Zagadka zaginięcia okrętu ARA San Juan rozwiązana?

ARA San Juan / Wikimedia Commons/Martin Otero - Naval Base Mar del Plata/CC BY 2.5

  

Analizy nietypowego hałasu w miejscu, w którym w dniu zaginięcia znajdował się argentyński okręt podwodny ARA San Juan z 44 osobami na pokładzie, wykazały, że był on charakterystyczny dla eksplozji. Informacje taką podała argentyńska marynarka wojenna.

Do marynarki wojennej dotarły informacje, że „nietypowe, krótkie, potężne, nienuklearne zdarzenie odpowiadało eksplozji” – oświadczył w czasie konferencji prasowej rzecznik marynarki Enrique Balbi.

Jak podaje agencja AFP, może to wyjaśniać tajemnicę zaginięcia jednostki przed ośmioma dniami.

Balbi przekazał, że informacje te pochodzą od ambasadora Argentyny w Austrii Rafaela Grossiego, który jest ekspertem nuklearnym i członkiem Organizacji Traktatu o Całkowitym Zakazie Prób z Bronią Jądrową (CTBTO).

Tymczasem przedstawicieli CTBTO Mario Zampolli powiedział agencji Reutera, że sygnał ten „może odpowiadać eksplozji, ale nie ma co do tego pewności”.

Potwierdził opis Balbiego, że chodziło o „nietypowy i krótki” sygnał. 

Możemy też obliczyć czas, w jakim doszło w tym miejscu do tego zdarzenia. Chodzi o około 3,5 godziny po ostatnim kontakcie okrętu podwodnego z bazą 
– dodał Zampolli.

CTBTO dysponuje siecią stacji monitorujących na całym świecie, których zadaniem jest wykrywanie tajnych wybuchów atomowych. Stacje są wyposażone m.in. w podwodne mikrofony, które monitorują oceany pod kątem fal dźwiękowych.

Organizacja potwierdziła, że w ub. tygodniu w pobliżu miejsca, w którym zaginął ARA San Juan, odnotowała „nietypowy podwodny sygnał”. Został wykryty przez dwie stacje. CTBTO w oświadczeniu podała, że przekazała te informacje władzom Argentyny, które koordynują poszukiwania ARA San Juan.

Rzecznik Balbi na konferencji w siedzibie marynarki wojennej w Buenos Aires zaapelował o spokój i zapewnił, że operacja poszukiwawcza będzie kontynuowana, dopóki nie będzie pewności, iż doszło do eksplozji i dopóki nie pojawią się nowe wskazówki.

Po wypowiedzi Balbiego w bazie marynarki wojennej w Mar del Plata na wschodzie kraju, dokąd miał dopłynąć okręt i gdzie zebrali się bliscy marynarzy, rozległ się płacz.

Nie mówią nam, że zginęli, ale że są trzy tysiące metrów pod wodą 
– powiedziała żona jednego z członków załogi, Itati Leguizamon.

Dziennik „La Nacion” przedstawia hipotezę o wybuchu będącym rezultatem zwarcia w bloku 960 akumulatorów, który zasila w energię okręt.

Według marynarki wojennej załoga 15 listopada zasygnalizowała awarię elektryczną akumulatorów, ale po chwili poinformowała bazę, że problem został rozwiązany. Uznano, że problem nie był na tyle poważny, aby uruchamiać nadzwyczajne procedury.

Już w środę wieczorem Balbi ujawnił, że 15 listopada, czyli w dniu zaginięcia okrętu, wykryto „anomalię hydroakustyczną” i „niezwykły hałas” w miejscu, w którym jednostka po raz ostatni podała swoją pozycję. Odmówił jednak sprecyzowania, czy był to odgłos eksplozji.

W operacji poszukiwawczej bierze udział ponad 4 tys. ludzi. Akcja jest prowadzona na obszarze o długości 1000 km z północy na południe i 500 km od wschodu na zachód. Podczas operacji wykorzystywanych jest 14 statków i 10 samolotów, nie tylko z Argentyny, ale też z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Brazylii i Chile.

W poniedziałek 13 listopada ARA San Juan opuścił port Ushuaia w południowej Argentynie na Ziemi Ognistej i zmierzał do Mar del Plata, gdzie miał dotrzeć najpóźniej w poniedziałek 20 listopada.

ARA San Juan to jednostka produkcji niemieckiej, napędzana silnikiem Diesla, a w zanurzeniu elektrycznym. Okręt zwodowany został w 1983 roku i jest najnowszym z trzech okrętów podwodnych argentyńskiej marynarki wojennej.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

W górach nawet pół metra śniegu

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/Mareefe/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

Na Podkarpaciu dziś rano przejezdne były wszystkie drogi wojewódzkie i krajowe. "Miejscami leży zajeżdżony śnieg i błoto pośniegowe. Lokalnie jest też ślisko" - powiedział dyżurny Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Rzeszowie Arkadiusz Krawiec. W Bieszczadach leży nawet pół metra śniegu.

Dodał, że "rano skutki opadów śniegu usuwało 51 pługopiaskarek".

"Warunki na drogach mogą w każdej chwili ulec zmianie, a lokalnie na drogach zalesionych lub w okolicach cieków wodnych i rzek może wystąpić śliskość spowodowana specyficznym mikroklimatem. Prosimy wszystkich użytkowników dróg o ostrożną jazdę i dostosowanie prędkości oraz techniki jazdy do warunków panujących na drogach"

- powiedział Krawiec.

Natomiast w Bieszczadach i Beskidzie Niskim w ciągu ostatniej nocy spadło od pięciu do 10 centymetrów świeżego śniegu. W Cisnej i Ustrzykach Górnych w niedzielę rano termometry pokazywały pięć stopni mrozu.

"W Bieszczadach powyżej górnej granicy lasu leży ok. pół metra śniegu. W dolinach pokrywa śnieżna wynosi średnio 20 cm"

- powiedział ratownik dyżurny bieszczadzkiej grupy GOPR Jan Koza.

Na Podkarpaciu na nartach zjeżdżać można m.in. w Puławach Górnych koło Rymanowa oraz na stokach Gromadzynia i Laworty w Ustrzykach Dolnych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl