, że Kraftwerk to ojcowie założyciele techno, procentuje. Nie ma jak świetny PR. Inna miła rzecz to nominacja dla Nicka Cave'e & The Bad Seeds i silna konkurencja w postaci The Grateful Dead w mają szansę zdobyć statuetkę w kategorii najlepszego albumu w wersji limitowanej lub tzw. boxu.

Dla mnie nagrody Grammy to tyle samo fajna zabawa w wysublimowanym konkursie piękności z wielkimi pieniędzmi w tle, co również loteria. Sa jednak ciekawe niespodzianki. W kategorii albumu instrumentalnego powalczą głownie …jazzmani, z Julianem Lage, Alexe Hanem i Jeffem Loreberem na czele. W kategorii muzyki New Age, której nazwa kojarzy się nierozerwanie z filozofią, choć kompletnie z nią nic nie ma wspólnego konkurują: Brian Eno, India Air i Kitaro. Cóż za dziwna mieszanka! Natomiast nominacje w kategoriach jazzowych dowodzą, że zaczynają dochodzić do głosu bardziej niż kiedykolwiek małe wytwórnie płytowe. Smutne, że większość niema dobrej dystrybucji w Polsce, co gorsze, kilka nazwisk jest dla nas niemal białą kartą! Oczywiście bryluje John McLaughlin za swój koncertowy album a powalczy o statuetkę z Billy Childsem, Chrisem Potterem i Fredem Herschem. Mnie cieszy nominacja dla Johna Beasley w kategorii dużego zespołu (orkiestry) za album dedykowany muzyce Theloniousa Monka (ma łącznie dwie nominacje) a jego silnym konkurentem będzie mój ulubieniec, Vince Mendoza (album nagrany z bib bandem WDR z Kolonii).

W kategorii nr 45 (są łącznie 84!),czyli w kategorii wykonania utworu rdzennie amerykańskiego, walczy nieodżałowany Leonard Cohen („Steer Your Way” z albumu” You Want It Darkner”), w bliźniaczej kategorii piosenki rdzennie amerykańskiej jedną z pięciu namonacji dostał zmarły w maju gigant bluesa, Gregg Allman (piosenka „My Only True Friend” z krążka „Southern Blood”). W innej bluesowej kategorii (najlepszy album) odnajdujemy w gronie nominowanych Taj Mahala z Keb’ Mo’. I da mnie są pewniakami, choć niestety psikusa może im sprawi The Rolling Stones („Blue & Lonsome”). Grammy słynie też z dla nas dziwnych kategorii. Ot, choćby tej dedykowanej mówionemu słowu, gdzie powalczą biograficzny „Born Tu Run” Bruce’a Springsteena z m.in. …„Our Revolutin: A Future to Believe In” Berniego Sandersa i Marka Ruffalo. W muzyce filmowej pewnie na fali Oscarów popłynie „La La Land” (3 różne nominacje).  

W kategoriach, które nie dostępują wręczania na głównej scenie w czasie gali (a przynajmniej tak było dotąd) znalazł się zestaw nagrań kompozycji Leonarda Bersteina który powalczy z legendarnym nagranie „Wariacji Goldbergowskich” Jana Sebastiana Bacha przez Glenna Goulda. Z nieklasycznych albumów za najlepszą realizację pewniakiem zdaje się być „Is this Life We Realy Want?” Rogera Watersa. Nasz ulubiony rekordzista, Morten Lindberg (producent i inżynier dźwięku specjalizujący się w nagraniach surround, czyli od czterech kanałów – głośników wzwyż) ma 4 nominacje (w tym za producenta roku!), czy powiększy swój rekordowy wynik ilości nominacji bez skutku, czyli przyznania statuetki Grammy? Oby nie. W kategorii najlepszego albumu walczy z dwoma pozycjami na pięć, sam ze sobą! Pośmiertnie nominację za najlepszy album wokalny muzyki poważnej dostał zmarły przed tygodniem Dmitri Hvorostowski.

Na koniec watek polski. Niestety tylko jeden w tym roku. W nominowanym nagraniu operowym „Poławiaczy Pereł” Georgesa Bizeta, z nowojorskiej Metropolitan Opery, jedną z głównych partii kreował Mariusz Kwiecień. A, że laur przypada dyrygentowi, producentom i głównym solistom, trzymajmy kciuki. Niestety, konkurencja jest mocna jak i bratobójcza, bowiem nasz rodak rywalizuje z „Lulu” Albana Berga nagranym na tej samej scenie oraz ulubieńcem Ameryki, dyrygentem Valerym Gergievem („Złoty kogucik” Mikołaja Rimskiego-Korsakowa, rejestracja teatru Marińskiego

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
USA: "Autonomia Palestyńska odrzuca…

USA: "Autonomia Palestyńska odrzuca…

Prezydent pogratulował biskupowi Śmiglowi

Prezydent pogratulował biskupowi Śmiglowi

Halny sieje spustoszenie w Beskidach. Zerwał…

Halny sieje spustoszenie w Beskidach. Zerwał…

Nożownik zaatakował izraelskiego strażnika…

Nożownik zaatakował izraelskiego strażnika…

Po skandalu dopingowym Rosja zdegradowana w…

Po skandalu dopingowym Rosja zdegradowana w…

Krzysztof Wyszkowski szybko rozprawił się z Wałęsą. Wystarczył jeden, krótki wpis

Lech Wałęsa / fot. Fotomag/Gazeta Polska

Lech Wałęsa nie zawiadomi prokuratury w sprawie teczek TW „Bolka” – uważa Krzysztof Wyszkowski. Były działacz opozycji antykomunistycznej skomentował w ten sposób zapowiedź Wałęsy, opublikowaną na Twitterze. Do sprawy odniósł się również Sławomir Cenckiewicz. 

Jeśli żona Czesława Kiszczaka nie ujawni prawdy o tym, jak powstały teczki i kto ją w nie w robił, to ja to ujawnię 

– napisał Wałęsa. Zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Chodzi o odnalezione w lutym 2016 r. – w wyniku przeszukania prokuratorów IPN w domu byłego szefa komunistycznego MSW Czesława Kiszczaka – teczki TW „Bolka”, którym miał być Lech Wałęsa. IPN, powołując się opinie biegłych stwierdził, że dokumenty te są autentyczne, czemu Wałęsa zaprzecza.

Notoryczny kłamca nie złoży zawiadomienia do prokuratury, bo wie, że za takie kłamstwo musiałby zostać w końcu ukarany. I nie pozwie nikogo do sądu 

– skomentował na Twitterze Wyszkowski.

Również historyk i wiceszef Kolegium IPN Sławomir Cenckiewicz odniósł się na Twitterze do zapowiedzi Wałęsy. 

Dobrze szkolony jednak. Kapować na kolegów, brać kasę, udawać że nie jest Bolkiem, ukraść dokumenty, a na końcu zawiadomić prokuraturę, że Kiszczak nie mógł trzymać akt Bolka w domu... Zawsze wyjdzie, że Kiszczak i Jaruzel byli fajni... 

– napisał Cenckiewicz.

Lech Wałęsa, zapowiadając złożenie zawiadomienia do prokuratury napisał m.in., że „Kiszczak nie mógł mieć przygotowanych takich teczek”. „Był przesłuchiwany pod przysięgą w IPN. Protokoły istnieją w IPN” – napisał Wałęsa.

Według niego, ws. teczek należy przesłuchać ponownie żonę Czesława Kiszczaka Marię Kiszczak i sprawdzić, kto napisał list przewodni (chodzi prawdopodobnie o list Kiszczaka do Archiwum Akt Nowych) i przygotował – jak określił Wałęsa – „prowokację”.

Ja już wiem, kto to wykonał i na czyje zlecenie. Zbieram dowody i kompletuję świadków

– stwierdził Wałęsa. 

Z obecnego otoczenia Kiszczaków zgłoszono się do mnie z ciekawą propozycją. Jeśli Pani Kiszczakowa nie ujawni prawdy jak powstały teczki i kto ją w nie wrobił, to ja to ujawnię. Sprawa jest sfingowana. To prowokacja przygotowana w wolnej Polsce 

– dodał.

W styczniu IPN podał, że z opinii biegłych Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, dotyczącej teczki personalnej i teczki pracy TW „Bolek” i zawartych w nich dokumentów z lat 1970-1976, wynika, że zobowiązanie do współpracy z SB, pokwitowania odbioru pieniędzy oraz przeważającą część doniesień podpisał własnoręcznie Wałęsa. 

Opinia ta jest jednoznaczna, kompleksowa i spójna, a zawarte w niej wnioski nie pozostawiają żadnych wątpliwości 

– podał IPN.

Wiarygodność dokumentów z teczek TW „Bolek” potwierdzają też historycy, którzy od wielu lat zajmują się najnowszą historią Polski. Na agenturalność Wałęsy wskazała już w 2008 r. publikacja Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa”. Badacze przytoczyli w niej materiały o charakterze pośrednim (odpisy donosów, ewidencji i opinii), gdy nie mieli jeszcze dostępu do teczek TW „Bolek”.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl