Odpust św. Andrzeja u sióstr klarysek – ZDJĘCIA

/ fot. Adam Bujak/Archidiecezja Krakowska

W klasztorze sióstr klarysek w Krakowie odbyły się uroczystości odpustowe ku czci św. Andrzeja. Popołudniowej mszy świętej przewodniczył abp Marek Jędraszewski, który mówił o niełatwej posłudze apostołów, niejednokrotnie kończącej się męczeństwem oraz o tym, że Chrystusowy krzyż jest drogą do zbawienia.

Na początku metropolita krakowski przytoczył fragment Pisma Świętego, który opowiada o tym, jak św. Andrzej rozpoznał w Chrystusie Mesjasza i już kolejnego dnia opowiedział o tym swojemu bratu Piotrowi. Wspomniał także o chwili, w której nad jeziorem Genezaret przyszli apostołowie usłyszeli słowa Chrystusa: „Pójdźcie za mną, a uczynię was rybakami ludzi".

I uwierzyli, że on jest Mesjaszem i przyjęli to posłannictwo, które zostało tak obrazowo wyrażone słowami: „rybacy ludzi. Zdając sobie sprawę z tego, że Mesjasz ma głosić Ewangelię całemu stworzeniu, że ma być światłością dla wszystkich – i dla Żydów i dla pogan – poszli za nim i udali się wzdłuż Jordanu do jego źródeł 
– powiedział arcybiskup.

Opisał przy tym, jak właśnie tam Pan Jezus zapytał apostołów najpierw o to, za kogo ludzie uważają Syna Bożego, a potem, za kogo oni go uważają. 

Wtedy Piotr powiedział w gruncie rzeczy to samo, co kiedyś powiedział mu Andrzej, a w co obydwaj wierzyli gorącym sercem: „Ty jesteś Mesjasz, Chrystus, Syn Boga Żywego”. Tak zaczął się ich los – los apostołów, posłańców, wysłanników światłości 
– nauczał.

Następnie nawiązał do chwili, w której Jezus już po swoim zmartwychwstaniu żegnał się z nimi i posłał ich na cały świat, by głosili Dobrą Nowinę. 

Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż po krańce świata. Stawali się w ten sposób prawdziwie „rybakami ludzi”, to znaczy – rodzili wiarę przez głoszenie słowa, bo jak pisał święty Paweł: „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy. Tym zaś, co się słyszy jest słowo Chrystusa” 
– zaznaczył.

Dodał, że apostołowie pozyskiwali ludzi dla Chrystusa właśnie po to, by oni – wyznając swoją wiarę – zostali zbawieni. 

Miłość do ludzi rodziła w apostołach gorliwość, by dzięki swojej wierze w Chrystusa mieli oni życie wieczne. Właśnie ta gorliwość, by ludzie nie zostali odtrąceni przez Boga sprawiała, że żadne przeciwności ich nie zniechęcały. Szli na cały świat, wielokrotnie doznając bólu i niezrozumienia 
– powiedział.

Zauważył też, że spotykali się oni nie tylko z szyderstwami, ale również niejednokrotnie stawali się męczennikami. 

Oni sami musieli stać się dla świata nie tylko tymi, którzy głosili Chrystusa jako Pana, ale także jako ci, którzy swoim sercem uwierzyli w Niego aż do końca, to znaczy aż po cierpienie, przelaną krew i śmierć męczeńską – śmierć świadka Chrystusowego krzyża, który staje się drogą zbawienia. Tak było w przypadku Piotra i Andrzeja 
– mówił metropolita.

Opowiedział też o historii męczeńskiej śmierci obu apostołów na krzyżu.

Święty Andrzej, widząc narzędzie swej męki miał powiedzieć: „Witaj krzyżu, moja jedyna nadziejo”. Męka jego trwała długo, ale cały ten czas umierania był wypełniony przez niego modlitwą i nieustannym wyznawaniem tego, co daje gwarancję zbawienia – Jezus jest Panem, Jezus jest Bożym Synem, jest prawdziwie Chrystusem, światłością świata i ci wszyscy, którzy uwierzą właśnie w niego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, osiągną życie wieczne 
– głosił abp Jędraszewski.

Nawiązał również do fragmentu „Pieśni o słońcu niewyczerpanym” Karola Wojtyły: „Jest we mnie kraina przeźroczysta w blasku jeziora Genezaret - i łódź... i rybacza przystań, oparta o ciche fale... i tłumy, tłumy serc, zagarnięte przez Jedno Serce, przez Jedno Serce najprostsze, przez najłagodniejsze”.

To jakby inna nazwa światłości świata. Echo tej wielkiej sieci, którą wtedy na apostołów zarzucił Chrystus, mówiąc, że właśnie w tym momencie stają się rybakami ludzi. Echo tej wielkiej, wspaniałej wizji Kościoła, która ukazuje boży lud nieustannie zagarniany przez coraz to nowych świadków Chrystusa w zbawcze sieci, dające życie wieczne. Pisząc te strofy zapewne nie mógł przypuszczać, że upłyną lata, a on swoje życie zwiąże z „Barką”. Tą pieśnią, o której mówił, że wyraża także jego los, bo pan go też wezwał i kazał mu pozostawić to, do czego był najbardziej przywiązany, oddać wszystko Chrystusowi i iść za nim na boży łów 
– powiedział arcybiskup.

Odwołał się również do encykliki „Ecclesia in Europa”, w której Jan Paweł II przedstawia przejmujący obraz Europy, która odchodzi od Chrystusa i w której ludzie „syci swym materialnym bogactwem" są pozbawieni nadziei. 

Dał taki obraz Kościoła, ale równocześnie przeciwstawił jemu jeszcze inny – pełen nadziei, bo Kościół w Europie jest znakiem nadziei na życie i na to, że każdy, kto wyzna swoimi słowami, iż Jezus jest Panem, osiągnie zbawienie. Ciągle ta prawda jest głoszona światu i będzie głoszona, aż do skończenia świata, bo wszystko przemija, także ludzkie pokolenia, ale pozostaje chrystusowy krzyż 
– mówił.

Na koniec dodał, że krzyż jest znakiem zbawienia, który budzi nadzieję, radość i moc, którą wyraził św. Andrzej apostoł, gdy zobaczył narzędzie swojej męki. 

Czując wspólnotę losów z mistrzem, którego ukochał i za którym poszedł, wypowiedział słowa, jakie są przesłaniem także dla nas dzisiaj – „Witaj krzyżu, nadziejo nasza jedyna”. Dopóki ludzie tak będą patrzeć na krzyż, tak długo będzie w nas i całym świecie nadzieja na życie wieczne 
– podkreślił.

Źródło: Archidiecezja Krakowska, niezalezna.pl


SONDA
Wczytuję sondę...

Tagi

Wczytuję komentarze...

Joanna Kopcińska obnaża frustracje i bezradność totalnych, ale zapewnia: „Nikogo nie będziemy ścigać i karać"

/ twitter.com/@Gosc_RadiaZET

Nikogo nie będziemy ścigać i karać, ale nie można przekraczać granic wolności drugiego człowieka - powiedziała rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska, komentując przepychanki, do których doszło na spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim w Gdańsku. Dodała, że rozumie poziom frustracji, bo na spotkaniach z politykami PO zjawia się 5-7 osób. "Brak słuchaczy, brak programu. Cóż można zrobić, tylko zakrzyczeć" powiedziała Kopcińska.

Kopcińska pytana w Radiu Zet, czy podległe rządowi służby "powinny i będą ścigać" osoby, które "rozbiły wiec premiera" odpowiedziała, że spotkania polityków PiS są zakłócane, jednak nadal - jak zadeklarowała - będą one organizowane.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Bojówki KOD w akcji. Tym razem zaatakowały podczas spotkania premiera w Gdańsku

Nikogo nie będziemy ścigać i karać, ale nie można przekraczać granic wolności drugiego człowieka i te osoby, które mają inne od nas poglądy, dobrze by było, żeby również o tym pamiętały

- powiedziała.

Rzeczniczka rządu stwierdziła, że jeśli na spotkaniach polityków PO pojawia się "pięć, siedem osób", to rozumie "poziom frustracji".

Brak słuchaczy, brak programu - cóż można zrobić? Tylko zakrzyczeć

- oceniła.

Na uwagę, że w sali BHP Stoczni Gdańskiej, gdzie zorganizowano niedzielne spotkanie i gdzie podpisywano porozumienia sierpniowe w 1980 r. niewymienienie Lecha Wałęsy w kontekście historii "Solidarności" przez premiera Mateusza Morawieckiego jest "prowokowaniem", Kopcińska odpowiedziała, że premier wymieniał osoby, które znał i miał z nimi "bezpośredni kontakt".

Mateusz Morawiecki również nie był bierny wtedy, kiedy trzeba było walczyć o wolną i demokratyczną Polskę i o tych osobach, z którymi miał bezpośredni kontakt mówił, natomiast punktów zaczepienia do tego, żeby wywołać awanturę jest wiele

- powiedziała rzeczniczka rządu.

Dla mnie najważniejsze jest to, że pojawiające się te same twarze na naszych spotkaniach i brak programu opozycji wskazuje na to, że raczej jest to próba zakrzyczenia naszych działań

- dodała.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jacek Sasin ostro o zakłócających spotkania polityków PiS: To są zorganizowane bojówki!

Na pytanie, czy sensowne jest "wygumkowywanie Lecha Wałęsy z historii sierpnia 1980 r." odpowiedziała, że "są tacy, którzy chcą o nim pamiętać i to robią".

My mówimy o prawdzie historycznej w wielu obszarach i również mamy do tego prawo, w związku z czym możemy się różnić, ale bez dyskusji łokciem, bo to jest absolutnie naganne w każdym obszarze

- stwierdziła Kopcińska.

Do przepychanek w Gdańsku doszło w niedzielę po zakończeniu wystąpienia premiera w sali BHP Stoczni Gdańskiej, gdy zaczęły się pytania z sali. Morawiecki był pytany m.in. o trwający w Sejmie protest osób niepełnosprawnych. Podczas odpowiedzi premiera na to pytanie, część osób zgromadzonych w sali wyjęła egzemplarze konstytucji i transparenty m.in. z napisami: "Pycha i Szmal, "Wspieramy protest niepełnosprawnych w Sejmie". Wznoszono też okrzyki: "kłamca", "Solidarność", "Lech Wałęsa". Odpowiadając na te okrzyki stronnicy szefa rządu śpiewali "Sto lat" i krzyczeli "Bolek" oraz "Mateusz".

Obie grupy zaczęły przepychać się i wzajemnie obrażać. Sytuację próbowała uspokoić rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska; premier w asyście policji opuścił salę żegnany brawami części sali.

 

 

Źródło: niezalezna.pl, pap

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl