Poruszające słowa dowódcy RAF o śp. pułkowniku Kornickim: Świat ma wobec niego wielki dług

Franciszek Kornicki / fot. Wikimedia Commons/Gabukasv/CC BY-SA 4.0

  

Dowódca brytyjskich Królewskich Sił Powietrznych (RAF) Sir Stephen Hillier powiedział, że zmarły 101-letni pułkownik Franciszek Kornicki był częścią „wyjątkowej międzynarodowej grupy walecznych i heroicznych lotników, wobec których świat ma wielki dług”.

Hillier dodał, że piloci walczący w drugiej wojnie światowej, a wśród nich Kornicki, „walczyli o naszą wolność i wywalczyli ją, a ich odwaga i poświęcenie nigdy nie będą zapomniane”.

101-letni Franciszek Kornicki, pułkownik Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii i ostatni żyjący dowódca polskiego dywizjonu z okresu II wojny światowej zmarł w Worthing w Wielkiej Brytanii

Polska straciła swojego syna, który bronił kraju przez całe życie, a wiele osób straciło dobrego przyjaciela i sąsiada. Co najważniejsze, my straciliśmy ukochanego męża, ojca, dziadka i pradziadka. Cześć jego pamięci 
– napisała rodzina Kornickich w oświadczeniu.

Odszedł kolejny bohater walk o niepodległą i wolną Polskę; człowiek, który tak bardzo wiele zrobił dla Polski 
– powiedział prezydencki minister ds. polonijnych Adam Kwiatkowski.

Jak dodał, „pułkownik Kornicki był jedną z osób, które tworzyły naszą historię, i jest naszym wyzwaniem, aby najmłodsze pokolenia pamiętały o tych bohaterach, bo gdyby nie ich walka, nie żylibyśmy teraz w wolnej i demokratycznej Polsce”.

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz napisał na Twitterze, że „ze smutkiem przyjął wiadomość o śmierci Franciszka Kornickiego”, i dodał: „Cześć jego pamięci”.

Urodzony 18 grudnia 1916 r. w Wereszynie Kornicki był absolwentem Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, z której dołączył do 162 Eskadry Myśliwskiej w III Dywizjonie Myśliwskim 6 Pułku Lotniczego Wojska Polskiego. Po wybuchu drugiej wojny światowej ewakuował się do Rumunii, skąd przedostał się do Marsylii.

We Francji przeszedł dalsze szkolenia na maszynach bojowych, a w czerwcu 1940 r. odpłynął do Wielkiej Brytanii, gdzie latał m.in. w legendarnym Dywizjonie 303 i w Dywizjonie Myśliwskim Nocnym 307 – „Lwowskich Puchaczy”. W 1943 r. został najmłodszym dowódcą w Polskich Siłach Powietrznych, obejmując Dywizjon 308, a później także 317.

Po wojnie nadal służył w RAF aż do przejścia na emeryturę w 1972 r.

Kornicki był wielokrotnie odznaczany przez prezydenta RP i ministra obrony narodowej RP, m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i trzykrotnie Krzyżem Walecznych, a także Złotym Medalem „Za zasługi dla obronności kraju”.

We wrześniu Kornicki zwyciężył w plebiscycie Muzeum Królewskich Sił Powietrznych i dziennika „The Telegraph” na bohatera wystawy na stulecie RAF w 2018 roku.

Dzięki temu jego podobizna znajdzie się na zaplanowanej na przyszły rok wystawie z okazji 100-lecia RAF – tuż obok Spitfire'a VB BL614, słynnego samolotu myśliwskiego, który był używany przez RAF podczas II wojny światowej, m.in. przez pilotów Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Były sternik polskiego tenisa wspomina Radwańską i... liczy, że wróci ona na korty

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

"Bez wątpienia to ogromna strata dla polskiego tenisa" - tak skomentował decyzję Agnieszki Radwańskiej o zakończeniu kariery sportowej były prezes Polskiego Związku Tenisowego Jacek Muzolf. Jak zaznaczył, w pełni rozumie wybór zawodniczki.

Muzolf liczył, że najlepszą polską tenisistkę zobaczy jeszcze w przyszłorocznych turniejach i nie ukrywał zaskoczenia tą nagłą decyzją.

"Dochodziły mnie słuchy, że być może to oficjalne zakończenie odbędzie się podczas Australian Open albo na Wimbledonie. Bez wątpienia to ogromna strata dla polskiego tenisa" - powiedział.

Jak dodał, w pełni rozumie decyzję Radwańskiej, która wycofuje się z zawodowego sportu z powodów zdrowotnych.

"Jeśli jednak prawdą jest to, że jedną stopę ma zmasakrowaną, a druga też już jej doskwiera, to w sumie się nie dziwię. Jeśli nie może normalnie trenować i biegać, to jest to słuszna decyzja. Przecież jej tenis oparty jest przede wszystkim na bieganiu, świetnym poruszaniu się po korcie i wykorzystywaniu siły rywalek. Jeśli zabierze się jej nogi, to nie jest w stanie podjąć walki z przeciwniczkami. W tej sytuacji nie ma sensu kontynuowania kariery, gdy nie jest się zdrowym"

- podkreślił.

Były sternik PZT przypomniał, że przez wiele lat Radwańska była podporą reprezentacji, która dzięki niej osiągała sukcesy.

"Udało nam się awansować do grupy światowej, a gdy jej zabrakło, ciężko nam było wygrywać mecze. Zresztą od międzynarodowej federacji otrzymała nagrodę za to, że zawsze dzielnie broniła barw swojego kraju. Była jedną z nielicznych, jak nie jedyną tenisistką z topu, która nigdy nie odmawiała udziału w tych rozgrywkach. Dzięki Agnieszce kibicie w Polsce mieli wreszcie komu kibicować na największych turniejach, mogli się z nią identyfikować, trzymała nas w napięciu niemal podczas każdego Wielkiego Szlema"

- stwierdził Muzolf.

Jego zdaniem, do pełni szczęścia zabrakło Radwańskiej zwycięstwa właśnie w Wielkim Szlemie. W 2012 roku w finale na kortach Wimbledonu przegrała z Amerykanką Sereną Williams.

"Myślę, że jeszcze bliżej było rok później. Do pełni szczęścia zabrakło jej pokonania w półfinale Wimbledonu Sabine Lisicki. Wówczas w finale spotkałaby się z Marion Bartoli, która bała się Agnieszki jak ognia. W jej karierze zabrakło też dobrego występu na igrzyskach olimpijskich. Z drugiej strony przez wiele lat nie wypadła z czołowej dziesiątki i nie schodziła poniżej jakiegoś poziomu. Nie miała też dłuższej przerwy w grze. Inne tenisistki rodziły dzieci, chorowały, miały kontuzje czy inne kryzysy. A ona cały czas była w tym tourze, a przecież nie ma postury herosa" - ocenił.

Muzolf uważa, że ciężko będzie znaleźć następczynie Radwańskiej. Obecnie w rankingu WTA o siedem pozycji niżej (na 82. miejscu) plasuje się Magda Linette.

"Mam nadzieję, że Linette czy Iga Świątek podtrzymają ten ogień dla polskich kibiców. Liczę, że będziemy mogli oglądać nasze zawodniczki w turniejach Wielkiego Szlema. 17-letnia Iga jest na dobrej drodze i jeśli będą ją kontuzje omijać, ma szansę dołączyć do czołówki. Zdaję sobie sprawę, że awans Polek do najlepszej dziesiątki jest raczej w sferze marzeń. Tym bardziej, że coraz więcej pojawia się Chinek czy Rosjanek, które niekoniecznie występują pod swoją flagą" - zaznaczył.

Były prezes PZT, który obecnie pełni funkcję kierownika sekcji tenisowej poznańskiego AZS-u, po cichu liczy, że Radwańska w niedalekiej przyszłości jeszcze wróci na korty.

"Są sportowcy, którzy nie jeden raz kończyli kariery i wracali do sportu. Łudzę się, że Agnieszka po roku czy dwóch poczuje ten głód tenisa, a jej stopy pozwolą wrócić do sportu. W tenisie często bywały takie sytuacje. Martiny Hingis nie było tak długo, że ludzie zdążyli o niej zapomnieć. A ona wróciła i była numerem jeden w deblu"

- podsumował Muzolf.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl